Nuclear Holocaust: „nie szukaliśmy określonej stylistyki”

Moim pierwszym rozmówcą w roku 2016 był Overkiller – perkusista rozpędzonego niczym kosmiczna rakieta projektu Nuclear Holocaust. Radek opowiedział mi nieco o początkach formacji, inspiracjach oraz nadchodzących planach swojego zespołu. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do poniższej lektury.

Jak po Sylwestrze ? Traktujecie ten wieczór jakoś szczególnie ze względu na wkroczenie w nowy rok czy może jednak zbyt mocno stąpacie po ziemi i jest to dla was dobry pretekst do alkoholowego zniszczenia ? Zespół spędził go wspólnie czy postanowiliście odpocząć ten jeden dzień od samych siebie ?

Cześć, na początek chciałbym pozdrowić wszystkich czytelników Kvlt Magazine… Jak najbardziej, jest to dobry pretekst do alkoholowego zniszczenia i zdecydowanie skorzystaliśmy z okazji. Nie, nie spotkaliśmy się na sali prób, jak niektórzy, działaliśmy w podgrupach, choć ja z gitarzystą siedliśmy do jednego stołu – dzielą nas dosłownie metry, jeśli chodzi o miejsca zamieszkania, dlatego też często udaje nam się wspólnie sponiewierać. Fakt, tym razem trzeba było zrobić sałatkę, rudej tez poszło niebezpiecznie więcej…

Mimo, że jesteśmy już w 2016 to musimy wrócić do minionej wiosny. Czytałem kilka relacji waszego koncertu w ramach Into The Abyss Festival gdzie mieliście okazję występować podczas drugiego dnia. Jak na debiutancki zespół, który wyskoczył (bądźmy szczerzy) totalnie z dupy praktycznie większość uczestników wyraziła o was wiele pochlebnych opinii. Jak w ogóle doszło do waszej obecności na tym wydarzeniu ?

Dokładnie rozumiem, o co Ci chodzi. Fakt, możliwość zagrania u boku Dead Congregation, obecnej wersji Pungent Stench i, jakby na to nie patrzeć, elity polskiego łomotu, była dla nas bardzo miła, ale i dużą niespodzianką. Propozycję wystąpienia na tym feście dostaliśmy od Tomka Zagórskiego z Behind The Mountain Records, jednego z organizatorów imprezy, praktycznie zaraz po tym, jak nasz materiał znalazł się w sieci. Tomek zdał się kompletnie na swoją intuicję, byliśmy wtedy zespołem istniejącym zaledwie od kilku miesięcy, nikt nie mógł o nas powiedzieć absolutnie nic, nie zagraliśmy jeszcze wtedy pierwszego koncertu. Zaufał swojemu przeczuciu i, z tego co wiem, nie zawiódł się.

Miałem przyjemność recenzować i wielokrotnie przesłuchiwać „Mutant Inferno” i to co przede wszystkim wysuwa się na pierwszy plan to masa nawiązań do tradycyjnego miksu muzyki hardcore, punk i metalu. Materiał jest naprawdę zajebisty, a całości towarzyszy niby komiksowy i humorystyczny, a jednocześnie trochę apokaliptyczny klimat. Odbieram to nieco podobnie jak rysunkowe ilustracji z gry Fallout czy soundtrack żywcem wyjęty z produkcji Loyda Kaufmanna. Nie od dziś też wiadomo, że niekiedy grindcore w dużej mierze bazuje na nieco mniej poważnym podejściu niż pozostałe gatunki muzyczne. Jak jest w przypadku Nuclear Holocaust ?

Dzięki za dobre słowa. Fakt, Toxic Avenger jak najbardziej chodził nam wtedy po głowach, hehe. Rzeczywiście, nasze kawałki w dość bezpośredni sposób nawiązują do klasyki gatunków, niejednokrotnie wręcz dosłownie, tak miało być i tak się udało. Poważne ujęcie tematu zagłady świata faktycznie zostawimy mądrzejszym od siebie, my woleliśmy podejść do tego z rezerwą i tej nam chyba nie zabrakło, momentami być może da się odczuć jej przesyt. Nie przejmujemy się. Franz pali Camele, my dalej Radomskie… Bez spinania się.

Czy waszym zdaniem formuła crossover nie jest po części bardzo dużą wygodą gdyż ułatwia jej nazwanie i pozwala na unikanie niepotrzebnych (a czasami wręcz idiotycznych) etykiet ?

To bardzo wygodna formuła, fakt, jednak Ty jako pierwszy jej użyłeś wobec naszej muzyki, tak mi się przynajmniej wydaje. Rzeczywiście, w recenzjach naszego materiału znaleźliśmy tak wiele, często kosmicznych określeń naszego grania, że głowa mała. Sam miałem z tym spory problem, bo jak zostałem poproszony o opisanie naszego stylu przed pierwszym koncertem, to zwyczajnie rozłożyłem ręce i zacząłem wypytywać żonę, rodzinę… Pojęcie „crust” miało kiedyś ułatwić ludziom etykietowanie, ale w naszym przypadku nie załatwia chyba sprawy. W momencie, w którym rozróżniamy dziś podkategorie w samym grindcore, sprawa robi się naprawdę niewygodna, a wszelkie próbki metkowania coraz bardziej bezsensowne.

Kontynuując jeszcze temat waszych różnorodnych inspiracji i odwołań muzycznych – dzięki etykiecie zespołu crossoverowego macie nieco większe szanse na bookowanie koncertów ze względu na możliwość pojawienia się na równie różnorodnych imprezach. Jak ta sprawa wygląda w praktyce ? Nie sądzicie, że ortodoksi zarzucą pójście na łatwiznę ?

Z koncertami może faktycznie, choć trudno to nam jeszcze zweryfikować. Ktoś usłyszy grindcore, zaprosi nas na imprezę grindową, ktoś inny thrash, to wrzuci nas chętnie na zabawę dla chłopaków w jeansowych katanach. Faktycznie, może przyjdą fani i jednej, i drugiej frakcji. Z drugiej strony, „hejters gonna hejt”, że nie jesteśmy „prawdziwi”, lub nie możemy się zdecydować. To jednak nie to. Nasza muzyka, czy w pewnym momencie może nawet styl, wyszły w sposób bardzo naturalny, z Bomberem nie szukaliśmy określonej stylistyki, jak zaczęliśmy we dwóch na początku działać, zwyczajnie miał być wpierdol i tyle. I chyba jest, mamy nadzieję.

Opowiedzcie nieco o waszych inspiracjach oraz procesie tworzenia waszego pierwszego materiału. W ogóle jak doszło do zawiązania tego tworu zwanego Nuclear Holocaust i kto odpowiada za tę jakże radosną nazwę ? Czy podczas komponowania „Mutant Inferno” przyświecał jakiś konkretny cel i założenie czy może postanowiliście po prostu sprawdzić swoje umiejętności oraz zobaczyć reakcję fanów takiego grania na wasze demo ? Do czego odwołuje się ten tytuł ?

To od początku. Z gitarzystą pracowałem od pewnego już czasu w innym składzie, ale powiedzmy, że nie dawał nam on możliwości spełnienia wszystkich naszych muzycznych… marzeń bardziej chyba, niż ambicji. Jako, że mieszkamy blisko siebie, łatwo mogliśmy się zorganizować na wspólne granie i znowu poczuć tę frajdę łojenia we dwóch, bez kompletnego składu (po co komu od razu bas, skrzypce), czy jakichś krępujących ograniczeń stylistycznych. Tak powstał właśnie Nuclear Holocaust. Jeśli chodzi o inspiracje, chcieliśmy w naszym graniu mieć radość Misfits i pazur Extreme Noize Terror i tego tak naprawdę trzymamy się dalej, z nadzieją, że udało się czy uda się jeszcze w choć małej części. Inspiracji znajdzie się znacznie więcej, całe nasze muzyczne dzieciństwo, które zresztą w pewnym sensie trwa nadal. Muzyka powstaje w prosty sposób. Przeważnie gitarzysta przynosi riffy ułożone w logiczną, spójną całość, albo jakąś bazę, ja dodaję bit i element improwizacji, czasem kawałek wyłania nam się z niczego w pięć minut w sali prób. Nazwę wymyśliłem ja, gitarzysta bez oporów ją zaakceptował. Tytuł materiału to nasze wspólne wypociny, odwołuję się on do tego, co spotka tych, którzy jakimś cudem przeżyją ten jedynie komiksowy, mamy nadzieję, Wybuch. Tyle.

Cel był bardzo konkretny. Wyznaczyliśmy sobie rejestrację na sierpień, by mieć gotowy materiał określonej długości na jesień. Każdy krok był zaplanowany z demonicznym wyrachowaniem i precyzją, hehe. W bardzo krótkim czasie cholernie się napracowaliśmy. Opłaciło się.

Nie sposób też nie pogratulować nawiązania współpracy z jakże zasłużoną już w naszym kraju wytwórnią SelfmadeGods Records, gdzie z pewnością pasujecie idealnie ze swoją stylistyką i brzmieniem. Premiera płyty jest planowana na lato tego roku, ale już teraz chciałem zapytać czy czytelnicy KVLT mają szansę jako pierwsi poznać nieco szczegółów na temat waszego debiutanckiego długograja ?

Jasne. Będzie to pełny materiał, więc potrwa dłużej, niż poprzedni, ale spokojnie, nie spodziewajcie się objętości „Master of Puppets”, choć kawałków będzie zdecydowanie więcej. Całość zostanie ponownie nagrana na setkę w Backyard Studio pod okiem niezastąpionego Chudego, okładkę znów wykona Marcin Studziński (St. Chaos). Stylistycznie oczywiście siedzimy mniej więcej w tych samych klimatach, choć nie da się ukryć, będzie to materiał trochę inny, bogatszy w pewnym sensie, ale to już ocenicie sami.

Skoro już jesteśmy przy popularności to jak wygląda reakcja na waszą muzykę poza granicami naszego rodzimego poletka ? Pod koniec stycznia planujecie nieco pohałasować w irlandzkim Dublinie wraz z kucami z Dead Goats. Jak w ogóle doszło do zorganizowania tego show oraz czy to jednorazowa wizyta zagranicą ?

Jeśli chodzi o odbiór za granicą, to póki co możemy go tak naprawdę oceniać raczej na podstawie pirackich stron, z których można ściągnąć nasz debiut i tu bardzo pozytywne zaskoczenie. Oprócz tego ktoś kupił płytę z Japonii, ktoś ze Stanów, więc jakiś odzew rzeczywiście jest, nie narzekamy. Jeśli chodzi o Irlandię, to zadziałało głównie puszczenie naszego materiału w dobrym kierunku przez Marcina z MyThrone Promotion, potem temat potoczył się lawinowo. Daniel z Polish Metal Promotions, działający głównie w Irlandii, na tyle się zainteresował, że zaprosił nas do siebie. W lutym odwiedzamy Litwę, rozmawiamy też o koncertach w Czechach za kilka miesięcy, zobaczymy, co jeszcze wyjdzie…

Nuclear Holocaust live

Kto waszym zdaniem najlepiej wypadł w minionym roku, a kto dał największą klapę fonograficzną ? Kogo najczęściej słuchali muzycy Nuclear Holocaust w 2015 ? Były jakieś koncerty, które szczególnie wam zapadły w pamięć ?

Ubiegły rok był wybitnie bogaty w wydawnictwa, tak polskie, jak i zagraniczne. Nie ogarnęliśmy całości, na pewno przegapiliśmy wiele wartościowych płyt, spróbujemy to może kiedyś nadrobić. Dla nas podsumowanie roku dokonało się już na samym jego początku, dzięki najnowszej płycie The Kill, świetny też okazał się powrót Morgoth.

Nie pamiętam za to roku tak mocnego na polskiej scenie, osobiście największe wrażenie zrobili na mnie Embrional, Deivos i Blaze of Perdition, te dwie ostatnie kapele są z naszego podwórka praktycznie, więc tym większa radość. A najczęściej słuchaliśmy jak zwykle starego dobrego Anthrax no i Mercyful Fate, bo pewnych rzeczy nikt już nigdy nie przeskoczy… Wtopy pominiemy, może nam też się kiedyś zdarzą i ktoś łaskawie przemilczy. Z koncertów na pewno zapamiętamy jako widzowie właśnie drugi dzień Into the Abyss Festival, bo pod względem składu i organizacji była pierwsza klasa, ja osobiście jeszcze Malevolent Creation, który ponownie spisał się na medal. XXX-Bomber też dobrze wspomina Judas Priest. Pewnie zauważyłeś, że wymieniam głównie imprezy z końca roku, bo tyle się działo, że zwyczajnie nie pamiętamy już.

A więc na koniec standardowe pytanie – jakie macie wstępne plany na rok 2016 poza wydaniem debiutanckiego albumu oraz kiedy i gdzie możemy was najszybciej spotkać ?

Plany już są bardzo konkretne, przynajmniej na pierwszą połowę roku, już mamy kilka koncertów nagranych, jak wspominałem, trochę w Polsce, trochę poza, oprócz wersji 4 way split nasz pierwszy materiał ma się ukazać na splicie kasetowym, a odnośnie jesieni kto wie, będziemy się tym zajmować dopiero za jakiś czas. Najwcześniej można nas zobaczyć z Brudnym Skurwielem i kilkoma innymi ekipami w Lubartowie – 16 stycznia. Później w lutym Kowno i bliżej na pewno Przemyśl m.in. z rzeszowskim Cerebrum. Może coś się jeszcze wykluje.

Dzięki za zainteresowanie, tak Twoje, jak i wszystkich, którzy dobrnęli to tego momentu, mamy nadzieję, że do zobaczenia!

Recenzję debiutanckiego materiału Nuclear Holocaust możecie przeczytać w poniższym linku:

Nuclear Holocaust „Mutant Inferno”

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .