P.H.O.B.O.S. – “Phlogiston Catharsis” (2018)

Mój dzienniczek wzbogacił się o hasło P.H.O.B.O.S. jakoś cztery lata temu, kiedy przypadkowo trafiłem na ich split z Blut Aus Nord. Chociaż słowo wzbogacił jest ciut na wyrost, bo zupełnie nie pamiętam ich części. Jednak gdy ponownie ujrzałem tę nazwę, neurony zaczęły się dość gwałtownie szarpać, a szyld Transcending Obscurity Records całkiem przekonał mnie do sprawy. Wziąłem się do słuchania i, rany, to była naprawdę dobra decyzja.

Czwarty pełnograj Francuzów to czterdzieści sześć minut wyczernionego industrial doom metalu. Powolne, choć nieubłaganie atakujące riffy może nie są specjalnie ciężkie, niemniej w połączeniu z bardzo mroczną atmosferą i industrialnymi rytmami na przedzie nagrania tworzą gęsty jak miód klimat pełen plugawych rytuałów i bluźnierczego okultyzmu. Skojarzenia do Lovecrafta, choć bardzo często nadużywane, tutaj akurat są na miejscu. P.H.O.B.O.S. po mistrzowsku porusza się w stylistyce napompowanej grozą, w którą jednak brnie się by odkryć horrendalne tajemnice. Phlogiston Catharsis jest również bardzo spójne. Poszczególne numery płynnie w siebie przechodzą i stanowią kolejne akty podróży. Nie są przy tym wtórne, w zasadzie każdy wyróżnia się na tle innych. Od wprowadzającego do piekła lodowatego industrialu Biomorphorror, przez złowieszczo upiorne Igneous Tephrapotheosis, kryjącą w oparach siarki zastępy monstrów Aurora Sulphura i kontrastową Neurasthen Logorrh, aż po spokojniejsze i jednocześnie bardziej przerażające Taqiyah Rhyzom oraz dumne i wyniosłe Smothered In Scoria, słuchacz bardziej i bardziej zatraca się w owym horrorze. Płyta bardzo dobrze radzi sobie bez przyśpieszeń i gwałtownych zwrotów akcji, intryguje i wciąga bez fajerwerków. Dużą rolę w tym grają bardzo klimatyczne melodie, często zahaczające o arabeski. Do tego dorzućmy dyskretną, ale zauważalną obecność sampli i mamy album na którym praktycznie cały czas coś się dzieje.

Szczególnie gdy dodamy do tego produkcję, idealnie współgrającą z treścią. Hipnotyzujący puls perkusji, brzmienie gitar ciężkie i sztuczne, ale czytelne, bez gruzu i unoszący się nad nimi cyfrowy posmak wydatnie robią klimat. A gdy dodamy do tego syczący, ohydny, blackmetalowy wokal, P.H.O.B.O.S. zaczyna łapać za gardło i ani myśli puścić.

Choć doom zazwyczaj działa na mnie jak benzodiazepiny, Phlogiston Catharsis zasługuje na uznanie nawet fana piętnastosekundowych piosenek. Ilość zawartej tu atmosfery brudem i grozą przeżartej spokojnie wystarczy wam na cały październik.

P.H.O.B.O.S. na Facebooku

Ocena: 9/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .