Zaklon – „Nikoli…” (2015)

Lubię dostawać niespodzianki. Na przykład wytwórniane paczki typu „wrzuć, czym się chcesz pochwalić”, o zawartości mi nieznanej aż do chwili otwarcia. Albo promki, o których już zdążyłem zapomnieć, że miały przyjść. Zaklonu, co prawda, byłem świadom, oraz mniej więcej kojarzyłem co to za granie. I nie byłem z tego powodu zbyt dobrze doń nastawiony. A tu proszę, miła siurpryza.

Nikoli…” jest czwartym pełniakiem białoruskiego one-man-projectu tworzonego przez faceta o aparycji konserwy i wielce sugestywnej ksywie Temnarod. Dodajcie do tego logos z patyków/czcionką gotycką i jakieś niewiadomoco za symbol. Śmierdziało mi to na milę blackmetalową surowizną. Normalnie bym się tego nie tykał, niemniej dogadałem się z wydawniczym Possession Productions, a to nieładnie olewać promki. Tak więc, nieszczęśliwy wrzuciłem CeDka w napęd, oczekując godzinnej, bo tyle trwa płyta, podróży po piwnicach Norwegii i Białorusi za czasów wczesnych lat ’90-tych.

Piwnica nie nadeszła. Nadszedł za to bardzo klimatyczny wstęp do pierwszego z sześciu utworów, Atruta. Dźwięki ambientowo-leśne, pomieszane z czymś w okolicach szkoły berlińskiej odpowiednio wczuwają w nastrój i tworzą mroczną i chłodną, darkambientową atmosferę. Chwilę później wchodzi gitara, brzmiąca w kanwie gatunku (Darkthrone za czasów największej czerniny) i dobrze wpasowująca się w klimat. Może to dlatego, że początkowo motywy szarpane oscylują o coś w stylu post-black metalu albo nawet post rocka?

I kiedy już liczyłem, że całe Nikoli… składa się z takich dźwięków (o, ja naiwny), wszedł wokal a czar prysł. No, może nie prysł, ale porządnie się zatarł. Wokal, moim skromniutkim zdaniem, jest najsłabszym ogniwem całej płyty. Brzmi złym typem blackowej surowizny, jest jakby wymuszony i, po prostu, słaby. Szczęśliwie nie pojawia się zbyt często. Na pewno częściej pojawia się perkusja, która oczywiście zajeżdża automatem. Co też trochę psuje klimat. Natomiast resztę wypada chwalić. Gitarowanie brzmi dobrze, zimno, surowo ale w pewien sposób ładnie. Nostalgicznie jakoś. Większość riffiarni ma budowę typu atmospheric black metalu, spodziewajcie się więc dłuższych, przeciągłych i dość melodycznych kompozycji. Chociaż tu i ówdzie zdarzają się też partie szybsze, z blastami i całkowicie raw black metalowe, a mowa tu chociażby o tytułowym Nikoli. Dobrze, że te dwa czynniki są na tyle sprawnie wymieszane, że słuchanie płyty nie nudzi. Za to spełnia mój podstawowy wymóg wobec takiej muzyki, czyli w pewien sposób pozwala się wyciszyć, uspokaja i płynie. Swój udział mają w tym także partie zbliżone do tej opisanej w poprzednim akapicie, a także wstawki akustyczne i teksty mówione. Ostatni utwór, Dym, jest w całości powolną, akustyczno-atmosferyczną prawie że balladą z takim właśnie, deklarowanym tekstem. Takie fragmenty podobają mi się najbardziej i najbardziej się wyróżniają. Większość utworów brzmi dość podobnie, nie nużą jednak i słucha się tego miło.

Zbierając moje wymysły do kupy, macie przed sobą recenzję dobrego albumu, który potrafi zadowolić nawet łysego degenerata z fetyszem grindcore’owym. Płyta ma swoje wady, jednak są one do przełknięcia. Jeżeli lubisz dźwięki zimne, smutne, nostalgiczne, na swój sposób ładne i klimatyczne, do tego przerywane momentami bardziej agresywnymi i jadowitymi, Zaklon będzie dobrą propozycją. A jak wyrzucicie na miksie wokal to w ogóle zrobi się miodzio.

Ocena: 8/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .