Slomatics – „Estron” (2014)

Jeśli mnie zapytasz o osobisty ideał brzmienia na pograniczu sludge, doom i stoner metalu, wymienię ci kilka nazw i tytułów, pośród których na pewno znajdzie się miejsce dla Slomatics i którejś z ich płyt. Może to być nawet wypuszczony w 2014 roku Estron, czemu nie, krążek ma bowiem w sobie wszystko, co jest dla mnie kwintesencją twórczości tego irlandzkiego ciężarowego trio.

Trochę mnie już śmieszy wizerunkowa formatka, w jaką same wepchnęły się kapele z okolic stoner/doom/sludge. Mamy wysyp zespołów, które chcą być postrzegane jako soundtrack do jarania zioła podczas sabatu. Co drugi chce być bardziej okultystyczny niż LaVey, wszystkie są niby psychodeliczne i narkotyczne, każdy identyfikuje się z paleniem zielska i innymi substancjami psychoaktywnymi, a większość z nich to nudy takie, że można dzieci przy tym usypiać. A Slomatics poszli swoją drogą, zarówno wizerunkowo, jak i muzycznie. Już po samych okładkach widać, że trio celuje bardziej w estetykę sci-fi, a ja, wyznawca Stanisława Lema, bardzo sobie to cenię. Muzycznie Irlandczycy też są w innej lidze niż większość ekip, które zaczynały po nich (Slomatics zaczynali oficjalnie wyciskać swoje ciężary na początku tysiąclecia). Estron to ich czwarty długograj, ale pomiędzy długimi formatami zespołowi udało się powypuszczać parę splitów, m.in. z Conan, Agent of the Morai czy ostatnio z Mammoth Weed Wizard Bastard. W 2014 roku Slomatics byli dobrzy jak chleb i ciężcy jak życie.

Estron nie szczędzi miłośnikom tonażu niczego. Zespół tymi swoimi nieprzejednanymi powolnymi tempami, przesterowanymi, ale wyraźnymi gitarami i mocno kładzionym basem po prostu kruszy kości. Oczywiście, jak to często w takich przypadkach bywa, cała ta dźwiękowa skała instrumentalna została zbratana z czystymi, dość w sumie łagodnymi wokalami, to wszak stały patent stoner-doomów. Slomatics byliby jednak co najwyżej przeciętni, gdyby nie tchnęli do swojej muzyki czegoś więcej. Nie wiem jeszcze, czy bardziej przemawia do mnie ten spacerockowy anturaż całości, objawiający się w powsadzanych umiejętnie tu i tam samplach i elektronicznych dźwiękach, czy może ta nieprzewidywalność w konstrukcji utworów a także w samych riffach, którą pochwalić się może naprawdę niewiele zespołów podobnych stylistycznie. Slomatics stają się przez to wręcz progresywni, wybierając rozwiązania niestandardowe i niełatwe. Irlandczycy nie próbują jednak na siłę urozmaicać swoich numerów – wszystko tu do siebie pasuje jak dobrze dobrane puzzle, a lepikiem jest niepodważalny ciężar. Kiedy rozhuśtany powtarzanymi frazami wokalnymi Troglorite przechodzi w Tunnel Dagger mamy do czynienia z czymś monolitycznym, absolutnie nie z tego świata. Ciężar i groza, jaka leje się ze słuchawek, jest nie do zignorowania. Slomatics grzmią niebezpiecznie i buchają żarem, dając swojemu doomowi dzięki temu czynnik takiego kosmicznego zagrożenia, bardzo rzadkiego w rozmemłanych już stoner-doomach – podczas lektury Estron czujesz się jak w Star Treku w wersji horror, nigdy nie wiesz, jaka niezatrzymana i niepoznana siła zaatakuje cię i z której strony. Kiedy więc zbliża się nieuchronnie koniec ostatniej kosmicznej porcji sejsmicznych tortur w postaci długaśnego i grobowego The Carpenter palec już świerzbi, żeby w masochistycznym odruchu wcisnąć „play” ponownie.

Jeśli lubisz doom i sci-fi, Estron, podobnie jak inne pozycje z katalogu Slomatics, opęta cię skutecznie i na długo.

10/10

 

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , , , , .