Monster – Blood – Soaked Restart (2017)

Blood – Soaked Restart jest już albumem trzyletnim, ale jego dużą zaletą jest muzyka z gatunku tych, którym czas nie jest w stanie zaszkodzić. Czy płyta wyszłaby w roku 2010, czy w 2020, czy też może 2030 odebrałbym to wydawnictwo podobnie. Niemiecki zespół Monster na swym drugim albumie wymieszał w kotle z dobrociami thrash metal z domieszkami staromodnego death metalu, posypał przyprawą czytelnego brzmienia i podgrzał sporą ilością energii. W mieszance tej możemy usłyszeć wiele naleciałości klasycznego TM, ale to, co napędza płytę to death metalowa dynamika, której band nie boi się wtłaczać tu i tam, lawirując w średnich tempach, pozostając dzięki temu zawsze czytelnym i w punkt.

Pierwsza z kompozycji na płycie, czyli tytułowa, zaczyna się w sposób jakby znajomy. Może kierować skojarzenia z Gemini Slayera, a późniejsze poczynania piątki niemieckich muzyków gruntują przekonanie o ich oddaniu dla sztuki Amerykanów, co można w bezpośredni sposób zaobserwować na przykład już w utworze startującym z numerem drugim. Kompozycja nosi tytuł These Eyes Have Seen the Dead i w środkowej części wprowadza partię bliźniaczo podobną z utworem Raining Blood. Przyznaję, że takich zapożyczeń znalazłbym tu więcej, ale ważne jest to, iż one nie powodują uczucia niesmaku tylko delikatny uśmieszek zadowolenia z nawiązań do najlepszej grupy thrash metalowej świata. Ważne jest także, że te elementy nie generalizują i nie dominują na krążku, a jedynie dobrze się kojarzą i kuszą czymś znanym i lubianym. Blood – Soaked Restart najzwyczajniej w świecie jest porządną dawką prawdziwego metalu, zbudowanego na mocy najlepszych rozwiązań z klasyki, wymieszanych ze stylem muzyków, dając silnie motoryczny i dobrze przyswajalny ładunek. Nie jest to może miks przesadnie oryginalny, ale ta „nieoryginalność” w moim uznaniu jest sporym atutem zespołu Monster.

Wspomniałem wyżej o wpływach death metalowych… Tak, jest tu także cała masa siarczystych momentów (choćby ciężar z Death Oddity czy wstęp The Enemy Inside) w klimacie florydzkiego DM spod znaku Morbid Angel, Malevolent Creation czy wczesnego Death. Zatem na tym polu Niemcy znowu wygrywają i dają to, czego większość szanujących się metalowców oczekuje od ciężkiej muzyki.

Co do minusów, to znajduję tylko dwa. Pierwszym z nich jest wyjątkowo mało atrakcyjna okładka przedstawiająca oko, a w nim zombie karykatury muzyków; śmiem twierdzić, że nawet w lepiej wykonanej grafice taki pomysł by mi się nie spodobał. To jednak kwestia indywidualnej estetyki. Drugim minusem jest fakt, iż Monster nie są wyraziści i mogą szybko zginąć w tłumie. Przez wybór drogi, jaką zespół chce kroczyć po scenie, zrobił sobie lekko pod górkę, gdyż zespoły bazujące na solidnej muzie, a pozbawione wyraźnego image’u czy czegoś dzięki czemu zwrócą na siebie uwagę, mają znacznie trudniej od tych bardziej „krzykliwych”.

Ocena: 7/10

Monster na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , .