Uriah Heep, Turbo – Kraków (20.02.2019)

Słusznie ktoś wytypował Turbo do roli roli zespołu towarzyszącego Brytyjczykom z Uriah Heep w polskiej części ich trasy. Oceniając zresztą po koszulkach – sporo słuchaczy przyszło na krakowski koncert właśnie dla rodzimej legendy metalu. Turbo odpłaciło się fanom klasycznie heavy metalowym repertuarem. Misz-masz staroci i nowości wypada nad wyraz przekonująco – tak przynajmniej było w krakowskim klubie Studio, którego okazję miałem nawiedzić w środowy wieczór. Setlistę dołączam poniżej relacji i z miejsca powiem, że nie było w wersji live słabych punktów, ale subiektywnie wyróżnię tego takie numery jak Kawaleria Szatana część II, Szalony Ikar czy Już nie z tobą, które obok nowszych kawałków (świetna wersja Garści pisaku) wypadły stylowo, a zarazem witalnie. O Dorosłych dzieciach nie wspomnę, bo to jeden ze sztandarów rodzimego rocka, którego magia, zaklęta zarówno w dźwiękach, jak i ponadczasowym tekście, wciąż pozostaje silna.

Tomasz Struszczyk wokalnie bez zarzutu – a nawet na perkusji, bo w ostatnim utworze zamienił się dla żartu rolami z Mariuszem Bobkowskim – sekcja precyzyjna, gitarowo z pasją – Wojciech Hoffman jak wino. A zatem jeśli zastanawiacie się, czy warto wpaść na koncert Turbo w ramach trasy The Last Warrior 2019 Tour, podczas którego prym będą wiodły kompozycje z thrashowego monstrum, to odpowiem, że pewnie zespół wypadnie co najmniej dobrze, a na pewno też mocniej i agresywniej.

Przechodząc do zagranicznej gwiazdy wieczoru, zwrócę uwagę na fakt, że weterani z Uriah Heep wydali w zeszłym roku bardzo udaną płytę. Living the Dream łączy w sobie hard rockową moc, szczyptę akustycznych brzmień, progresywne zacięcie oraz chwytliwość w starym, dobrym, “stadionowym” stylu. Nowe numery nie dorównają może ikonicznym dokonaniom grupy sprzed dekad, ale też nie ustępują im znacznie. Sprawdźcie tę płytę, przynajmniej jeśli wciąż chowacie w sercu sentyment do klasycznej, rzetelnej technicznie rockowej formy, wyjętej wprost ze wspaniałych dla hard rocka lat 70. Pewnie, nieco już trącą myszką podobne próby, ale przecież nie wszystko musi być świeże i na czasie, zwłaszcza jeśli jest po prostu dobre.

Dobry premierowy materiał mógł cieszyć fanów także dlatego, że na aktualnej trasie koncertowej (w Polsce zespół zawitał kolejno do Wrocławia, Krakowa, Warszawy i Gdańska) setlista została oparta w dużej mierze na kawałkach z promowanego wciąż “Living the Dream”. Zespół udowodnił tym samym, że pomimo zmian w składzie – z oryginalnego pozostał już tylko gitarzysta Mick Box – wciąż ma coś ciekawego do powiedzenia. Nowe zaś kompozycje wytrzymały konfrontację z klasykami. Siłę ukazały choćby Knockin at My Door czy Rocks in the Road, swoją przebojowością mógł uwieść tytułowy Living the Dream (z prostym, ale nośnym riffem), a doskonały, na wpół akustyczny Waters Flowin’ potwierdził, że Uriah Heep nie zatracił talentu do pisania balladowych kawałków, które można nucić, i w których trudno się nie zasłuchać.

Widać było, że fani znają nowe piosenki, doskonale zresztą przyjmowane. Biorąc pod uwagę, że kapela odwiedza nasz kraj regularnie, zagranie sporej dawki nowej muzyki było wyborem fortunnym. Ci jednak, którzy czekali na klasyki, także nie mogli czuć się rozczarowani. Już na początku pojawił się Return to Fantasy, a na mnie olbrzymie wrażenie wywarł hardrockowy cios w postaci Rainbow Demon – oparty na powolnym, pełnym mocy riffie przesterowanych organów utwór, wybrzmiał dostojnie i majestatycznie. A wszystko to w oprawie mocnych, ale i klimatycznych świateł, prostej scenografii i transparentu z nazwą grupy.

Choć forma muzyków i wokalne popisy Bernie’go Shawa niepozbawione były klasy, akustyka niekoniecznie zawsze szła im w sukurs, ale pomimo kilku momentów słabszych, było przyzwoicie, a miejscami nawet nieźle. Energia muzyków nie pozostawiała zresztą złudzeń, że warto było odwiedzić tego dnia krakowski klub. Panowie pozwalali sobie zresztą na odrobinę improwizacji, z drugiej zaś strony prezentowane wersje nie traciły nic ze swej siły.

Więcej hitów? Ależ proszę! W drugiej połowie koncertu zespół na trwale przeniósł się do początków lat 70. Gypsy to oczywiście jedna z tych kompozycji, która definiowała prawie pięćdziesiąt lat temu pojęcie hard rocka i zapowiadała nadejście heavy metalu, ale usłyszenie tego numeru na żywo to spory przywilej. Podobnie zresztą ogromne wrażenie robi podany z progresywnym zacięciem July Morning (w rozbudowanej wersji live z jeszcze mocniejszą sinusoidą wrażeń) czy znany chyba najszerszemu gronu słuchaczy na wpół akustyczny przebój Lady In Black, oczywiście zaśpiewany wspólnie z publicznością. A że całości w finale znalazło się jeszcze miejsce dla Look at Yourself, a na bis zespół uraczył wszystkich dziarskimi wersjami Sunrise (publika mogła utonąć w jego trakcie w żółtych światłach) i Easy Livin’, to na brak hitów nie dało się narzekać.

Fani pożegnali Uriah Heep długimi owacjami i skandowaniem nazwy, a to dowód, że wszyscy, a przynajmniej większość (w tym ja) bawiła się doskonale. I to łącznie z zespołem. A nawet jeśli publiczność w większości złożona była z pokoleń pamiętających czasy świetności takiej muzyki, to fakt, że ludzie wciąż potrafią wysupłać trochę grosza na bilet i przyjść na koncerty kapeli nieobecnej już w masowej świadomości – budzi szacunek. Złośliwi powiedzą, że Uriah Heep to już dinozaury rocka, że nie potrafią już przekonać do swojej muzyki rzesz nowych fanów, i że w dodatku grają od lat tylko z jednym, oryginalnym członkiem. Może. Na szczęście reszta machnie na to ręką, bo zespół wciąż ma w sobie iskrę podarowaną przez rockowych bogów, a magia niezaprzeczalnych klasyków z ich repertuaru nie wietrzeje tak łatwo.

GALERIA zdjęć Macieja Kowalskiego z koncertu Uriah Heep

GALERIA zdjęć Macieja Kowalskiego z koncertu Turbo

Setlista Uriah Heep

Setlista Turbo

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Latest posts by Paweł Lach (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .