IAMX – Warszawa (23.03.2018)

W krainie elektronicznej magii

Jeśli lubisz koncerty, podczas których trudno ustać w miejscu, artyści niemal spadają ze sceny miotani szaleńczym tańcem, a publika tańczy doładowana turbobasami, musisz kiedyś wybrać się na występ IAMX. Chris Corner i muzycy towarzyszący mu podczas koncertów zagrali ostatnio 23 marca w warszawskiej Progresji, pozostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie, masę brokatu i apetyt na więcej.

Był to dziewiętnasty koncert w Polsce w czternastoletniej karierze solowego projektu Brytyjczyka. Obecna trasa promuje album Alive In New Light, który ukazał się 2 lutego. Nie dziwi więc, że na piętnaście utworów zaprezentowanych w Progresji aż siedem stanowiły piosenki z nowej płyty. Sprawdziły się one w wersji koncertowej, tradycyjnie zabrzmiały mocniej niż na płycie, a dopełnienia dodały perfekcyjnie dobrane wizualizacje. Nowością były lasery przeszywające mrok sceny niczym miecze świetlne lub pioruny. Efekt był potęgowany przez ustawione na scenie lustra. Po odbijające światło tafle sięgał też co jakiś czas sam Corner, łącząc dwa promienie w jeden.

Koncert rozpoczął się punktualnie o 20.30 i trwał niemal półtorej godziny. Nie zawiodła publika, która stawiła się tłumnie, w dość szerokim przekroju wiekowym. Wielu fanów stojących w pierwszych rzędach trzymało w rękach róże, wiele twarzy zdobił brokat. Śpiew, skoki, oklaski, skandowanie „IAMX” zagrzewały zespół do jeszcze bardziej żywiołowego występu. Nie obyło się bez niespodzianek. Wokalista, który swoją energią mógłby obdzielić kilka zespołów, podczas pierwszego z trzech bisów – kultowego The Alternative – strącił ze sceny konsolę muzyczną. Zespół techniczny szybko podniósł ją i położył na scenie, ale nie udało się jej szybko ustawić, więc Chris Corner przez dwa ostatnie utwory miał trochę utrudnioną pracę, to wstawał, to nachylał się nad instrumentem. Być może ten fakt poskutkował zagraniem w Polsce piętnastu utworów i tylko jednego setu bisów. Na trasie część koncertów miało szesnasto-utworową setlistę.

Moc występu wynagrodziła jednak wszystko. Chris Corner nie szczędził publice miłych słów, tańczył niczym szaman podczas magicznych rytuałów i świetnie radził sobie nawet z wysokimi partiami wokalnymi, których sporo w nowych utworach. Świetna i zawsze w punkt była perkusja pod pałeczkami Jona Sirena, Janine Gezang raz basem, raz klawiszami sprawdzała wytrzymałość głośników, wspierała Cornera także wokalnie; śpiewała i grała na klawiszach także Sammi Doll. Koncert brzmiał bardzo dobrze, po początkowych problemach z mikrofonem, wszystko zostało dobrze dostrojone i ruszyło pełną parą.

Obok nowych utworów zabrzmiały również piosenki z czterech innych płyt artysty – Metanoi (2015), The Unified Field (2013), The Alternative (2006) i Kiss + Swallow (2004). Większość setlisty stanowiły szybkie kawałki, jak No Maker Made Me czy North Star. Całość zwieńczyła jednak ballada – The Power and the Glory. IAMX sięgnął też po utwory Stalker, Body Politics i wspomniane The Power and the Glory, w których na płycie Alive In New Light wspiera go śpiewem tatuażystka Kat von D. Na koncercie jej partie wykonywał sam Corner lub Janine i Sammi. IAMX podsumował występ wpisem na Instagramie: Warszawa pozostawiła mnie oniemiałego. Co za kochający wyjątkowy tłum.

Autorem zdjęć jest Paweł Brześciński.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .