Secret Chapter – “Chapter One” (2019)

Muszę przyznać bez bicia, że melodyjny heavy czy też power metal, oparty na gitarowo-klawiszowych galopadach nie jest czymś, o co walczyłbym do ostatniej kropli krwi, jednak dobra muzyka pozostanie dobrą muzyką, bez względu na jakiekolwiek podziały.

Secret Chapter to młoda grupa hołdująca melodyjnej klasyce hard rocka i heavy metalu lat 80. i nie tylko. Panowie pochodzą z Norwegii, co już jest ciekawe, gdyż ten kraj jest kojarzony ze znacznie bardziej ekstremalnymi odmianami metalu. Ale to jednak Skandynawia, a tam na uprawianym przez naszych bohaterów poletku dzieje się całkiem sporo i całkiem nieźle. Chapter One jest debiutem grupy, zawierającym dziesięć (wersja kompaktowa dwanaście) numerów – skocznych, żywych, melodyjnych, wywodzących się w prostej linii ze starych tradycji hard rocka, obudowanych składowymi charakterystycznymi dla skandynawskiego power metalu. Bardzo ciężko wyróżnić jakiś przodujący motyw – czy to refren, czy riff, który nadałby którejś z piosenek rangę rasowego killera. Płyta trzyma wyjątkowo równy poziom od początku do końca, nic tu nie odstaje jakością nawet na milimetr od ogólnego, bardzo przyzwoitego poziomu. Trudno zapamiętać jakiś utwór po dwóch czy trzech pierwszych odsłuchach całości (co wcale nie jest oczywiste dla tego typu muzyki), a ochota na kolejne spotkania z Norwegami tylko rośnie. W zasadzie nie ma tu nic, co nie zostało już nagrane co najmniej trzydzieści lat temu – na Chapter One są obecne wszystkie elementy, może z wyjątkiem ultraszybkiego tempa, bo niemal wszystkie kawałki są osadzone raczej w średnich tempach, przez co bliżej im do klasyków gatunku, niż do nowoczesnych kapel goniących niewiadomo za czym. Show Me The Road właściwie z miejsca kojarzy się z Whitesnake z czasów ich największych sukcesów, Human Centipede z mocno rozpędzonym refrenem hołduje całemu szeregowi power metalowych bandów z Finlandii, One Night Ain’t Enough to nic innego jak głęboki ukłon w stronę legendarnych rodaków z TNT, pół-balladowy Heavy Metal Love Affair ma motyw przewodni niemal żywcem wyrwany od Amerykanów z Ratt…Można tak wymieniać długo i szukać inspiracji bez końca, a nad całością unosi się też duch takich tuzów jak Europe czy Pretty Maids, a także wielu innych.

Wiadomo, że jest to wtórne, nieoryginalne i nie wnoszące nic nowego. Ale czy to tak naprawdę ważne? W tym przypadku ważny jest fakt, że Panowie z Secret Chapter po prostu bawią się muzyką, grają to, co sami najbardziej kochają i nawet przez głowę im nie przechodzi próbowanie uchylania dawno wyważonych drzwi. Słychać w tym szczerość, serce do grania i dobrą zabawę, a to w dzisiejszych czasach (i w takiej stylistyce) naprawdę sporo. Wszystko to sprawia, że chłopakom wyszedł naprawdę bardzo przyjemny album, do którego będzie fajnie od czasu do wrócić.

Ocena: 7/10

 

Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , , .