Mourning Ashes – „Chapter III: Oblivion” (2018)

Dzięki naszej rodzimej wytwórni z Opola o nazwie Via Nocturna miałem okazję poznać solowy projekt z Phoenix o nazwie Mourning Ashes. Założył go niejaki Jason Knez w 2010 roku. Do tej pory udało mu się nagrać trzy albumy, ostatni z niech Chapter III: Oblivion, opublikował na bandcampie w 2017 roku, a rok później we wrześniu, płyta ta trafiła na srebrny krążek.

Po pierwszym przesłuchaniu wiedziałem, że jest to kolejna domowa produkcja. Brzmienie tego materiału pozostawia wiele do życzenia, szczególnie perkusji. Choć ogólnie nie jestem uprzedzony do tego typu wydawnictw, to jednak zdarzają się takie, którym po prostu brak przestrzeni; brzmienie jest puste, przytłumione. W przypadku Chapter III nie jest może aż tak źle, by psuć przyjemność ze słuchania, ale dość kiepsko, by tego nie zauważyć.

Ale do rzeczy: z czym mamy do czynienia na trzecim wydawnictwie autorstwa pana Jason’a Knez? Gatunkowo jest to połączenie death metalu – głównie melodyjnej jego części, oraz black metalu – atmosfera oraz konstrukcje kawałków są czarne. Przez ten mix można by określić styl Mourning Ashes jako blackened death, co byłoby sporym niedopowiedzeniem, gdyż Chapter III jest płytą głównie o zabarwieniu melodyjnego blacku.

Nastrój Chapter III: Oblivion jest mroczny, agresywny, melodyjny, ale i smutny zarazem. Słychać w tej produkcji echa klimatu czarnej północy, ale też miejscami naszego rodzimego Behemoth, głównie, choć nie tylko, przez wokalne wyczyny Jasona – widać Nergal odcisnął swe piętno i na nim.

Muszę przyznać, że autorowi nie brakuje pasji. Ma wizje i próbuje ją urzeczywistnić, za to duży plus. Tu i tam także dźwięki tego wydawnictwa mogą poruszyć (Solitude). Jednakże spora cześć jest po prostu przyzwoita, sztampowa oraz przewidywalna. To co najczęściej męczy mnie w dwunastu utworach tej płyty, to ciągłe powtórzenia melodii, które się tu znajdują np. w utworze Restless. Trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć sobie – dość. Muzyka musi płynąć, na Chapter III dźwięki raczej blokują przekaz. Jednakże Jason szuka swego stylu; co też mu się chwali, wplata w swoją muzykę odrobinę nowoczesnych brzmień, tak jak na przykład w numerze Consumed i jego rozpoczynającym riffie. Jest w nim trochę groove’u, trochę metalcore’u, no i blacku – wszystko na amerykańską modłę.

Zaskakuje natomiast koniec tego wydawnictwa, zmienia się z kawałka na kawałek, raz jest bardziej deathowo, raz pojawia się klimat atmosferycznego blacku, a na sam koniec, kiedy rozbrzmiewają dźwięki Oblivion, Jason znów powraca do melodyjnego black grania. W tym ostatnim na krótko pojawia się czysty śpiew, klimatem przypominającym mi dokonania Quorthona z czasów Hammerheart, Twilight of the Gods itp. Trochę więcej takich patentów, a kto wie, może oceniłbym tą produkcje wyżej?

Jak zauważyliście, moje pierwsze odczucia co do tego albumu, były raczej mało pochlebne, ale z czasem, kiedy zacząłem zaprzyjaźniać się z dźwiękami Chapter III, zacząłem również odkrywać jego dobre strony. Nie jest ich tutaj może zbyt dużo, ale na tyle, by można nazwać to wydawnictwo średnim – ot można przesłuchać, ale nie trzeba.

Ocena: 5/10

Mourning Ashes na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , .