Hecate Enthroned – “Embrace of the Godless Aeon” (2019)

Hecate Enthroned to jeden z takich zespołów, na których wydawnictwa czeka się, odliczając dni do premiery. Jak dla mnie ich płyty są zmienne w jakości i klasie, ale zawsze jest to swego rodzaju majstersztyk. Brytyjczyków plasuję od dawna na równi z greckim Rotting Christ. I nagle bach! W jednym roku greccy heretycy i Embrace of the Godless Aeon. Jak żyć, Panie Premierze, jak żyć?

Prawie dwadzieścia pięć lat na scenie – to już można liczyć na gwarant jakości, i odpalając płytę w odtwarzaczu zastanawiałem się tylko, czy będzie bardzo dobrze, czy może genialnie. Na szczęście płyta trwa niespełna godzinę (czyli niemało) i zawiera dziewięć kawałków. To dawało mi nadzieję, że będzie czas, żeby nacieszyć ucho rykiem najmłodszego dziecka Brytyjczyków.

I jest dobrze. Od pierwszych sekund jest nawet bardzo dobrze. Mocno melodyjny, ostry black to jest to, co zawsze podbija moje serce z największą skutecznością. Z jednej strony liryczna gładziutka jak aksamit melodyka, a z drugiej brutalność wojny ukazana poprzez nieokiełznany black. Oczywistym jest więc, że poza klasycznym growlowym wokalem najbardziej czytelne są właśnie partie klawiszowe. Tuż za nimi, słyszalna dobrze i wyraźnie, napędzająca całość szybka i czysta machina perkusyjna działa perfekcyjnie. To także jest chyba najbardziej rozbudowany i ukazujący najwięcej smaczków instrument na tym albumie. Na instrumenty strunowe miejsca było już nieco mniej, ale gitarę słychać wyraźnie zza wymienionych powyżej zabawek.

Pierwszy kawałek (Revelations in Autumn Flame), będący płynnym następstwem intra – po prostu powala. Intro zresztą też jest genialne. Symfoniczny black na poziomie stratosfery i nic więcej powiedzieć się tu nie da. Tego trzeba posłuchać. A dalej jest jeszcze lepiej. Temples That Breathe kontynuuje klimat poprzednika. Godess of Dark Misfits zajeżdża bardziej klimatami gotyckimi i daje nieco oddechu, ale to akurat dobrze, bo ja się aż zapowietrzyłem. Z gotyku przechodzimy płynnie do klimatów doomowo gotyckich, ale kolejny kawałek (Enthrallment) jest już znów powrotem do głównych nastrojów płyty. Niemniej jednak choć nie jestem jakimś przesadnym fanem gotyku (bardziej go toleruję niż lubię), a doomu to już w ogóle nie, to te dwa odmienne numery są zwyczajnie dobre. Symfoniczny black rośnie w siłę z każdym kolejnym utworem i Silent Conversation With Distant Stars to znów loty zdecydowanie powyżej atmosfery, choć nie powiem, takiego kopa jak przy trzech pierwszych utworach już nie dostajemy. Album zamyka nieco bardziej klimatyczny i znów bardziej gotycki (to może dzięki wokalom) Erebus and Terror. Jak na te nastroje to piękna i idealnie pasująca klamra.

Znam Hecate Enthroned od wielu, wielu lat. I choć mam wszystkie ich albumy, to nie wiem, czy Embrace of the Godless Aeon nie jest najlepszym z nich. Dziś nie jestem w stanie określić, na ile jest to uczucie długotrwałe, a na ile intensywne zauroczenie, ale o tym powiem chyba dopiero przy recenzji następnej płyty Brytyjczyków. Tymczasem ocenę mogę dać tylko jedną!

 

Hecate Enthroned na Fecebooku

Hecate Enthroned na Bandcamp

Hecate Enthroned w Encyklopedii Metalu

Ocena: 9,0/10,0

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .