Obliteration – “Cenotaph Obscure” (2018)

Norwegia to kraj kojarzony głównie z klasycznymi black metalowymi zespołami. Na początku nowego milenium w norweskim undergroundzie powstała ekipa Obliteration, którą bez żalu można określić powiewem niezwykle potrzebnej świeżości w nieco zlodowaciałe oblicze norweskiej sceny metalowej. Pod koniec listopada minionego roku ukazało się czwarte wydawnictwo Norwegów zatytułowane Cenotaph Obscure, któremu miałem przyjemność bliżej się przyjrzeć.

Na Cenotaph Obscure fani musieli czekać aż pięć lat. W ramach rekompensaty za tak długi czas oczekiwania Norwegowie odwdzięczyli się im kolejną świetną płytą, która obok Nekropsalms (2009) i Black Death Horizon (2013) wypada równie dobrze. Ekipa dowodzona przez niechętnie rozmawiającego z mediami Sindre Solema wciąż podąża dobrze wydeptaną prze te wszystkie lata ścieżką i nie zamierza z niej zbaczać. Obliteration nie uciekają w wątpliwe eksperymentacje i wędrówki po nieznanych terenach, bo po prostu nie muszą tego robić. Mają swój własny, niepodrabialny styl, który na bieżąco szlifują i starają się doprowadzić do perfekcji. Jestem zwolennikiem takiego obrotu spraw i bardzo się cieszę, że Norwegowie twardo obstają przy swoim. Jeśli coś nie jest zepsute, to nie ma żadnej potrzeby, żeby to zmieniać, tak? Czasami tak.  

Czwarte wydawnictwo Obliteration śmiało nazwać można kontynuacją poprzedniego krążka. Już otwierający płytę utwór tytułowy, z wolno rozwijającym się intro, wprowadza słuchacza w gorączkowy, maniakalny i szaleńczy świat Obliteration. Na Cenotaph Obscure nie ma ani chwili wytchnienia – te niespełna 40 minut death metalu z najwyższej półki zadowoli każdego fana, który spragniony jest ciężkich dźwięków. Norwegowie od początku działalności znani byli przede wszystkim z niezwykle szybkich a zarazem zapadających w pamięć riffów, czego dowodem jest chociażby singlowy Detestation Rite, który jest prawdziwym rajem dla miłośników gitary. Ależ to będzie koncertowy niszczyciel!

Cenotaph Obscure składa się z siedmiu utworów. Każdy z nich żyje swoim życiem i opowiada swoją własną muzyczną historię. Jedynym odstępstwem od tej reguły jest trzeci na płycie Orb, który stanowi preludium do wzniosłego i majestatycznego (jak sugeruje tytuł) utworu zatytułowanego Eldritch Summoning. Ten drugi to zdecydowanie jedna z najlepszych kompozycji, jakie wyszły spod szyldu Obliteration. Liczne zmiany tempa, dziwne, dysonansowe riffy, maniakalny wokal Solema i gęsta, można by rzec black metalowa atmosfera, sprawiają, że od tego utworu po prostu nie da się uwolnić. Całość płyty spowija tajemnicza aura czyhającego niebezpieczeństwa, dzięki czemu okładka autorstwa perkusisty Kristiana Valbo spełnia swoją rolę w stu procentach. Co więcej, w mini „książeczce” dołączonej do płyty znaleźć można grafiki i krótkie fragmenty tekstów każdego utworu, których w całości zespół nigdy nie zdecydował się upublicznić. Biorąc pod uwagę fakt, iż zespół bardzo niechętnie udziela wywiadów i jakichkolwiek informacji na temat jego przyszłości, Norwegom należy przyznać dodatkowe punkty za pozostawanie wiernym swoim ideałom. Muzycy Obliteration chcą, by image zespołu przesłoniła enigma, co moim zdaniem korzystnie wpływa na odbiór ich muzyki.     

Podsumowując, Cenotaph Obscure to kolejne bardzo mocne wydawnictwo od tej nie tak już młodej death metalowej ekipy. Obliteration pozostaje jednym z ciekawszych undergroundowych zespołów grających ten gatunek muzyki. Moim jedynym zastrzeżeniem do ich czwartej pełnowymiarowej płyty jest nieco zbyt nowoczesna produkcja, która nie do końca pasuje do oldschoolowego brzmienia, któremu Norwedzy tak wiernie przecież piastują. Ucierpiał również bas, który na poprzednich wydawnictwach stanowił trzon muzyki Obliteration. Complaints aside, Cenotaph Obscure warte jest Waszych pieniędzy, jak wszystkie inne dokonania Norwegów. Death metal at its finest.

8/10 

Marcel Szczepanik

Marcel Szczepanik

vocals so poor, like frogs in a moor
guitars like clouds of fruit flies

d e a t h h a m m e r
Marcel Szczepanik

Tagi: , , , , , , , .