Mag, Hydra – Toruń (22.08.2021)

Pomimo starań i społecznych zabiegów, covid nie odpuszcza, co ma przełożenie także na przedłużającą się posuchę koncertową. Szczególnie wyraźnie widać to w takich miejscach jak Toruń, który nawet w czasach nieograniczonej swobody, nie zwykł kojarzyć się z nadprodukcją koncertów i imprez tematycznych.

Tym bardziej należy pochwalić postawę Piranha Music, która mimo niesprzyjających okoliczności toczy dzielną walkę o zaspokojenie kulturalnych potrzeb fanów muzyki gitarowej. Nie idąc przy tym na łatwiznę, czego najlepszym dowodem był wspólny występ dwóch najskuteczniejszych chyba oddziałów w stale rozrastającym się katalogu labelu – miejscowego Maga i pochodzącej z regionu Wielkopolski Hydry. Koncert anonsowany jako forma koleżeńskiego pojedynku, zgromadził dość liczną (jak na lokalne warunki) publikę, dzięki czemu goście mogli poczuć się swobodnie, a gospodarze uniknąć obaw o ewentualne zakłopotanie i konsternację. NRD to zresztą klub idealnie nadający się na tego rodzaju imprezy, więc też pod względem logistycznym, o poziom wydarzenia można było być spokojnym.

Pierwszeństwo w zaprezentowaniu swoich wdzięków przypadło Hydrze, którą (mimo wnikliwej znajomości dokonań studyjnych) miałem okazję widzieć live po raz pierwszy. Zespół w kwestii  oprawy i wizerunku postawił raczej na prostotę formy i siłę wyrazu. Czy zażarło? Z miejsca. Doskonale zaaranżowane i odegrane z elegancją numery z From Light to the Abyss poderwałyby do tańca nawet podgniłego umarlaka. Nie przesadzam, ci goście mają w sobie taką naturalność i grację (oraz ujmującą skromność), że ciężko nie czuć do nich szczerej sympatii. Poza petardami z wydanego przed rokiem debiutu, w eter poszły (licząc z bisem, na który sam zespół nie był przygotowany) trzy nowe kawałki, które nawet odrobinę nie ustępują poziomem dotychczasowym dokonaniom. Jeżeli apetyt rzeczywiście rośnie w miarę jedzenia, to na muzykę Hydry zgłaszam wręcz niepohamowane zapotrzebowanie.

Po reprezentantach sąsiedniego regionu przyszedł czas na sceniczne popisy gospodarzy. Przyznam, że byłem bardzo ciekaw, jak wypadnie kolejna już konfrontacja z lokalnymi piewcami sztuk magicznych, dekoktów oraz ziół z przewagą tych w odcieniach zieleni. W oczy na wstępie rzuciła się rezygnacja z charakterystycznych szat, które w większości zastąpił całkowicie swobody outfit (może poza wokalistą, który zdecydował się na zmianę klasy postaci z czarodzieja na druida). Dało się odczuć zamiłowanie do gier fantasy także przez wyświetlane w czasie koncertu opowieści z wybrzeża mieczy, co z pewnością ukłuło szpilką nostalgii niejedno serce emerytowanego fana klasycznych tytułów rpg.

I wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie to, że sam zmyślny etourage (niezależnie jak sentymentalny), nie był w stanie w pełni wykrzesać z występu zespołu zapowiadanej potęgi magii. Ciężko stwierdzić, czy decydujące znaczenie miała tu zespołowa „dyspozycja dnia”, czy może nie zagrał do końca dobór i kolejność numerów (Mag ma w zanadrzu celniejsze strzały, niż te zaprezentowane w niedzielę, a sam Czarci Chwost i Kambion nie zmienił wyniku tego rozdania), czy w końcu poprzeczka zawieszona przez Hydrę znalazła się na tak wysokim poziomie – wrażenia pozostające po występie grupy były jednak w najlepszym wypadku „poprawne plus”. Daleki jestem przy tym od złośliwego grymaszenia, bo kapela wciąż ma moim zdaniem predyspozycje, żeby solidnie mieszać w kotle, a nadzieja na udany rewanż przy najbliższej okazji pozostaje szczera.

Ostatecznie, bacząc na (szczególnie te mniej sprzyjające organizacji podobnych imprez) warunki, event należy uznać za bardziej niż udany. W końcu nikt nie kocha tak jak Szatan, tańczący z panną w świetle księżyca.

Synu
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , .