The Lowest – „Cult” (2019)

Jakoś sobie nie wyobrażam, by płyta polskiego zespołu opatrzona tytułem Cult nie doczekała się recenzji na naszym portalu. Wręcz uważam za obowiązek opisanie nowego krążka warszawiaków z The Lowest, co niniejszym czynię. Cult miał swoją premierę w marcu tego roku i w zalewie nowości niestety go przegapiłem, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ mam teraz okazję podejść do niego ze świeżym uchem. Album wydany został na CD i w efektownym winylowym gatefolderze via Hasiok Records, z którym mam przyjemność obcować.

Jak pisałem przy okazji debiutanckiego demo zespołu Tyran, uważam, że polska scena hardcore nie jest na tyle silna, na ile być powinna. Oczywiście jest duża rzesza fanów i działaczy na rzecz sceny, ale zespołów budujących swą markę i rosnących w siłę jest bardzo mało. Nie licząc starych wyjadaczy takich jak Schizma, 1125 czy Inkwizycja, naprawdę ciężko o projekty, które utrzymuję się na poziomie i nagrywają regularnie albumy. Do grona „upartych” jakiś czas temu dołączyli panowie z The Lowest, którzy od pierwszej Epki z 2012 roku przypominają o sobie kolejnymi wydawnictwami, oferując spory poziom i produkt najwyższej jakości. Szersze grono mogło ich poznać gdzieś na wysokości wydania albumu Doomed z poprzedniego roku. Głośno także się zrobiło o zespole, gdy postanowił na oficjalnym Facebook’u rozpocząć dyskusję, czy The Lowest powinno wystąpić na jednej scenie z Blaze of Perdition, ponieważ hardcore’owcy niespecjalnie byli zadowoleni z powiązania jednego z muzyków black metalowej kapeli ze sceną NSBM. Zamieszanie jak się zaczęło, tak szybko się skończyło, a my dostaliśmy w łapy kolejny album. Nie da się ukryć, że tempo TL wrzuciło sobie zabójcze.

Cult nagrana została w JNS Studio, dzięki czemu obaw o dźwięk nikt mieć nie powinien. Sound jest bardzo mocny i zbity, jednocześnie „żywy” i naturalny. Ciężar całości nie jest uzyskany poprzez maksymalne skompresowanie ścieżek jak to się często robi przy metalowych produkcjach, lecz dzięki perfekcyjnie wbitym, nisko nastrojonym gitarom i mięsistej perkusji. Niewątpliwie płyta nagrana w taki sposób pogłębia jej walory przy kontakcie z winylem, wszystko siedzi tak jak to powinno być, a uczucie górnolotności się nie pojawia (przy nowoczesnych produkcjach nie zawsze się to udaje). Wraz z nowym albumem muzycy postanowili nieco rozszerzyć swoje horyzonty i wybić się dalej poza tak zwany „beton hardcore” (termin wymyślony przez piszącego te słowa). Utwory mają znacznie więcej do przekazania niż jedynie garść wrzutek i beatdownów, których oczywiście i tak nie brakuje. Po prostu zespół użył znacznie więcej rodzajów ekspresji niż standardowy band HC, by zbudować urozmaiconą całość, a prym wiodą nadal stricte sceniczne priorytety muzyczno-ideologiczne. Do klasycznych, łamiących kości patentów dołączyły melodyjne chórki i rozsądna ilość czystego śpiewu. Najwięcej tych rozwiązań słychać w niemal piosenkowym utworze Follower, który w pierwszym kontakcie nie zrobił na mnie specjalnie pozytywnego wrażenia. Jednak jeśli rozumieć ten utwór jako element albumu, okazuje się, że całość jest sensownie złożona i wyważona, a jeden melodyjny refren nie czyni reguły. Dla przeciwstawienia Follower jako najlżejszego kawałka Death to the World jest z kolei najcięższy, pojawia się tu gościnnie na wokalu Michał Cieślak z Last Penance i rozdaje okrutnie. Zawsze ceniłem sobie współpracę między zespołami HC i różnego rodzaju kolaborcje, a „featy” takie jak ten są dowodem na to, że warto.

Cult jest mocno przemyślany, nawet w postaci klamr spinających album – od intro Aplha, outro Omega czy na przykład 1,5-minutowego przerywnika Revelation. Kompozycje są nieodłączną częścią albumu, nadają mu pełnię i budują atmosferę.

Zespół The Lowest po premierze Cult uważam za najmocniejszego gracza nowej fali polskiego hardcore’u, który w twarde ramy gatunku wciska coś własnego, gdzie stara i nowa szkoła HC przegryza się w spójną całość. Polecam również sprawdzić band na żywo, warto.

Ocena: 8/10

The Lowest na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .