Antimatter to projekt muzyczny założony przez Micka Mossa i Duncana Pettersona – wcześniejszego basistę i tekściarza Anathemy. Po odejściu tego drugiego Antimatter tworzy tylko Moss oraz muzycy sesyjni zapraszani przez niego do współpracy.
W tym roku wychodzi już szósta płyta tego projektu. The Judas Table jest koncept albumem, którego tematyką jest szeroko pojęta zdrada. Mick Moss, wypowiadając się na temat samej nazwy płyty, mówił o śnie, w którym to siedział przy stole obiadowym wraz ze wszystkimi ludźmi, którzy w przeciągu całego życia wbili mu nóż w plecy. I o takich ludziach jest ten krążek.
Można się o tym przekonać patrząc chociażby na okładkę, która, choć niejednoznaczna, daje jasny przekaz odnośnie tematyki. Przedstawia ona bowiem parę ludzi pozbawionych cech płciowych. Połączeni są w czymś, co może się wydawać miłosnym uściskiem zapieczętowanym pocałunkiem. Obie postacie ubrane są jednak do siebie dosłownie przyklejone, tak że nie widać ich ust, a ubrane kaftany bezpieczeństwa każą poddawać w wątpliwość czystość emocji tego zbliżenia. Projektant okładki został wybrany w konkursie zorganizowanym przez Mossa i padło na Mario Nevada, który to odwalił kawał naprawdę dobrej roboty.
Poza okładką znany jest dotychczas* szerszej publiczności jeszcze pierwszy utwór na płycie – Black Eyed Man. I jeśli mam być szczera The Judas Table jest pełna tego typu kawałków. Album wypełniony jest akustyczną gitarą, naprawdę niezłymi solówkami czy świetnym wokalem Micka. Ponadto w niektórych utworach możemy dosłyszeć się skrzypiec Rachel Brewster (już poprzednio pracowała z Antimatter przy Planetary Confinement czy Leaving Eden, Too Late ). Bardzo podoba mi się sekcja klawiszy w Can Of Worms czy w tytułowym The Judas Table, która naprawdę ładnie buduje emocje i klimat. W ogóle klimat! Każdy element na tej płycie zdaje się służyć budowaniu atmosfery: często drżący od emocji głos Micka, solówki gitarowe będące raczej dodatkowym przekaźnikiem emocji niż popisem umiejętności, a nawet riffy często mocno rytmiczne i zapadające w pamięć. Choćby riff w Still Born Empires, który wprowadza ciemniejsze zabarwienie do utworu. A propos tego kawałka – pochwała w stronę Micka za grę słów w tekście „It was a business doing pleasure with you” (Sam Mick potem powiedział, że też był z siebie zadowolony, po czym wygooglował tę frazę i okazało się, że tak nazywa się jedna piosenka country. Nie zmienia to faktu, że gdy to usłyszałam strasznie mi się spodobało!).
Problem we wszystkich utworach stanowi kompozycja, która jest mocno „klasyczna”, bez niespodzianek: wstęp-zwrotka-refren-zwrotka-refren-solówka-zakończenie. Ponadto momentami miałam wrażenie, że owe zakończenia są niedopracowane. Bardzo nie podobała mi się końcówka w Black Eyed Man, gdyż utwór kończył się poprzez wyciszenie motywu – nie lubię tego leniwego rozwiązania. Podobnie nie kupiłam zakończenia Comrades, które było najzwyczajniej w świecie urwane.
Niemniej jednak płyta jest warta przesłuchania. Ma kilka naprawdę świetnych momentów. I choć kompozycje mogą momentami nudzić (jak np. w Hole, która jest ładną, ale bardzo monotonną balladą), to warto poświęcić trochę czasu, by posłuchać głosu Micka Mossa i wczuć się w klimat. Fani projektu na pewno będą zadowoleni.
Ocena: 7.5/10
*recenzja była pisana na dwa tygodnie przed premierą albumu
Autorką jest Aleksandra Białkowska.
- Krakowski ONLY SONS (retro/hard rock/alt metal) wydał płytę „Through The Night Again „ - 17 kwietnia 2026
- KONRAD CIESIELSKI na wyjątkowym koncercie w Warszawie - 17 kwietnia 2026
- ACIDSITTER na trasie koncertowej z włoską kapelą SHARASAD - 17 kwietnia 2026
Tagi: 2015, Aleksandra Białkowska, antimatter, art rock, mick moss, progressive rock, Prophecy Records, The Judas Table.







