Mysthicon – “Silvia Oculis Corvi” (2020)

Mysthicon Silva - Oculis - Corvi

Prawie równo rok temu przedstawiłem pierwsze pozytywne wrażenia z odsłuchu debiutanckiej EPki zupełnie nieznanego projektu Mysthicon, która co prawda zawierała zaledwie jeden autorski kawałek i jeden cover, ale w moim odczuciu była warta zauważenia. Dziś doczekałem się w końcu debiutanckiego longplaya tego hordu. Nie pozostało więc nic innego jak wskoczyć w rwący wir propozycji pod tytułem Silvia Oculis Corvi i zatopić się w muzyce rodzimego zespołu.

Mająca się lada chwila (23 września) ukazać płyta nosiła będzie pieczęć Witching Hour Productions, co oczywiście nie dziwi, skoro przecieki potwierdziły dziś już wiadomy skład zespołu. W środku znajdziemy siedem utworów, z czego znane z EPki Into the Dark oraz Passing Away zajmują kolejno numery trzy oraz siedem. Do tego pół roku temu mieliśmy okazję zapoznać się z teledyskiem do utworu Arise (otwierającego album) oraz następującego po nim kawałka Blind to My Faith (premiera tego klipu miała miejsce z końcem marca bieżącego roku). Znając już dobrze ponad połowę płyty, było mi więc znacznie łatwiej wydać ocenę na temat debiutu Mysthicon.

W telegraficznym skrócie mogę powiedzieć tyle, że to, co mnie powaliło w EPce Into the Dark to była ta delikatniejsza odsłona projektu Mysthicon. Weźmy na przykład znane już utwory Arise oraz Blind to My Faith. Co prawda słychać na nich łagodzące nieco klimat klawisze a’la Lux Occulta, niemniej jednak brutalny i mocny wokal, blastująca non stop perkusja, a także surowe gitary nie dają wiele czasu na wytchnienie. Wszystko to pięknie zszyte, a okrzyk Arise unosi się subtelnie nad całością utworu numer jeden. Blind to My Faith może i zaczyna się spokojnie, ale zasadnicza część utworu nie odbiega od standardów przyjętych przez muzyków. Natomiast brak klawiszy wzmaga jeszcze uczucie, że ta dzika kanonada i ten złowieszczy żywioł są w stanie poruszyć każdego sceptyka. Nie rozpisując się wiele na temat utworu Into the Dark, przechodzimy płynnie do następującego po nim kawałka Star Prophet. Te sześć minut to dla odmiany walec stalowy okołkowany, który bezlitośnie przetacza się po naszych neuronach. No, może poza delikatnym antraktem gdzieś w środku utworu. Z kolejnym kawałkiem wracamy w nieokiełznany wir perkusyjnych i gitarowych gromów wspartych pierwszoplanowym brutalnym jak cholera growlem. I tylko dysonujące klawisze jak zwykle wprowadzają nieco ukojenia oszalałym bębenkom, zwłaszcza, kiedy wspiera je delikatny a jednocześnie złowieszczy szept wokalisty. Wolves of Morning Dawn to kolejny gwóźdź wbity w nasz mózg. Utwór zaczyna się niewinną elektroniką (jakbym słyszał coś z Musique Theatre of Tragedy). Po kilkunastu dźwiękach wraca jednak wściekłość i niekiełznana siła, która tak bardzo odstaje od zamykającego album coveru Lux Occulty.

Rok temu pisałem, że z ostateczną oceną debiutanckiej EPki wstrzymam się do czasu, kiedy usłyszę pełny materiał Mysthicon. Dziś nie mam już wymówki i muszę napisać, że choć rok temu zupełnie inaczej wyobrażałem sobie płytę Silvia Oculis Corvi, to materiał na niej zawarty zadowolił mnie niemniej niż ów świetny Into the Dark. Ten album nie ma dla mnie słabych stron. Chylę czoła.

 

Mysthicon na Fecebooku
Mysthicon na Bandcamp
Mysthicon w Encyklopedii Metalu

Ocena: 9,5/10,0




Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , .