Kalamata – „Disruption” (2017)

Nieczęsto zabieram się za recenzowanie muzyki instrumentalnej, gdyż najczęściej nie znajduję w niej wystarczającej dozy emocji, które płyną z najcudowniejszego instrumentu na naszej planecie – ludzkiego głosu. Oczywiście istnieją wyjątki, albumy na tyle niesamowite, że brak jakiegokolwiek śpiewu wcale mi nie przeszkadza, a nawet cieszę się, że go w nich nie uświadczam. Takim ewenementem, od początku do końca instrumentalnym, jest drugi album niemieckiej formacji Kalamata o nazwie Disruption. Wydawnictwo to miało swoją premierę dokładnie 1 marca 2017 roku, a stało się to dzięki współpracy z Tonzonen Records.
Na krążku tym znajdziecie sześć kompozycji oscylujących między stonerem, psychodelicznym rockiem a post rockiem. Dodajcie do tego jeszcze kosmiczny klimat space rockowych kapel lat 70. i mniej więcej będziecie wiedzieć, jaką muzykę tu znajdziecie. Mieszanka, jaką serwuje to trio jest bardzo urozmaicona i gęsta.
Muszę jeszcze wspomnieć o co najmniej ciekawej, ale jakże tajemniczej oprawie graficznej wydawnictwa. Na okładce widnieje prawdopodobnie mucha (nie znam się dobrze na owadach), w którą wkomponowana została ludzka czaszka. Jeżeli to nie zachwieje Waszej rzeczywistości choć troszeczkę, to na pewno zrobi to enigmatyczne zdanie, które tworzą tytuły sześciu numerów, które tu znajdziecie: “My Erection Shows Me The Direction“. No ale skupmy się na zawartości.
Trzonem dźwięków na Disruption jest jednak stoner rock. Prawie każdy riff ma ten specyficzny vibe, jaki można znaleźć w kapelach grających taką muzę. Ale prawdziwym rdzeniem tej płyty, i jak dla mnie to wielki plus, jest wszechobecny bas. Przez całe 43 minuty trwania tego krążka pulsuje, grzmi, dzwoni, nadając wszystkiemu hipnotyczny rytm. Ponadto selektywność brzmienia tej płyty jest tak klarowna, że słychać go przez cały czas, a to w ciężkiej muzie lubię najbardziej.
Każdy z sześciu numerów zabierze Was na przejażdżkę po wszechświecie Waszej wyobraźni. Dzięki tym dźwiękom odkryjecie najciemniejsze, ale też i najjaśniejsze obszary niezbadanych przestrzeni wewnętrznego kosmosu, gdzie energia i materia stają się jednym. Kalamata niesamowicie buduję atmosferę poprzez przepiękne harmonie i cudowne melodie, które sprawiają, że pomimo braku wokalu, muzyka ta ma swój własny głos, czy to w postaci dźwięków gitary, czy innym razem tego oszałamiającego basu. Przejażdżka ta jest niczym narkotyczny trip, hipnotyzuje swoją bezkompromisowością. Rozszerza świadomość do tego stopnia, że istota naszej egzystencji rozciąga się i miesza z dźwiękami Disruption, że już nie wiadomo, gdzie jesteśmy my, a gdzie ta niesamowita muzyka.
„Zakłócenia” są rzadkością w światku instrumentalnej muzy, gdzie agresja i spokój, melodia i rytm, koegzystują wspólnie w doskonałej harmonii dźwięków. Kalamata komponując Disruption, otarła się o arcydzieło, i jak na razie jest to ich opus magnum. Czy ten fenomen się powtórzy? Mam nadzieję. Tymczasem „Erekcja pokazuje nam kierunek” i nie zostało już nic ponad czekanie na kolejną odsłonę twórczości niemieckiego tria.

Ocena: 9,5/10

Kalamata na Facebooku.

 

Tagi: , , , , , , , , , .