Ivy Garden of the Desert to włoska grupa, która na swoim facebooku deklaruje inspiracje takimi kapelami jak: Black Sabbath, Pearl Jam, Soundgarden, czy Monster Magnet. Gdybym wcześniej zaglądnęła na ich stronę, uniknęłabym po pierwszym odsłuchaniu zdziwienia obecnością grunge i typowego rocka w ich muzyce. Od muzyki wydanej pod skrzydłami Nasoni Records, spodziewałam się bowiem klimatu rodem z lat 60. i 70. XX wieku ociekającego brudem, surowością i… długimi włosami. O ile basista Paolo Martini i perkusista Enrico Polo posiadają bujne czupryny, tak wokalista i gitarzysta Diego Bizzaro wydaje się być typowym Włochem, który równie dobrze mógłby śpiewać włoskie chwytające za serce ballady.
Na Blond Is Love znajdziemy sześć, około-pieciominutowych kompozycji o różnym tempie i stylistyce. Viscera i 1991 najbardziej pasują do stonerowej szufladki. Bogate są w typowe dla tego gatunku zadziorne i ciężkie riffy gitar, rytmiczną melodyjność oraz zwolnienia tempa. Pierwszy utwór emanuje żywiołem. Niestety partia wokalna wydaje się być typowa. Taki śpiew słyszałam pewnie nie raz na innych albumach zespołów tego typu, szczególnie w znakomitym War Pigs „Sabbathów”. Z kolei do 1991 nie mam się czego przyczepić. Energia muzyki płynąca z tego utworu świetnie scala się w jedno z wokalem.
Pozostałe pozycje na albumie Włochów są nieco inne. A Golden Rod For This Virgin jest próbą połączenia stonera z muzyką lat 90. Zaczyna się leniwym, grunge’owym wokalem oraz powolniejszą acz rytmiczną grą gitar, która z czasem przeradza się w instrumentalną nieco psychodeliczną „wariację”. Głosu nie słychać też w kolejnej kompozycji – Weasel In Poultry Pen, swoją drogą – dość nudnej. Tematem przewodnim jest tutaj powtarzająca się melodia wygrana na gitarze, przeplatana przejściami i dobrze słyszalnym biciem w talerze perkusji.
Na uwagę zasługują dwie pozostałe kompozycje – Ghost Station oraz Glicine. W tej pierwszej usłyszymy na początku odgłosy, które, jak sam tytuł podpowiada, pochodzić mogą z mrocznego dworca. To tajemniczy bonus, który ubogaca płytę, a na pewno i piosenkę – powolną, hipnotyczną, z hardrockowym zacięciem na wokalu. Ponad 8-minutowa Glicine wyróżnia się rozbudowaną formą. Piosenka posiada ciekawie rozwijający się wstęp, surowe, intrygujące granie z interesującą partią perkusji w zwolnieniach oraz delikatny śpiew Bizzaro w akompaniamencie z klasyczną gitarą.
Blood Is Love to, mimo kilku niedociągnięć, dobra płyta. Cechuje ją umiejętne przemycenie elementów stonera w rockowym graniu. Szczególnie polecam miłośnikom hardrocka, którzy tęsknią za grunge’owymi latami 90., ale i cenią sobie stoner. Taka mieszanka stylów, przedstawiona w dość łagodnym obliczu, chwyci za serce niejednego z Was.
Ocena:7,5/10
- Kreator, Sepultura i inni – Warszawa (15.02.2017) - 23 lutego 2017
- Crippled Black Phoenix – „Bronze” (2016) - 30 listopada 2016
- Hierophant – „Mass Grave” (2016) - 4 listopada 2016
Tagi: Blood Is Love, Ivy Garden of the Desert, Nasoni Records, recenzja, review, stoner rock.






