Ghost – “Prequelle” (2018)

Według zapowiedzi nowy album Ghost miał być mroczniejszy od swoich poprzedników – tak przynajmniej głosił Tobias Forge, jedyny stały członek tego projektu, główny kompozytor i wizjoner. Cóż, nabrałem się i pociesza mnie tylko fakt, że nie jestem tutaj chyba osamotniony. Odpowiedzialny za okładkę, jak zwykle zresztą fenomenalną, Zbigniew Bielak jakby również się nabrał, bo biorąc pod uwagę zawartość Prequelle, dominować powinien kolor różowy.

Zamiast obiecanego powrotu ‘ciemnych wieków” Forge, już nie jako Papa Emeritus, lecz swoje nowe alter ego – Cardinal Copia, postanowił wyruszyć na podbój amerykańskich aren z tym, co Amerykanie lubią najbardziej – staroszkolnym rockiem tworzonym przez takich gigantów jak KISS, Kansas, Alice Cooper, Journey czy Scorpions. Zazwyczaj kiedy dzisiaj jakiś artysta próbuje wykonać taki manewr, efekt końcowy jest w najlepszym razie zabawny, a w najgorszym asłuchalny – ale nie każdy ma taki dryg do pisania hitów jak Forge.

Jeśli ktoś łudził się, że singlowy Rats to jednorazowy glam rockowy wyskok, w celu przyciągnięcia nowych odbiorców, to po odpaleniu Prequelle pewnie mocno się zdziwił. Akurat w tym wypadku singiel okazał się bardzo miarodajny – proste, nośne riffy, zabójczy refren, chórki, chwytliwa solówka, olsdkulowe klawisze; to wszystko stałe elementy niemal każdej kompozycji. Według Forge’a Rats miało konkurować z hitowym Square Hammer, i trzeba przyznać, że jest naprawdę blisko.

Żeby był zabawnej, chociaż wielu fanom ten muzyczny zwrot w kierunku arena rocka może być niezbyt w smak, to uważam, że był to słuszny pomysł. Wystarczy posłuchać Faith, który ewidentnie brzmi jak wyjęty z Meliory i napisany na podobieństwo Cirice – tyle że jednak sporo słabszy. To samo, choć w mniejszym stopniu tyczy się See The Light, który z kolei momentalnie przywodzi na myśl He Is. To nadal są niezłe kompozycje, bo na Prequelle nie ma zapychaczy, ale brzmią jak słabsze wersje utworów z Meliory. Cały taki album byłby dość rozczarowującą drogą po najmniejszej linii oporu.

Tymczasem stanowczo najbardziej kiczowaty i stosunkowo prosty Dance Macabre jest absolutnym hiciorem, gdzie w pełni objawia się talent Forge’a do pisania rewelacyjnych popowych melodii i ubierania ich w rockowe ciuszki. To samo tyczy się Witch Image, z tym że tutaj jest dużo gęściej aranżacyjnie, ale ponownie refren kładzie na łopatki. Najbardziej mieszane odczucie budzi u mnie pompatyczna, oparta głównie na klawiszach Pro Memoria, która instrumentalnie jest świetna i ciekawie nabiera rozmachu, ale wokal wypada dość kulawo. Zupełnie inaczej jest w doskonałym Life Eternal, który jest równie wzniosły, ale chórki i melodyka podciągnięta od Queen robią swoje dając w efekcie świetną kompozycję zamykającą album.

Jednak na każdym albumie Ghost znajdowało się do tej pory coś zaskakującego i nie inaczej jest tym razem. Na Prequelle są aż dwa długie, instrumentalne utwory. Pokombinowana konstrukcyjnie, ale chwytliwa Miasma ze swoimi syntezatorami i kapitalnym saksofonem brzmi jak wyjęta z filmu akcji z lat osiemdziesiątych. Natomiast autentycznie piękny Helvetesfonster prowadzony przez intrygującą średniowieczną melodię, to równie kompletna, co udana zmiana klimatu.

Ghost zawsze był nieco przekornym tworem, więc takie też będzie podsumowanie: Prequelle to prawdopodobnie jeden z lepszych popowych albumów tego roku, który na dodatek nie próbuje udawać, że jest czymś więcej. I chociaż nie wiem, czy wytrzyma próbę czasu, to póki co słucha się go wyśmienicie.

Ocena: 8/10

Tagi: , , , , , , .