The Dillinger Escape Plan, Shining (Nor) – Warszawa (11.02.2017)

Amerykańskiej formacji The Dillinger Escape Plan chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Muzycy określani są mianem jednego z najważniejszych zespołów math-core’wej odmiany metalu, ale znani są przede wszystkim z charyzmy, szalonych koncertów i nieprzewidywalności na scenie. Niektórzy ośmielają się bez skrupułów twierdzić, że obecnie to najlepszy koncertowy zespół świata (pozdrówka Jacku i Igorze). Osobiście „śmiem” inaczej, ale nie ma to tym razem znaczenia. Trasa koncertowa TDEP, promująca najnowszy album formacji pt. „Dissociation”, objęła nasz piękny kraj w lutym, jednocześnie podkreślając informacje, że prawdopodobnie to ostatnie koncerty grupy przed zawieszeniem działalności. Koncert w  warszawskiej Stodole odbył się 11 lutego br., zaś zaplanowany na dzień później drugi występ w Krakowie niestety nie doszedł do skutku ze względu na pechowy, paskudny wypadek na trasie Warszawa-Kraków (szczegóły). Zespół niestety odwołał resztę europejskiej trasy. Wróćmy jednak do soboty, bo o tym, co się wyprawiało na scenie, warto powiedzieć choć parę zdań. Co za wulkan energii!

A właściwie wulkany… Ponieważ bardzo Cię szanuję, Drogi Czytelniku, będę szczera i wyznam, że na koncert TDEP wybrałam się głównie z powodu supportujących szaleńców z norweskiej formacji Shining. Ekipę Jorgena Munkeby widziałam po raz 3 w życiu i za każdym razem czułam tak samo fascynację, co energię i radość. Koncert rozpoczął się zgodnie z rozpiską ok. 19.00 sztandarowym numerem I won’t forget i z miejsca zrobiło się gorąco. Lekkość, z jaką zespół Shining rozkręca publikę, to jest sztuka. Nie było mowy o pustej obserwacji setu, tu trzeba było natychmiast ruszyć nogą, głową, czymkolwiek! Szczególnie momenty jazzującego Munkeby z saksofonem w numerach The One Inside i świetnym, podkreślonym dziwacznymi klawiszami Fisheye rewelacyjnie oddały specyficzny klimat tej zaserwowanej awangardy, jako zespołu, który przekracza granice klasycznego rozumienia utworu. Kto nie ma pojęcia o czym mówię, polecam posłuchać The Madness and the Damage Done – dokładnie jak w tytule: tak się działo pod sceną, tak się działo w sercu. Szkoda, że koncert był zbyt krótki, bowiem 40 minut dla Shining to jak jedna gałka loda – spróbujesz, ale niedosyt zostaje.

Setlista:

I Won’t Forget
The One Inside
Fisheye
My Dying Drive
The Last Stand
Burn It All
The Madness and the Damage Done

Po dość krótkiej przewie na scenę wkroczyli headlinerzy. Krótko i zwięźle: The Dillinger Escape Plan nie bierze jeńców! Początkowe dwa numery Limerent Death z ostatniego albumu i 12 lat starszy Panasonic Youth wzbudziły we mnie takie uczucia, jak niegdyś wspomniany Shining: „what the fu*k is that!”. Pomielone riffy, mieszane tempo, wrzaski, skoki, piramidy, czasem przeplatane wokalem bardziej przypominającym śpiew, plus oczywiście cudowne reakcje publiki na jakikolwiek gest sympatii wokalisty Grega Puciato, a tych oczywiście nie zabrakło. Puciato zresztą słynie ze swoich nieprzewidywalnych skoków w tłum pod sceną, na szczęście ci doskonale zdają sobie z tego sprawę, więc kiedy niepokorny (hehe) muzyk wspiął się na balkon po prawej stronie, publika grzecznie wyciągnęła ręce, nogi, co kto miał, i złapała frontmana, który nie odmówił sobie przyjemności stage-divingu. Numer miał być powtórzony na bisach, jednak Puciato w porę się zorientował, że kolumny ustawione po prawej stronie nie były zbyt stabilne, przynajmniej takie sprawiały wrażenie. Ech artyści…. Muszę przyznać, że druga część koncertu od Black Bubblegum podobała mi się bardziej. Więcej w tym czułam muzyki w muzyce aniżeli show i cyrkowych popisówek. W pamięć zapadły mi nieco wolniejszy One of Us Is the Killer i  paraboliczny Prancer, którego znów nie mogłam objąć rozumem, gdzie się kończy, gdzie zaczyna, co się w ogóle wyprawia. Trudno mi też wskazać, który z muzyków machiny TDEP był bardziej lub mniej efektowny – wszystko zadziałało tak, jak powinno.

Setlista:

Limerent Death
Panasonic Youth
Symptom of Terminal Illness
When I Lost My Bet
Wanting Not So Much to as To
Sugar Coated Sour
Black Bubblegum
Surrogate
Hero of the Soviet Union
Milk Lizard
Low Feels Blvd
One of Us Is the Killer
Nothing to Forget
Farewell, Mona Lisa
Prancer

Bis:

Mouth of Ghosts
Sunshine the Werewolf
43% Burnt

Podsumowując, para Shining i The Dillinger Escape Plan pozostawiła po koncertach wspaniałe wrażenie setu spełnionego. Takiego, gdzie supportująca formacja jest dobrana idealnie, a headlinerzy doprowadzają do wrzenia wypełnioną po brzegi salę koncertową. Czy zbierałam szczękę z podłogi? Niekoniecznie, ale jestem wdzięczna losowi, że udało mi się zobaczyć dzikusów z TDEP na żywo. Oby szczęście i zdrowie im dopisało!

Do następnego!

Tagi: , , , , , , , , .