Nadszedł czas na totalny cios. Kto choć trochę orientuje się w podziemiu polskiego metalu lat 80./90. ten wie, że ze szczecińskim Merciless Death żartów nie było, a ich bogata biografia wypełniona jest dużą aktywnością muzyczną, koncertową i towarzyską (o czym można poczytać w wielu publikacjach książkowych odnoszących się do polskiego undergroundu). Wraz z wytwórnią Thrashing Madness nurzam się w bluźnierstwach przeszłości, w końcu dotarłem do tej hordy i jej drugiego dema noszącego tytuł Holocaust i wydanego pierwotnie na kasecie w 1992 roku przez Carnage Records.
Minęło sporo lat, od kiedy Thrashing wypuścił to wznowienie, ale ta muzyka się nie zestarzeje nigdy, a mam też wrażenie, że w ostatnim trzydziestoleciu nie było nigdy takiego brania na lata 90. jak teraz. Ludzie ubierają się jak w tamtym okresie, słuchają starej muzy, starają się też robić muzykę nową, ale stylizowaną na tamte czasy. Widać to wszędzie, nie tylko na scenie metalowej – także w mainstreamie i w modzie. Mody jak wiadomo przychodzą i odchodzą, ale takie rodzynki jak Holocaust pozostaną już na zawsze i uważam, że każdy szanujący się maniak starych brzmień powinien znać ten materiał i mieć go na półce. Death metal grany przez Merciless Death na odświeżonej demówce brzmi wyśmienicie, bardzo podziemnie, brudno i agresywnie. Ich muzyka była dzika, bardzo mocno zakorzeniona w technicznym thrash metalu, przez co kompozycje są złożone, połamane i przy pierwszym kontakcie mogą się wydawać hałaśliwe. Jak ktoś zna ten materiał, to oczywiście na srebrnym krążku łyknie go jak aspirynę na kaca, a nowi odbiorcy będą musieli trochę z zespołem zostać, by w pełni go docenić, ale nie uwierzę, że mógłby się nie spodobać, gdyż jest to esencja polskiego stylu niszczenia sztuką śmierci. Od pierwszych sekund klimatycznego intra wprowadzającego do The Last Hour (Nuclear Holocaust) czarują staroszkolnym klimatem, który w pełnej krasie rozbrzmiewa z ciężarem riffu otwierającego kompozycję. Cały materiał wzbogacony jest w wiele akustycznych wstawek nadających utworom apokaliptyczny klimat i je urozmaicających.
Jako bonus do dema został dołożony zapis występu Live In Thrash Camp 1988, składający się z czterech kompozycji i intra. Jakość tych nagrań pozostawia wiele do życzenia, ale, łojezułomatko, jak to niszczy! Merciless Death w tamtym czasie był na scenie bardzo bezkompromisowy i dziki, co słychać, i mam wrażenie, że w tej konwencji dopiero pokazuje, czym był u swych początków. Bardzo dziki i szalony thrash kojarzyć się może z klasykami niemieckich wyjadaczy z Protector, ale czy Niemcy byli kiedykolwiek tak żywiołowi jak nasi destruktorzy, to nie wiem. Wiem natomiast, iż Holocaust to kawał zajebistej muzy i totalny must have.
Thrashing Madness na Facebook’u.
- Guerra Total – „Of Death’s Apotheosis… Cthulhu’s Call and the Terror of the Cosmic Unknown” (2025) - 19 kwietnia 2026
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
- Huge – „Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul” (2025) - 9 kwietnia 2026
Tagi: 2023, death metal, Holocaust, Merciless Death, recenzja, review, thrash metal, Thrashing Madness Prod.







