Saxon – “Rock The Nations” 1986/2018

Rock The Nations pierwotnie ukazała się w roku 1986. Był to rok niezwykle istotny dla muzyki metalowej. Za oceanem fala thrashu szalała coraz mocniej. W tym roku ukazały się dwa najważniejsze dla tego gatunku albumy. Mianowicie Reign In Blood Slayera oraz Master Of Puppets Metalliki. W tym czasie brytyjskie zespoły z nurtu NWOBHM zaczęły iść w nieco innym kierunku i w przeciwieństwie do swych amerykańskich kolegów po fachu upatrzyli sobie łagodzenie brzmienia za pomocą syntezatorów (świetny Somewhere In Time Iron Maiden oraz mniej udany Turbo Judas Priest)

Jak zatem na tym tle prezentuje się ósmy krążek Saxon? Nie poszli w klimaty syntezatorowe, jak ich rodacy, jednak nie oznacza to, że uniknęli złagodzenia swojego brzmienia. Wręcz przeciwnie. Rock The Nations to kontynuacja flirtu z glamem, który był już wyraźny na poprzednim wydanym rok wcześniej Innocence Is No Excuse. Słuchając jednak omawianego albumu, można się zastanawiać, czy to jeszcze niewinny flirt, czy już coś znacznie więcej. Bowiem Rock The Nations zdaje się całkowitą próbą wstrzelenia się w to, czym wówczas były amerykańskie standardy muzyki rockowej (i nie mam tu na myśli wspomnianego thrashu). Owe dostosowanie się objawiało się nie tylko w muzyce, ale również w wizerunku. Przyznam się, że ciężko mi było zachować powagę, gdy otworzyłem wkładkę i zobaczyłem zdjęcie muzyków z natapirowanymi na glamową modłę włosami…

Wbrew temu, co napisałem powyżej, sam początek albumu jakichś gwałtownych zmian stylistycznych nie sugeruje. Utwór tytułowy zaczyna się bowiem ostrym, heavy metalowym riffem. Fakt, że jest to heavy trochę ugrzecznione, ale jednak ciągle heavy. To określenie pasuje też do drugiego utworu pod tytułem Battle Cry. To mógłby być utwór wgniatający w ziemię, jednak to sterylne brzmienie zupełnie niszczy efekt. Jednak refren tego kawałka idealnie nadawał się na koncerty. Pozycja numer trzy to znany z singla utwór Waiting For The Night. Kawałek ten stylistycznie to już czysty AOR. Brzmi on jakby był pisany specjalnie z myślą o komercyjnych – nie tylko rockowych rozgłośniach radiowych. Trzeba przyznać, że idealnie spełnił swoją rolę. Ponadto mam do niego osobisty sentyment, gdyż to pierwszy teledysk Saxon, jaki widziałem. Słuchając następnego w kolejności We Came Here To Rock, doznałem swoistego deja vu. Otóż wstęp do tej piosenki przypomina maidenowe Ides Of March. Może nie do tego stopnia, by wysnuwać tu zarzuty o plagiat, jednak skojarzył mi się jednoznacznie. Utwór ten posiada jednak wiele pozytywnych stron. Na przykład rozbujaną, zapadającą w pamięć solówkę. Potem mamy charakterystyczny miks stylistyczny. W numerze Running Hot możemy odnieść wrażenie, że to stary dobry Saxon, natomiast w Empty Promises czy kończącej całość balladzie Northern Lady mamy otwarte nawiązanie do ówczesnej twórczości Europe czy Scorpions. Niestety Rock The Nations ma też słabsze momenty. Są to zupełnie nijaki You Ain’t No Angel oraz totalne dziwadło w postaci pseudo bluesowego Party Till You Puke.

O ile poprzednie płyty z tej serii były bogate w bonusy, to odnoszę wrażenie, że w tym wypadku nie bardzo było co dodawać. Mamy odrzut z sesji w postaci zupełnie bezpłciowego Chase The Fade, singlowe (nieco skrócone) wersje Waiting For The Night i Northern Lady oraz kilka starszych utworów w koncertowych wersjach.

Można mieć zastrzeżenia do Rock The Nations jako całości. Można narzekać, że zespół zboczył z obranej przez siebie heavy metalowej ścieżki i tym podobnie. Jednak album ten ma swój urok i idealnie nadaje się na rockową domówkę.

Na koniec ciekawostka. Na okładce widzimy tłum trzymający flagi różnych państw. Jeśli się dobrze wpatrzycie, dostrzeżecie też flagę Polski.

Ocena: 7/10

Tagi: , , , , , .