Fernanda Lira (Nervosa): Vader i Behemoth są dla nas wielką inspiracją

Uwielbia Petera z Vadera, a jednym z jej ulubionych miast są Katowice, gdzie przez przypadek w zeszłym roku zostawiła swój bas. O polskich “wątkach”, nowej płycie, festiwalach, szalonych fanach i brazylijskiej muzyce porozmawialiśmy z niesamowicie entuzjastyczną liderką thrashmetalowej Nervosy – Fernandą Lirą. Trio z São Paulo promuje właśnie nowy album zatytułowany Downfall of Mankind, wydany dzięki Napalm Records.

Wywiad-wideo znajdziecie na samym dole strony.

Jesteście drugi raz w Europie w tym roku na trasie. Czym różni się koncertowanie w Europie od grania w Ameryce Łacińskiej?

Jest inaczej. Ale to nie jest tak, że to miejsce jest lepsze od tamtego. One są po prostu inne. Jest inny “vibe”, ale uwielbiamy grać wszędzie. Oczywiście, jeśli chodzi o Amerykę Łacińską, to na koncertach jest mega dziko. Dzieje się tam dosłownie wszystko. Jest totalne szaleństwo, młyny, jest naprawdę brutalnie. Jesteśmy bardzo emocjonalni i porywczy. Poza tym u nas znane zespoły nie grają tak często jak w Europie, gdzie w lecie jeden zespół możesz zobaczyć, nie wiem, sześć razy. A w Brazylii ten zespół gra co trzy lata. Dlatego jak ludzie idą na taki koncert, to im totalnie odbija. “Kocham ich jak cholera!”. I naprawdę jest szaleństwo. Ale w Europie jest trochę inaczej, choć to zależy od kraju. To bardzo indywidualna sprawa. Np. w Czechach, ale także we Francji, jest większe szaleństwo, bardziej dziko. Ale w innych miejscach, odnoszę wrażenie, że ludzie są bardziej analityczni. Świetnie się bawią, ale przywiązują większą uwagę do całości występu. Powiedziałabym, że gdzieś pośrodku jest Ameryka Północna. Chociaż zdarza się, że niektóre koncerty tam są nawet bardziej szalone niż u nas. Gdzieniegdzie jest więcej “analizowania”. Żeby jeszcze bardziej skomplikować odpowiedź, powiedziałabym, że każde miasto jest inne.

Akurat mamy okres festiwalowy, osobiście uwielbiam ten czas. Nervosa gra dużo na różnych festiwalach. Jaki jest twój ulubiony letni fest?

Mega ciężko na to odpowiedzieć. Prawdopodobnie udzielam najgorszych, najbardziej ogólnych odpowiedzi, ale po prostu wszystkie festiwale są na swój sposób wyjątkowe. Na przykład Obscene Extreme był dla nas bardzo ważny. Miałem wrażenie, że to najbardziej szalony festiwal na świecie. Masa ludzi w przebraniach, stage diving prawie non stop. I właśnie tam miał miejsce nasz pierwszy występ w Europie ever. Dlatego to bardzo wyjątkowe miejsce dla nas. Bardzo lubimy też Brutal Assault. Graliśmy tam dwa razy, dwukrotnie bardzo wcześnie, a mimo tego, była masa ludzi. Był full. Jedne z największych tłumów, dla jakich graliśmy. Ale moim ulubionym festiwalem jest chyba Metal Days. Kocham, kurwa, ten fest! W zeszłym roku nie graliśmy tam, ale mieliśmy wtedy kilka wolnych dni, więc wyskoczyłyśmy na ten festiwal. Świetnie się bawiliśmy. Ja prawie utopiłam się w rzece. Pływałam na takiej pompowanej kaczce. Razem ze znajomymi wpadliśmy do wody, a nie umiemy pływać. Mam kilka mega przygód z tego festiwalu. A do tego sceneria jest super. Słowenia jest piękna. Dlatego chyba Metal Days, ale nie chcę też być nie fair w stosunku do innych festów. Wszystkie są wyjątkowe na swój sposób.

https://www.instagram.com/p/BjfI3VHHbo-

Gracie bardzo dużo koncertów. Skąd czerpiesz energię na długą trasę?

CZE-KO-LA-DA! Żarcik! Staram się dużo odpoczywać. Oczywiście, że lubię imprezować. Na naszych pierwszych trasach robiłam to bez umiaru, na maksa, co noc. Potem byłam zjebana, mój głos też był zjebany. Już tak nie robię. Nie imprezuję codziennie. Wybieram sobie kilka szczególnych dni. Na przykład wiem, że w tym dniu będzie wielu moich przyjaciół, w tym dniu grają zespoły, które chcę zobaczyć. Dlatego wybieram sobie kilka momentów na trasie, kiedy mogę sobie pozwolić na imprezowanie. Wiem, kiedy będę sobie mogła pozwolić na wypoczynek po imprezie. Moja tajna broń to spanie. Kiedy mam trochę wolnego czasu, śpię. Staram się też jeść dobre jakościowo jedzenie. Wiem, że to brzmi ogólnikowo, ale naprawdę to robi wielką różnicę. Mam trochę problemów ze strunami głosowymi. Mam na nich takie odciski, takie guzki. Właściwie od 13. roku życia. Próbowałam śpiewać Nightwisha bez żadnej specjalnej techniki. Nie róbcie tego w domu. I teraz muszę być z tym bardzo ostrożna. Śpiewanie nie robi mi krzywdy, bo mam swoje techniki, ale gadanie non stop i brak snu już tak. Mocny alkohol co noc tak samo. Dlatego dużo śpię. Wszędzie. W hotelu, w busie, w szatni. Staram się wprowadzać trochę ciszy i działać na spokojnie. Stąd właśnie mam energię. No i z czekolady.

W 2017 roku do Nervosy dołączyła Luana Dametto. Jak wam się razem gra i żyje w trasie?

Kocham ją. Jest jedną z moich ulubionych osób. Myślę, że nie mogliśmy trafić lepiej z perkusistką. Granie przychodzi jej tak jakoś łatwo. W trakcie występów… jak mogę to powiedzieć po angielsku? Nie trzyma i nie puszcza rytmu, jest bardzo “stabilna”, jednostajna. To jest ważne. Jest bardzo wyluzowana. I to jest chyba najważniejsza sprawa. Super mieć kogoś, kto potrafi dobrze grać, ale na dobrą sprawę każdy kto ćwiczy, może być dobrym muzykiem, być w trasie i tak dalej. Najważniejsze jest jednak to, żeby ta osoba była spokojna i wyluzowana, bo potrzebujesz spokoju. Zawsze na trasie potrzebuję spokoju. Jeśli jeżdżę z kimś wkurzającym, z kimś niemiłym, zestresowanym, bardzo to odczuwam. A Luana po prostu jest. I tak samo jest ze mną. Po prostu jestem. Ale kiedy zaczynamy rozmawiać, to nie możemy się nagadać i mamy masę frajdy przy tym. I bardzo to lubię. Zawsze dobrze się z nią bawię, jest bardzo luźna, jest w porządku.

https://www.instagram.com/p/BllWwOqnWuL/

 

Wydaliście właśnie nową płytę. Co chcecie przekazać nowym albumem “Downfall of Mankind”?

Wiele osób zareagowało na ten tytuł stwierdzeniem: to takie pesymistyczne! I to właściwie prawda! To jest negatywny tytuł, a ja jestem optymistyczną osobą. Zawsze to powtarzam, że teksty są najlepszym sposobem wyrażenia siebie. To moja ulubiona metoda ekspresji. Za każdym razem, kiedy coś mnie zaniepokoi oglądając wiadomości w TV albo czytając coś, wiesz, w Brazylii ciągle się coś dzieje, ciągle się o czymś pisze, zapisuję to, po to, żeby nie zwariować, i pozwalam temu żyć poprzez muzykę. Na nowym albumie poruszamy wiele kwestii społecznych. Nie tylko społecznych, bo również osobistych tematów i tego typu rzeczy. I większość z nich jest negatywna, bo o tych rzeczach musimy rozmawiać, musimy je zmienić. I tego całego gówna jest bardzo dużo. Dlatego tytuł naszej płyty jest bardziej powiązany właśnie z tym. Tu nie chodzi o kierowanie się w stronę upadku, ani nic takiego. Po prostu świat jest teraz tak zjebany, musimy naprawić tak wiele rzeczy, że czasami czujemy jakbyśmy się naprawdę niebezpiecznie zbliżali do naszego własnego upadku. I jeśli rzeczywiście się tak dzieje, to tylko nasza własna wina, nasz upadek, bo to się dzieje, a my nic nie zmieniamy, nie przeciwdziałamy temu. O to w tym chodzi.

Jaki jest twój ulubiony utwór z nowego albumu?

Powiedziałabym, że “Raise Your Fist”, bardzo lubię ten kawałek. To chyba najprostszy utwór na płycie. Uwielbiam ten fragment. Ale także “Never Forget, Never Repeat”. Bardzo lubię teksty obu tych utworów. “Never Forget, Never Repeat” to taka muzyka “prosto w ryj”. Zaczyna się takim fajnym pierdolnięciem i w ogóle. Tak, te dwa numery to moje ulubione utwory.

Porozmawiajmy o waszych fanach, bo są chyba tak szaleni jak wasza muzyka. Macie wielu bardzo oddanych fanów. Jaka była najbardziej szalona historia związana z nimi?

Dostajemy masę niesamowitych rzeczy od naszych fanów. Bardzo chciałabym Wam wszystkim za to podziękować. Jest dokładnie tak, jak powiedziałeś. Nasi fani są mega oddani, są niesamowici. Lepszych ludzi nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Kurwa, kocham ich wszystkich. Czy mogę przeklinać, bo często to robię? Ta lalka (zdjęcie na Instagramie – zobacz wideo), ta figurka, to jest po prostu wspaniałe. Gość stworzył to dla Luany. Ale najbardziej szalone są jednak zawsze tatuaże. Nie wiem, czy ludzie to ogarniają, ale to jest serio wielka odpowiedzialność. Twoja twarz jest na czyjejś skórze. Będziesz tam, kiedy ta osoba umrze, więc lepiej bądź dobrym człowiekiem, żeby ta osoba była z tego dumna. Dlatego sądzę, że to spora odpowiedzialność. Ja zawsze się bardzo wzruszam, widząc fanów z tatuażami Nervosy. Czasami są to tylko nasze imiona, ale zwykle to są nasze twarze! To już nie chodzi tylko o muzykę, ale to jesteś Ty! Lepiej bądź dobrą osobą. I ja odbieram to bardzo osobiście, zawsze płaczę, kiedy widzę coś takiego. I to jest chyba najbardziej szalona grupa fanów. Oczywiście dostajemy też czasami kwiaty, pluszaki i takie tam. Niektórzy fani przychodzą z bardzo wyszukanymi prezentami. Już podaję przykład. Może zauważyliście, że dużo gadam. Czasami po koncercie gadam sobie z fanami przy merchu. Opowiadam im wtedy masę rzeczy, gadam o różnych sprawach. Kiedyś byłam w Belgii i próbowałam mówić do nich po francusku, bo uczę się tego języka. I starałam się mówić po francusku do nich, wyszło tragicznie, bo jestem beznadziejna w tym języku. Dlatego nie próbujcie mówić do mnie po francusku. Będzie masakra. I wtedy opowiadałam im, że strasznie wkurwia mnie odmienianie czasowników. To jest strasznie trudne. I jeden z fanów zapamiętał to i na następnej trasie przyszedł do mnie z prezentem. Wzięłam go, otworzyłam… To była książka z koniugacją czasowników francuskich. Inna historia. Czasami wrzucam na social media zdjęcia jedzenia. Pewnego razu fan podarował mi nóż kuchenny. To było super, ziom. Czasami dostajemy właśnie takie bardzo specyficzne prezenty. Na przykład Luana bardzo lubi koty. Ja zresztą też. Dlatego czasami fani dają jej rzeczy związane z kotami. Widać, że po prostu chcą sprawić nam przyjemność, dać coś fajnego. Chcą powiedzieć: “Lubię cię, obserwuję, to dla ciebie”. To piękne. Kocham naszych fanów. Jest taki gość, który ma wytatuowane twarze całej naszej trójki. Szaleństwo po prostu. Ma całe ramię w Nervosie. Gość jest z Hiszpanii. Wariat. ¡Gracias, Luis!

Sporo gracie z innymi zespołami. Najlepszy band na wspólną trasę to…

O, stary, to trudne pytanie. Zaliczyliśmy już bardzo wiele tras… Havoc był naprawdę spoko. Uwielbiam Nicka i Davida. Świetnie bawiliśmy się wszyscy razem. Fajnie się z nimi jeździło. Bezproblemowo. To były jednak tylko trzy dni. Nie wiem… Destruction było też spoko. Ubóstwiam Schmiera. To nasz ojciec chrzestny. Prawdopodobnie zapominam o kimś mega ważnym. Jeśli pytasz o zespoły, z którymi graliśmy, to będzie łatwiej. Havoc. Toxic Holocaust był też fajny. Wypiliśmy razem parę caipirinhi po koncercie. Venom Inc. był super. Jedni z najfajniejszych ludzi ever. Właściwie to każdy z kim byliśmy w trasie, był fajny. Havoc był naprawdę ekstra. Mówię tak może dlatego, że akurat patrzę na nasze wspólne zdjęcie i pamiętam te wszystkie szalone historie.

Na pewno znasz pełno brazylijskich zespołów. Jaki jest twój ulubiony brazylijski band?

Ratos de Porão jest na pewno jednym z nich. Bardzo lubię Sepulturę. Mieli bardzo duży wpływ na mnie. Jak również na wielu innych brazylijskich muzyków. Byli zajebistą grupą pod względem muzycznym, ale nieśli też swoim istnieniem bardzo ważną wiadomość. Możesz się męczyć w swoim kraju, być dymany przez rząd, użerać się ze społecznymi przeciwnościami, ale mimo to jesteś w stanie osiągnąć sukces. I ten przekaz jest bardzo ważny. Sepultura byłaby więc moim ulubionym zespołem, ale uwielbiam też Ratos de Porão, Klaustrofobię. Jest masa zespołów, wyliczyłabym ze trzy tysiące… Torture Squad jest bardzo spoko. I wiele, wiele innych zespołów, których powinniście posłuchać.

Na pewno znasz kilka polskich zespołów. Kogo najchętniej słuchasz? 

Na bank Vader! Kocham Petera. Wszyscy z Vadera są super właściwie. O, tak! Death Angel. A propos tego wcześniejszego pytania o ulubione zespoły, z którymi byliśmy w trasie, najlepsza ekipa do imprezowania. Ale wracając do Polski… Powiedziałabym, że moje ulubione polskie zespoły to Vader i Behemoth. A czy Batushka jest z Polski? Uwielbiam ich. Ale pierwsza dwójka to zdecydowanie Vader i Behemoth. Są wielką inspiracją dla nas. A tak w ogóle to… Nergal, bardzo chciałabym Cię poznać. (- Prześlemy mu to). Tak, proszę! Bardzo chcę, żebyśmy się skumplowali. Tak na zawsze.

Kiedy znów zagracie w Polsce? 

Wiele razy w ostatnim czasie próbowaliśmy zagrać w Polsce. Mieliśmy grać na ostatniej letniej trasie, nie wiem, czy pamiętacie, ale coś się spierdoliło i występ został odwołany. Chcieliśmy zagrać na tej trasie, ale nie pykło. Graliśmy tam z Suffocation i Venom Inc. Było spoko. Katowice to jedno z moich ulubionych miast do koncertowania. Uwielbiam to miejsce. Z Katowic zapomniałam swojego basu, tak w ogóle. Mój bas ciągle tam jest! Ubóstwiam to miejsce, najlepsza miejscówa do grania koncertów.

Polecamy również mini-wywiad “6 pytań do Fernandy Liry” oraz relację z koncertu w Berlinie.

Tomek Bilewicz

Tomek Bilewicz

Woodstalker, koncertowicz, fan marketingu muzycznego, języków obcych, relaksu festiwalowego, TM, MDM i NDH
Tomek Bilewicz

Tagi: , , , , , .