Vader, In Twilight’s Embrace, Dagorath – Bydgoszcz (29.12.2017)

Sezon koncertowy przyszło mi w tym roku zakończyć w Bydgoszczy. Tym razem w towarzystwie Vadera, który niemal równo rok po trasie Imperium Poloniae postanowił ponownie odwiedzić Kujawy i Pomorze. Koncert zapowiadał się niezwykle interesująco ze względu na fakt, że zorganizowany w ramach tour „XXV lat Chaosu” przewidywał okazjonalne odegranie obchodzącej ćwierćwiecze debiutanckiej płyty zespołu The Ultimate Incantation. W bydgoskiej Estradzie obok grupy Petera swoje wdzięki zaprezentować mieli też muzycy Dagorath i załoganci bardzo cenionego przeze mnie In Twilight’s Embrace.

Dobrego humoru tego wieczoru nie była w stanie popsuć mi nawet podróż (toczącym się sobie tylko znanym sposobem) PKSem, którego żywot powinien zakończyć się gdzieś w okolicach końca lat 80-tych – cudownym zrządzeniem losu trip tym antykiem przebiegł w miarę sprawnie, moje spóźnienie zamknęło się w dopuszczalnym kwadransie i wbiłem do Estrady wraz z rozpoczęciem pierwszego koncertu.

Bydgoski Dagorath to młoda załoga bm, mająca na koncie imienną EP-kę z 2016 oraz wydany w tym roku nakładem Under the Sign of Garazel album Glare of the Morning Star. Wizualnie bez zarzutu, chłopaki czerpią dzielnie skandynawskie wzorce, obecność corpsepaintu, łańcuchów i dziesięciocalowych gwoździ nie mogła więc dziwić. Przeszkadzały za to niemiłosiernie reflektory, które raziły zgromadzonych pod sceną rewią kolorów (ładnie wyglądałoby to może na szkolnej potańcówce, tu natomiast sprawiało totalnie chujowe wrażenie). Muzycznie znacznie lepiej, choć jeśli miałbym zasugerować kapeli dalszą drogę, to odstawiłbym na ich miejscu standardową black metalową siekanę i postawił na te wolniejsze, toczące się jak wóz z zadżumionymi trupami, posępne kawałki. O ile bowiem „agresywniejsza” połowa setu upłynęła mi pod znakiem „meh, nic szczególnego”, tak przy takim Przemienieniu (choć skojarzenia z Cultes des Ghoules były jednoznaczne) wyraźnie dało się odczuć swąd diabelskiej spalenizny, opary wiedźmowego kotła i grobową stęchliznę (czyt. bardzo się podobało). Na pewno warto posiedzieć z tą muzyką nieco dłużej, potencjał ma ten band bowiem spory.

 

Drugi koncert wieczoru należał do zespołu In Twilight’s Embrace, który od kilku miesięcy promuje swoją ostatnią płytę Vanitas. Grupę widziałem dwa tygodnie temu podczas warszawskiego Merry Christless, lecz ramy czasowe imprezy siłą rzeczy nie pozwoliły zbytnio nacieszyć się występem Poznaniaków. Byłem przekonany, że bydgoski set zagospodaruje wyłącznie nowy materiał, z niemały zdziwieniem odsłuchałem jednak także powrotu do The Grim Muse i Trembling. Przy okazji chciałbym ponownie pozdrowić operatora świateł, który nie omieszkał spieprzyć również tej części gigu swoimi wizualnymi wariacjami – rytualny klimat, który w zamierzeniu miał zostać wywołany charakterystycznymi dla występów ITE świecami, zadymioną sceną i oszczędnym zachowaniem muzyków, przez wspomnianą oprawę świetlną stracił dość mocno na wyrazistości. Na szczęście sam zespół odegrał swój set wzorowo (Cyprian Łakomy charyzmą sceniczną mógłby swobodnie obdarować z tuzin wokalistów) i ten aspekt performance’u należy ocenić na 5 z plusem. Moją niewypowiedzianą radość wzbudza fakt, że na kolejny występ bandu nie przyjdzie mi czekać zbyt długo (w lutym zespół wraz z Blaze of Perdition i Dom Zły rusza w trasę Feed the Fire, Fan the Flame).

 

Wejście gwiazdy wieczoru poprzedziło zauważalne zagęszczenie tłumu pod sceną. Pozornie zdawać by się mogło, że jubileuszowy charakter koncertu przyciągnie do Estrady przede wszystkim weteranów, w praktyce jednak publika Vadera w przeważającej części złożona była z ludzi, którzy w czasie premiery The Ultimate Incantation mogli co najwyżej sadzić w pieluchy (lub cierpliwie oczekiwać na prokreacyjne plany swoich rodzicieli). Z jednej strony zjawisko to powinno zespół cieszyć, w końcu poszerzanie się grupy odbiorców o ludzi młodych jest jak najbardziej pozytywne, z drugiej strony dowodzi, że stara gwardia stanowiąca publikę Vadera w latach 90-tych dość mocno się wykruszyła. Co prawda Peter pozdrawiał ze sceny „znajome twarze”, dało się też zauważyć ludzi, którzy przybyli na koncert kierowani sentymentem, ta grupa (przynajmniej w Bydgoszczy) zdawała się być jednak w zdecydowanej mniejszości. Sam koncert wypadł bardzo dobrze – numery z debiutanckiej płyty zespołu utrzymały właściwą siłę rażenia, przy takich Dark Age, Vicious Circle, The Crucified Ones, The Final Massacre, Testimony czy Decapitated Saints ręce same składały się do oklasków. Doskonałe nastroje i uśmiechy na twarzach, gromki aplauz, energia i świetna atmosfera (pomimo dość oszczędnej oprawy) sprawiły, że był to jeden z lepszych koncertów zespołu jaki widziałem od dłuższego czasu. Bis zagospodarowały 2 covery (imienna kompozycja Black Sabbath i Hell Awaits Slayera) stanowiące godne zakończenie tego zacnego wieczoru. Cieszy ogromnie dobra forma Vadera, który po latach perturbacji personalnych zdaje się dziś mknąć po właściwych torach, z gracją sprawnie funkcjonującej maszyny.

 

Z zadowoleniem muszę przyznać, że bardzo ładnie zamknął się dla mnie ten sezon koncertowy. Życzyłbym sobie, by 2018 był w tym aspekcie co najmniej tak dobry jak mijające 12 miesięcy.

Zdjęcia: Goldmoon (http://www.goldmoon.pl).

Synu

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich możliwych szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Tagi: , , , , , , , , .