Gateway – „Boundless Torture” (2018)

Gateway to jednoosobowy projekt, za którym stoi niejaki Robin Van Oyen, i który ma już na koncie kilka wydawnictw, w tym dwie wydane w 2015 i 2016 roku płyty. Boundless Torture to druga w dyskografii Ep-ka, którą Robin nagrał w na przełomie 2017 i 2018 roku, inspirując się atmosferą i historią średniowiecznych lochów w jego rodzinnym mieście Brugii.

Boundless Tortute to mój pierwszy kontakt z muzyką Gateway, więc nie jestem w stanie odnieść dźwięków, które słyszę na tym wydawnictwie do poprzednich pozycji z dyskografii Belga, ale z pewnością mogę napisać, że muzyka na tym mini-albumie do przyjemnych nie należy. W atmosferę wprowadzają nas odgłosy, które mogą skojarzyć się z wprowadzaniem skazańca do sali tortur. Gdy tylko milkną modlitewne śpiewy mnichów, rozpoczyna się droga przez mękę. Pierwsze dwa utwory to jakby powolne, sadystyczne zadawanie cierpienia. Jednostajne, wręcz monotonne dźwięki wydają się ciągnąć w nieskończoność, a trwają zaledwie po 5 minut. Czy właśnie to odczuwali nieszczęśnicy na kołysce Judasza czy stole do rozciągania? Trzeci utwór, trwający 1 minutę i 20 kilka sekund, przynosi diametralną zmianę. Sypiące się blasty i pełne szaleństwa riffy mogą przywołać skojarzenia z biczowaniem, przypalaniem ogniem i rozdzieraniem ciała. Najwięcej dzieje się jednak w zamykającej album czwartej kompozycji. Trwa ponad 10 minut i zawarta jest w niej cała brutalność, furia, sadyzm czy religijny obłęd, które prowadził do coraz wymyślniejszych sposobów zadawania bólu.

Muzyka Gateway nie jest łatwa w odbiorze. W Boundless Tourture i Famished Below problemem dla części odbiorców może być powtarzalność dźwięków, ich znikome urozmaicenia. W Iron Storm natomiast odczucia mogą być wręcz przeciwnie. Kakofonia dźwięków, która wylewa się z głośników, ogranicza możliwość uchwycenia jakiejkolwiek melodii czy struktury utworu. Tym bardziej że tak jak się nagle zaczyna ten utwór, tak niespodziewanie się kończy. Przez całe 22 minuty trwania Boubdless Torture nad całością góruje mocno przesterowany, buczący bas, który swoim dźwiękiem zagłusza pozostałe instrumenty. Irytujący może być również niemalże przez całą płytę jednostajny w swojej barwie, grobowy growl Robina, który przyjmuje zróżnicowane formy dopiero w Odyssey Of The Bereaved. Odbioru nie ułatwia także piwniczne, brudne i mało klarowne brzmienie. Ale cóż. W końcu EP-ka nosi tytuł Boundless Torture, a to do czegoś zobowiązuje. Masochistycznie męczę się z tym materiałem od kilku dni i za każdym razem obiecuję sobie, że słucham go już ostatni raz. Po czym ponownie włączam start. Pozycja ewidentnie dla maniaków surowego, wręcz prymitywnego death/doom metalu.

Facebook: https://www.facebook.com/gatewaydeathdoom

Ocena: 7/10

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , , .