Nie wiem co w głównej mierze można więcej powiedzieć na temat Nuclear Holocaust. Nazwa od razu wywołuje (i to dosłownie) szybkie skojarzenia jak Nuclear Assault czy Toxic Holocaust, jednak nie dajcie się zwieść pozorom. Świdnicki kwartet postanowił zaprezentować swoje zamiłowanie do starej szkoły grindu spod znaku wczesnego i bardziej punkowego Napalm Death czy Extreme Noise Terror. Całość oscyluje w bardzo obskurnym brzmieniu, co jeszcze bardziej podkreśla istotę DIY, a całości towarzyszy iście thrashowa dynamika i schematy znane chociażby z Cro-Mags bądź D.R.I. Może to świadczyć jedynie o tym iż eksperyment mający na celu podkreślenia tego co „najgorsze” i brudne w ciężkiej muzyce okazał się udany. „Mutant Inferno” może więc zostać godnym spadkobiercą roli Toksycznego Mściciela z produkcji wytwórni Troma.
To co przede wszystkim podoba mi się w tym materiale to bezpośredniość, która jest porównywalna do tej zaprezentowanej przez najebanego internetowego celebrytę, a więc lecimy kurwa tutaj ! Panowie nie zamierzają owijać w bawełnę tylko postanawiają pokazać nam co znaczy brutalny metal. Perkusja galopuje prędko niczym post apokaliptyczny pojazd, z okładki debiutanckiego wydawnictwa, po atomowym pogorzelisku. Gitary początkowo w bardziej thrashowym sznycie stopniowo zaczynają brzmieć jak skradzione karabiny z nuklearnego schronu, które strzelają bujającymi punk/grindowymi melodiami. Ciężko też nie odnieść wrażenia iż amerykańska scena hardcore to jeden z częściej słuchanych gatunków muzycznych przez tych świeżaczków. Nuclear Holocaust wyciąga z szeroko pojętego „crossoveru” to co najbardziej ochydne, zdeformowane i po prostu paskudne. Jeżeli zespół miał taki zamiar to wypada pogratulować udanego planu. Jeżeli nie to również pogratuluję za naprawdę szybką wycieczkę do muzycznego Czarnobyla.
„Mutant Inferno” to w pewnym sensie materiał różnorodny. Pod przykrywką dominującego tutaj chaosu i hałasu, ten album okazuje się muzycznym mutantem. Kieruje go przede wszystkim do zwolenników wspomnianego już punk/grind’rolla. Jednak i miłośnicy różnych odmian thrash metalu będą zadowoleni słuchając tego wydawnictwa. Jeżeli natomiast nie pasujecie do żadnej ze wspomnianych grup to musicie spełniać jedno podstawowe kryterium: lubicie głośne i ordynarne napierdalanie, które rozwala skalę w licznikach Geigera. Granie bez zbędnej filozofii, być może z zamiłowania, być może z hołdu tradycjom. Z kolei dla mnie podane w najbardziej zajebistym i równie luźnym stylu. Myślę, że nadchodzący debiut w barwach SelfmadeGod Records okaże się jednym z lepszych wydawnictw nadchodzącego 2016 roku.
Ocena: 7,5/10
- Już niedługo WOLVENNEST wystąpi w Krakowie - 6 października 2025
- METAL KOMMANDO FEST VIII: znamy datę i pierwsze zespoły - 18 lipca 2025
- Blood Incantation – Kraków (28.04.2025) - 7 maja 2025
Tagi: 2015, Crossover, death metal, demo, grindcore, hardcore punk, Mutant Inferno, Nuclear Holocaust, polish metal, polish metal scene, recenzja, review, Selfmadegod Records.






