Azarath – „In Extremis” (2017)

Szalenie trudno uwierzyć, że od ukazania się Blasphemers’ Maledictions minęło już tyle czasu. Wydaje się jakby akces do składu Azarath Necrosodoma i premiera znakomitej poprzedniczki miały miejsce zaledwie kilkanaście miesięcy temu, tymczasem okazuje się, że ten pochodzący z Tczewa zespół zafundował fanom najdłuższą przerwę wydawniczą w swojej dotychczasowej historii, trwającą bez mała 6 lat.

Nadwyrężona cierpliwość sympatyków twórczości Azarath ma jednak szansę zostać sowicie wynagrodzona, ponieważ In Extremis to piekielnie rasowy, niezwykle solidny i konkretny materiał. Płyta utrzymana w znanych z poprzedniczki klimatach „zbleciorowanego” death metalu, zawiera komplet elementów, za które orkiestra Inferno i Barta jest na krajowej scenie powszechnie ceniona i szanowana.

Bezkompromisowe podejście do tematu daje o sobie znać już od pierwszej nuty otwierającego The Triumph of Ascending Majesty. Podobnie jest w większości kolejnych numerów – Azarath nie bawi się w serwowanie słuchaczom wzniosłych wprowadzeń czy cnotliwych wstępów, wrzucając odbiorców w sam środek nawałnicy dźwięków, chłoszczących riffów, mielących gnaty garów i potępieńczych wokali Necrosodoma.

Zespół nie traci przy tym jednak kompozycyjnej elegancji, pozorny chaos układa się w całkowicie logiczną całość, a numery “żrą” w przystępny i diabelnie przebojowy sposób, co sprawia, że płyty słucha się bez wyraźnego wysiłku czy znużenia.

Mnożąc pochwały nie można nie wspomnieć o kapitalnych riffach, których ilość starczyłaby spokojnie na dwukrotnie dłuższy materiał. Ślady perkusji położone przez Inferno to muzyczna profesura, Necrosodom potwierdza natomiast, że wokalnie gra w Polsce wyłącznie w swojej lidzie. Jeśli miałbym szukać muzyka operującego podobnie naturalnym, opętańczym i jadowitym wokalem, to mógłbym wskazać jedynie na Ariocha/Mortuusa z Funeral Mist/Marduk, którego dokonania zresztą równie cenię.

Warto zanaczyć, że Azarath pozwala sobie na In Extremis na ciekawe wycieczki, dodając do konkretnego mięcha elementy ukierunkowane na budowanie klimatu – minuta zamykająca The Triumph of Ascending Majesty, melodyjna solówka w Annihilation (Smite all the illusions), czy orientalne riffy w Death cieszą ucho niezmiernie, a melorecytacja z The Slain God (przypominająca nieco tę z O Father O Satan O Sun! Behemoth) to już w ogóle cios przeokrutny.

In Extremis nie przynosi w dyskografii Azarath jakościowego przełomu tylko dlatego, że kapela ta już dawno ustawiła swoją poprzeczkę na nieosiągalnym dla sporej części konkurencji poziomie. I mimo tego, że czułem się bardziej poczochrany poprzednim krążkiem, (do dziś uważam go za materiał absolutnie doskonały), przyznać muszę, że zespół jednoznacznie potwierdza swoją klasę, serwując płytę, którą bez mrugnięcia okiem polecam fanom death metalu najwyższej próby.

Ocena: 9/10

Synu

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich możliwych szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Latest posts by Synu (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .