Ektomorf – “Fury” (2018)

Do muzyki węgierskiego Ektomorf zawsze miałem słabość. Mimo, że pierwsze płyty nie posiadały za grosz oryginalności i wręcz – nie bójmy się tego słowa – zrzynały z dokonań Maxa Cavalery, ja zawsze odnajdywałem w nich coś dobrego. Gdy Soulfly zrezygnowało z groove i zmetalizowało brzmienie, Ektomorf został przy swojej wcześniej wytyczonej drodze. Wydana 16 lutego br. przez AFM Records płyta Fury przynosi 10 nowych kompozycji, tj. trzydzieści cztery minuty brutalnego, bezpośredniego grania, które moim zdaniem wykracza zdecydowanie poza ramy nu-metalu.

Zacznijmy od okładki. Obraz został stworzony przez Chrisa Blomenkempera i Andrew Krasnoffa. Przedstawia skrzydlatą śmierć z zaciśniętą pięścią. Na jednym z palców dzierży pierścień ze znakiem zespołu. Muszę przyznać, iż dla moich oczu ta okładka to koszmar. Dawno nie widziałem tak słabej i nie pasującej do muzyki grafiki. Może na okładce power metalowego albumu ten cover miałby prawo bytu, jednak tu odpycha i zniechęca. Na szczęście jest to największy mankament wydawnictwa i tylko w kwestii estetyki.

Fury przede wszystkim powala brzmieniem. Produkcja jest bardzo soczysta i mięsista, że ucieknę do tak gastronomicznego porównania. Włączając płytę, słuchacz ma ją od razu w całym domu. Sound nie jest płaski i „żyje”. Brzmienie gitar powala. Ektomorf przerzucił się na 8 stringi i zrobił to z klasą. Wykorzystuje ich dół tylko wtedy, gdy jego użycie nie zniekształca riffów. Duża ilość zespołów przeskakując na niższe strojenie, obniża po prostu całe utwory. Tu słychać, iż muzyka jest zrobiona z głową. Ciężary brzmią zabójczo, a szybsze zagrywki klarownie. Bardzo bym chciał sprawdzić, jak ”gada” ten album z płyty winylowej.

Co do samej muzyki, to zabijcie mnie, ale mam wrażenie, że tak powinien wyglądać comeback Maxa do Sepultury. Ektomorf zafascynowany muzyką Brazylijczyków stworzył album, którego ani Kisser, ani Cavalera od lat stworzyć nie potrafią. Od rozpoczynającego Prophets of Doom po zamykający Eat Them Alive mamy do czynienia z metalowymi hitami. Gdyby na cd było logo Sepultura zamiast Ektomorf, to powiedziałbym, że to muzyczny miks najlepszych elementów Chaos A.D i Roots. Nie znajduję na tej płycie słabych kompozycji, a tytuł trafnie obrazuje jej zawartość. Jest to spora dawka gniewu wylana na nuty, by oczyścić myśli kompozytora. Ja jako słuchacz jestem przekonany też, że mógłbym włączyć Fury w gorszy dzień, by się rozładować.

Takie utwory, jak singlowy Prophets of Doom, Ak 47 (małe skojarzenie z The Heretic Anthem Slipknot) czy Infernal Warfare to absolutne petardy. Z kolei Blood for Blood na koncertach będzie zmuszał całą publikę do skakania w rytm jego groove’u. Generalnie nie da się ukryć, iż Fury to materiał bardzo koncertowy.

Z mojej recenzji może wynikać, że Ektomorf to ”rip off” Cavalery. Nic bardziej mylnego. Zakończę moje rozważania ważnym wnioskiem. Muzyka zespołu dowodzonego przez Zoltana Farkasa na bazie miłości do Sepultury i Soulfly wypracowała swój styl. Mało tego, śmiem twierdzić, że na swym trzynastym albumie przeskoczyła swych bogów i prawdopodobnie stworzyła własny opus magnum. Obniżam ocenę o jedno oczko za okładkę.

8,5/10

Tagi: , , , , , , .