Black Altar / Beastcraft – “Winds ov Decay” / “Occult Ceremonial Rites” (2017)

Kapel odpowiedzialnych za ten split nikomu przedstawiać chyba nie trzeba. Polski Black Altar i norweski Beastcraft prężnie działają na blackmetalowej scenie już od ponad dwudziestu lat, a wydany przez Odium RecordsWinds ov Decay / Occult Ceremonial Rites jest czymś w rodzaju jubileuszowego prezentu dla fanów.
Black Altar wita bardzo cmentarnym Intro. Czarne modły, składane przez niskie, chóralne głosy będą tutaj niejednokrotnie jeszcze wracały. Kawałki Tophet oraz Winds ov Decay to doskonałe tego przykłady. Dawno już nie słyszałem tak świetnej mieszanki wokali. Growl miesza się z krzykiem, skrzekiem i opętańczym chrobotem, co daje fenomenalny efekt podczas odsłuchu. Pierwszy utwór wchodzi idealnie – rozgrzewa i rozjusza, drugi to typowa dla gatunku sieczka. Nie ma człowieka, który choć nie machnie przy tym głową. Dostajemy również świetny cover samego BeastcraftPentagram Sacrifice, który mimo braku blackowego brudu w niczym nie ustępuje oryginałowi i świetnie wpisuje się w klimat krążka. Outro godnie zamyka tę świetną całość, a przed nami jeszcze industrialny remiks Tophet. Stoi za nim PreEmptive Strike 0.1, który z cmentarnych katakumb przenosi słuchacza na gotyckie disco. Całkiem ciekawy zabieg, niemniej jednak powinien on się znaleźć na końcu krążka, bardziej jako dodatek. Kiedy przerabia się album w całości, trochę wybija słuchacza z rytmu – to już zwykłe czepialstwo na siłę. W całym materiale nie brakuje świetnie nagranych partii, wokalnych, które doskonale mieszają się z siarczystymi gitarami i pięknie wybitymi bębnami schowanymi za mglistym pogłosem. To również całkiem niezły wstęp do materiału Beastcraft, którego nagrań byłem cholernie ciekawy. In the Hour of the Horns wprowadza niczym do kościoła na mroczne egzorcyzmy. Muzyka, którą karmi ten zespół, z płyty na płytę staje się bardziej atmosferyczna, riffy i bas tworzą fantastyczną ścianę dźwięku, dopełnioną przez wyrazistą perkusję. W przypadku Deathcraft & Necromancy i (świetnego zresztą) Blackwinged Messiah, wybieramy się zwiedzać stare, norweskie ruiny. Wszystko to jednak zagrane jest z klasycznym dla gatunku pazurem, podobnie jak teksty, opiewające w satanizm, okultyzm i nekromancję z obowiązkowym, antychrześcijańskim podtekstem. Jako smaczek dostajemy koncertowy Burnt at His Altar, rejestrowany w 2006 roku na trasie Death is Complete. Doskonale wprowadza w klasyczną część albumu, która brzmi piekielnie dobrze. W Ressurection Through Desecration and Churchfires czuć pożądaną srogość, a jedynym minusem numeru jest zbyt krótko trwający koniec, który wyróżnia się fantastycznie zagranym riffem. Wynagradza nam to jednak kończący album …In Thy Glory – niesamowicie szybki numer, po którym poczułem mały niedosyt, wiedząc, że to już koniec albumu. Tutaj właśnie przydałby się bonus track, o którym wspominałem wyżej.
Krążek jest bardzo różnorodny i każdy fan black metalu znajdzie w nim coś dla siebie. Obie kapele brzmią tutaj bardzo ciekawie i czuć, że po tylu latach nadal mają jeszcze wiele do powiedzenia. Całość dopełnia dołączona grafika, która z góry sugeruje z czym będziemy mieli do czynienia. Klip do Tophet, który stanowi kolejny smaczek krążka, nagrywany był w Anglii, Polsce, Norwegii oraz USA. W teledysku oraz nagraniach gościnnie udział wzięli: Brede Norlund z Beastcraft, James Stewart z Vader, Nihil z zespołu Furia, Nikolaos Panagopoulos z Acherontas oraz Axel Johnson z Ondskapt. Widać, że Shadow bardzo się starał, aby godnie uczcić dwudziestą rocznicę istnienia swojego projektu. Przyznać trzeba, udało się.

8/10

Latest posts by Adam Abramowicz (see all)

Tagi: , , , , , , , .