Revenge – “Strike.Smother.Dehumanize” (2020)

Na temat tych Kanadyjczyków powiedziane zostało już wiele. Nagminnie powtarzane jest stwierdzenie, że Revenge to projekt niezwykle polaryzujący, a serwowana przezeń kakofonia dawno temu podzieliła nawet najtwardszych słuchaczy. W tym szaleństwie jest jednak metoda, a wypuszczone pod koniec drugiej dekady XXI wieku „Strike.Smother.Dehumanize” stanowi najlepszą dotychczas okazję, by zadecydować, czy staniemy z Revenge po jednej stronie barykady.

Nowy album zespołu odrzuca słuchacza już w otwierającym krążek „Reaper Abyss (Real Rain)”. To oczywiście klasyczna w ekstremalnych odmianach black metalu zagrywka, stosowana z powodzeniem na każdym kolejnym dokonaniu Revenge – jeżeli odbiorca nie przebrnie przez pierwszą połowę utworu, to znaczy, że nie jest on w stanie obcować w sposób pożądany z muzyką Jamesa Reada. Chwilę później jest już znacznie przystępniej: pojawiają się zapadające w pamięć riffy o naleciałościach thrashowo-punkowych. Nie minie kilka sekund nim słuchacz zorientuje się, że ponownie w jego stronę zmierza kanonada cięższa niż chociażby ta zaserwowana ponad 20 lat temu na „Panzer Division Marduk”. Należy zaznaczyć, że „Strike.Smother.Dehumanize” jest odrobinę łatwiejsze w odbiorze względem całości dyskografii Kanadyjczyków. Nie oznacza to jednak, że jest lżej i przyjemniej – to nadal ten sam, jedyny w swoim rodzaju war metal. Jeżeli dany utwór trwa niecałe 4 minuty, przez trzy-czwarte jego długości usłyszymy kilka rodzajów niekończących się blastów.

Produkcja całości materiału stanowi ważny punkt omawiania nowego longplaya. Wykreowane brzmienie jest znacznie bardziej klarowne niż to z Behold.Total.Rejection”. Zmianę oceniam na plus – perkusja otrzymała więcej oddechu i lepiej wypada w miksie, w którym wszystkie pozostałe elementy są przesterowane. Niniejszym „Strike.Smother.Dehumanize” stanowi udany wyznacznik studyjny dla hord parających się równie bezkompromisowym graniem.

Wśród wspominanych wcześniej wpadających w ucho riffów, na szczególną uwagę zasługuje „Excommunication”, który to zaczyna i kończy się tą samą, natychmiastowo kojarzącą się z crust punkiem zagrywką. Umiejscowienie takiego rozwiązania mniej więcej w połowie albumu pozwala spragnionym na milisekundy tchu przed nieuniknioną kontynuacją dźwiękowego oblężenia. Na szczęście nie jest to jedyny naprawdę udany singiel z najnowszej propozycji Revenge. W tym miejscu wymienić warto również „Self Segregation (System Torched)” czy udostępniony publicznie na początku maja br. „Oath Violator”.

„Strike.Smother.Dehumanize” raczej nie przebija swoją zawartością poprzednich dokonań grupy. To po prostu ta sama marka, która przez lata gruntowała swoją obecność na rynku. Bez wątpienia jest to album, który odrobinę obniża próg wejścia w twórczość Kanadyjczyków – nie jest to jednak kwestia aranżacji a rzemieślniczej pracy w studiu nagraniowym. Pamiętajmy, że Revenge nie powołano z misją ciągłej ewolucji artystycznej. Dotychczasowi fani grupy będą zadowoleni zawartością nowego longplaya, tym bardziej że James Read kazał czekać swoim fanom aż 5 długich lat na nowe dokonania swojego najbardziej rozpoznawalnego projektu. „Strike.Smother.Dehumanize” łagodzi głód poznawania, zaś zespołowi pozwoli ponownie wyruszyć w trasy koncertowe. Obrany cel został zrealizowany i szczerze wątpię, że zawartość nowej płyty Revenge spowoduje taktyczny odwrót dotychczasowych odbiorców owego zespołu.

Ocena: 7/10

Tagi: , , , , , , , .