New Model Army – “From Here” (2019)

New Model Army należy do kilku nielicznych zespołów, o wydawnictwa których zawsze jestem spokojny. Ufam, że nie zejdą poniżej pewnego poziomu, bo nigdy jeszcze tego nie zrobili, oraz nie oczekuję, że nagrają drugie Thunder and Consolation czy The Ghost of Cain – bo wiem, że nie próbują. Justin Sullivan, jego sposób śpiewania i pisania utworów, stanowią wyróżnik NMA a jednak każda kolejna płyta to nieco inne emocje i energia.

Zachwycałem się trzy lata temu mocno apokaliptycznym w swojej wymowie Winter, chyba najchłodniejszym i najbardziej mrocznym albumem Brytyjczyków obok Carnival. W tym zestawieniu From Here pod względem muzyki jest w dużej mierze powrotem do korzeni. To dużo prostszy aranżacyjnie album niż Between Dog and the Wolf czy nawet dość surowy Winter. Przeważa tu gitara akustyczna Sullivana i charakterystyczne bujające pochody basowe Mongera, który już na dobre rozgrzał sobie miejsce w składzie. Przejmujący singlowy End of Days jest niezłą wizytówką tego materiału, podobnie jak rozmarzony Conversation czy rozpędzony The Weather, gdzie już ewidentnie czuć ducha z czasów Impurity.

Sullivan za bardzo się nie zmienia, to dalej mimo upływu czasu ten typ niepoprawnego romantyka, któremu muzyka płynie we krwi. Czuje się to w każdym akordzie i słowie, niezależnie, czy kompozycji bliżej do ballady jak Conversation, czy apokaliptycznego protest songa jak End of Days. Można się oczywiście czepiać, że to wszystko już było i jest to poniekąd prawda. Chociażby spokojne, szeptane przez Sullivana Setting Sun momentalnie przywodzi na myśl Headlights ze Strange Brotherhood, a zamykający utwór tytułowy, choć pięknie bawi się zmianami nastroju, to przecież również zawiera wszystkie typowe składowe twórczości NMA. Bardzo możliwe, że włączą mi się inżynier Mamoń i miłość do tych melodii, co to już kiedyś słyszałem, ale w moim odczuciu to są po prostu świetnie napisane i szczere utwory. A w tym konkretnym przypadku fakt, że już po dwóch akordach wiem, przez kogo napisane uważam raczej za zaletę, bo nie sądzę, by styl Modeli dało się podrobić z takim efektem.

Gdybym miał wskazać na kompozycje, w których czuję odrobinę wypalenia to byłyby to te dwie najbardziej energiczne, czyli Where I Am i zdecydowanie najostrzejszy Watch and Learn. Jednak nawet tutaj jest diabelnie chwytliwie, a mój niedosyt powodowany jest raczej tym, że po rewelacyjnym Burn the Castle z poprzedniej płyty spodziewałem się w departamencie mocnych brzmień czegoś równie znakomitego.

Jednak jak to zwykle u NMA bywa jest też kilka utworów nieco odmiennych. Łagodny, ale narastający Maps przywodzi na myśl solową twórczość Sullivana z doskonałego Navigating By the Stars, ale perkusja dodaje tutaj nowego wymiaru, którego tam brakowało. Świetny Great Disguise jest z kolei najbardziej pokombinowaną kompozycją, odchodzącą od aranżacyjnej prostoty całego From Here. Natomiast Passing Through i Hard Way to moi absolutni faworyci. To nadal pozornie nieskomplikowane utwory ale naładowane taką dawką emocji i napisane z takim wyczuciem dramatyzmu, jak tylko Sullivan potrafi.

Poprzedni Winter był albumem apokaliptycznym, From Here jest nim również, ale w zupełnie inny sposób. Tym razem Sullivan zdaje się witać apokalipsę, nawet jeśli nie z otwartymi ramionami, to przynajmniej ze zrozumieniem i akceptacją. Bardzo piękny i zaskakująco optymistyczny koniec świata.

Ocena: 8,5/10

Tagi: , , , , , , .