Sodomic Baptism – “Black Fire Pandemonium” (2017)

Sodomic Baptism (naprawdę nie wiem, kto stworzył tę nazwę i co miał wówczas na myśli) to kolejna perełka, jaką oferuje nam niedoceniana scena Białorusi. Choć zapewne wcześniej o niej nie słyszeliście, mimo młodego wieku ma już na swoim koncie kilka wydawnictw, z których ostatni, omawiany tutaj Black Fire Pandemonium, wydany został przez Iron, Blood and Death Corporation.

Pomimo dość obfitego czasu trwania (prawie czterdzieści minut), nazywanie tego albumu longplayem jest trochę oszukaństwem. Składa się na niego bowiem osiem kompozycji, z których każda już gdzieś tam się pojawiła (najczęściej niejednokrotnie), no, ale jeżeli autorzy wolą to nazywać tak, a nie kompilacją, to ich sprawa. Nie zmienia to tego, iż Sodomic Baptism tworzy ostry, krwawy death metal ku czci rogatki niczym doświadczeni weterani, a nie nowicjusze. Zróżnicowanie płyty, jakkolwiek wynikające z zebrania materiału z kilku wydawnictw i lat, jest sensowne i słuchacz odbiera to jako urozmaicenie, miast losowy dobór kawałków. Tym bardziej, że poszczególne kawałki też są bardzo dobrze poskładane. Pełno w nich przeróżnych elementów i rozwijających się pomysłów. Czasami są one nieudane, nie ma się co kłócić. Na moje ucho Conception of Beast to kula u nogi nagrania. W zamyśle zapewne miał to być zimny, złowieszczy black/death, ale w porównaniu z resztą płyty wychodzi ślamazarnie, a użyte tam klawisze miast budzić nostalgię za 90-tymi, budzą głównie zażenowanie. Za to reszta płyty skopała mnie porządnie. Wspomnienie ostatniej dekady ubiegłego stulecia jest silne w całym nagraniu, a oldschoolowe podejście łączy się z świeższym klimatem, tworząc brutalną, napakowaną groovem mieszankę. Czuć to szczególnie na początku płyty: Black Fire Pandemonium i Angel of Death skutecznie zamieniają głowę w wirnik, a to drugie nawet pod koniec poczęstuje niemalże slamowym motywem. Z drugiej strony, pod koniec płyty czają się Tenebrae Primordiales i Rex Stachus, łomoczące w rytmie początków brutal death metalu. Pyszności, drogi czytelniku.

Co do brzmienia płyty, jest dosyć różnie. Czasem bardziej mięśnie, czasem wręcz sucho, zależnie od okresu, kiedy numer powstał. Średnio jednak wszystkie brzmią całkiem przyzwoicie, a jedyne, co może przeszkadzać, to syntetyczna perkusja, która czasem za bardzo wybija się ze swoją sterylnością. Cała reszta trzyma porządny poziom, a i muzycy nie kończą popisów na dwóch akordach na krzyż.

Nie wiem, ile osób sięgnie do twórczości Sodomic Baptism. Ci, który się o to pokuszą, nie powinni być rozczarowani. To kolejna nazwa, którą śmiało można dopisać obok Veld, Posthumous Blasphemer i innymi hordami za wschodu, które warto obserwować.

Sodomic Baptism na Facebooku

Ocena: 7,5/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , .