[4672] – „Aether” (2018)

Nieczęsto zdarza się takiemu nędznikowi jak ja obcować z prawdziwym potworem, którego brzydota i surowa aparycja potrafiłaby oczarować i uwieść. Natura człowieka ciągnie do złego i zakazanego, bo takie już z nas niedoskonałe twory. Mało tego, najpopularniejsza wiara w naszym kraju opiera się na takowym pociągu do nieznanego i straszy konsekwencjami związanymi ze skierowaniem się w zabronione przez nią rejony. Wiara ta również ofiaruje odkupienie w zamian za skruchę i wykazanie chęci poprawy, zatem mam nadzieję, że moja dusza nie będzie stracona, albowiem zostałem pokuszony na zatracenie jak biblijny Adam przez złowieszczy byt zwący sam siebie [4672], który ochrzcił swe nowo narodzone dziecko imieniem Aether.

Tak jak złożona jest istota ludzka, tak zagmatwany jest ten twór, pełen przeciwstawności, zaprzeczeń, chaosu, ale mimo to dobrze funkcjonujący i w ogólnym obrazie przepełniony harmonią. I jak człowiek jest skory do złych zachowań, poddawaniu się kaprysom i pokusom, tak muzyka wbita w krążek przepełniona jest nietypowymi rozwiązaniami, niebezpiecznymi patentami i zrozumiałymi tylko dla twórców kwasowymi fazami. W pierwszym kontakcie zderzamy się z brutalnością i bezkompromisowym noisem, by przy dalszym poznawaniu materiału odnaleźć w nim znacznie więcej barw i warstw.

Aether jest w każdym calu nietypowy. Sam w sobie zawiera rzadko spotykaną mieszankę muzyczną, a już na pewno niespotykaną zbyt często w naszym kraju. Ośmiostrunowe wiosła wiodą tu prym ponad resztą elementów, ich brzmienie ładuje dołem, proponując wiele niebanalnych riffów, i udowadniając, że można na nich grać nie tylko zero-jedynkowe patenty lub odśnieżać podjazd. Na niebanalnym, żywym szkielecie riffów gitarowych zbudowana jest zimna, industrialna maszyna. Cyborg ten zbudowany i zaprogramowany na zabijanie wymknął się spod kontroli i zaczął czuć w wielu momentach zamiast agresji psychodeliczne piękno. Na płycie dominują wolne, bujające kompozycje, przywołujące skojarzenia z Meshuggah, tym transowym z czasów Obzen. Do djentujących patentów dołożona jest cała masa elektroniki i wokali, które wychodzą daleko poza klasyczne krzyki, ocierając się lekko o deftonesowe, rozleniwione i udziwnione melodie. Elementów tworzących nowy album [4672] jest bardzo wiele, w czterdziestu minutach można odnaleźć tyle muzyki, że nie jeden projekt wycisnąłby z tego z trzy krążki (a w przypadku takiego dajmy na to Darkthrone z 10).

Za budowę tej złożonej istoty odpowiedzialnych jest wiele osób. Głównym inżynierem i ojcem protoplastą jest Artur [DEM] Ostrowski (również Abysal), który z jednoosobowego w początkach projektu rozbudował swoją grupę badawczą o wokalistę Piotra Wasyluka i Przemysława Trzaskowskiego obsługującego Trumlę. Gościnnie została również zaproszona grupa laborantów w składzie: Dawid Furmaniewicz, Marcin Kaźmierski i Mateusz Sibila na wokalach, Grzegorz Ambroży na gitarze solowej, Paweł Załęski na perkusji. Wszystko, by uzyskać zamierzony cel.

Nie chcę zapeszać, ale biorąc pod uwagę jak rzadko mnie zaskakuje polska scena, uważam, że nowy album [4672] Aether może być dla mnie rodzimą płytą roku. Nigdy nie ukrywałem lekkiego zmęczenia przewidywalnością polskiej sceny, panujących na niej trendów i popularności zespołów dla mnie na wyróżnienie nie zasługujących. [4672] jest inny, świeży, pomysłowy i dający nadzieję na zmiany. Zespół jest w trakcie szukania wydawcy, jeżeli im się to nie uda, to poważnie wezmę pod uwagę wyjazd z kraju.

Ocena : 10/10

[4672] na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , , .