Choć w zdecydowanej większości polskich miast, koncerty organizuje się głównie w weekendy, niniejsza zasada nie do końca dotyczy bezpośrednio samej Warszawy, gdyż to właśnie w stolicy naszego kraju można od czasu do czasu obejrzeć występ zaplanowany na jeden z pierwszych dni tygodnia.
Wspominam o tym, gdyż w miniony wtorek, a dokładniej 9 czerwca, do Stodoły zawitał legendarny Tom Morello — niegdyś filar brzmienia takich grup jak chociażby Rage Against the Machine tudzież Audioslave, a dzisiaj przede wszystkim artysta solowy, jeżdżący po świecie z przekrojowym setem kompozycji każdego ze współtworzonych przed laty zespołów. A także, rzecz jasna, utworami skomponowanymi na własne, w pełni autorskie wydawnictwa. Gwoli redaktorskiego obowiązku napomknę jeszcze, iż przyjazd muzyka zorganizowała agencja Live Nation Polska.
Ubrany w czerwoną chustkę, firmową czapkę i okulary typu awiator gitarzysta wtargnął na scenę stołecznego klubu punktualnie o 21:00. Wraz z nim przy swoich stanowiskach ustawiło się trzech sidemanów, a także Roman, czyli piętnastoletni syn Amerykanina. Wszystko zaczęło się od Soldier in the Army of Love, napisanego zresztą wspólnie przez obu panów.
Wybitnie radiowy, nośny numer zagrano z adekwatnym mu anturażem. Mający aktualnie 62 lata Tom wciąż robi za istny wulkan energii, wymachując gitarami, bujając się i podskakując do rytmu. Roman zaskoczył natomiast gęstymi solówkami, wyraźnie zaznaczając, że najprawdopodobniej już teraz przerósł ojca pod względem umiejętności technicznych. Bodaj najbardziej szokujące było jednak porywające wykonanie For The Love of God Steve’a Vaia. Tom opuścił wówczas scenę, by skupić uwagę na wymiatającym kolejne arpeggia potomku. Jestem przekonany, iż co najmniej część fanów zgromadzonych w Stodole przeżywała wtedy swoisty opad szczęki.
Bogactwo coverów
Generalnie niespełna półtoragodzinny set szczelnie wypełnił zestaw niespodzianek: szybko usłyszeliśmy miszmasz najbardziej rozpoznawalnych riffów Rage Against the Machine, nie zabrakło także innych coverów i krótkich przemów. Nie był to jednak wieczór pozbawiony gorszych momentów. Za bodaj największą bolączkę uchodziły utwory z solowego repertuaru pana Morello — nie da się ukryć, iż wyraźnie odstają one poziomem od rzeczy stworzonych w towarzystwie Tima oraz Brada, tj. sekcji rytmicznej zarówno RATM, jak i Audioslave.
Obecnemu w Warszawie gitarzyście kiepsko wychodzi też rapowanie: prawdę mówiąc, jego flow jest po prostu kwadratowe, a na dodatek barwa głosu Toma raczej nie oferuje niczego, co mogłoby zostać w pamięci na dłużej. Aczkolwiek jedno muszę mu oddać: jego wokal nienajgorzej radzi sobie z upiększaniem podanej akustycznie americany (Keep Going, House Gone Up In Flames).
Całe szczęście, że obowiązki wokalne przejmował jeden z sidemanów. To właśnie głos dodatkowego gitarzysty spowodował, że zadedykowane nieodżałowanemu Chrisowi Cornellowi Like a Stone wybrzmiało zarówno mocno, jak i wzniośle.
Później poleciało jeszcze kilka “cudzesów”: coś z katalogu Bruce’a Springsteena (The Ghost of Tom Joad), Johna Lennona (Power to the People), a nawet KISS (Rock and Roll All Nite), niemniej po latach najmilej i tak wspominał będę przede wszystkim świetne wykonanie Killing in the Name w całości, z mikrofonem wycelowanym w publiczność. Z podestu nikt bowiem nie śmiał udawać Zacha de la Rochy (i bardzo dobrze!), zaś ostatecznie okazało się, iż Polacy bardzo dobrze znają słowa bodaj najbardziej kultowego utworu Rage Against the Machine. Żeby było zabawniej, Morello zapowiedział kompozycję, żartując, iż za chwilę usłyszymy starą polską piosenkę ludową. Cóż, Killing… wypadło naprawdę potężnie, co ponownie potwierdza rewelacyjny potencjał nagłośnieniowy Stodoły.
Czy koncert Toma Morello spełnił oczekiwania?
Pora na krótkie podsumowanie. Suma summarum bawiłem się nieźle, aczkolwiek był to raczej wieczór do zapomnienia. Dlaczego? Otóż przeskoki między klimatami (naprzemiennie rockowe szlagiery, americana, covery innych artystów) nie pozwalały odpowiednio wczuć się w całe przedsięwzięcie. Zalążki emocji jakby mimowolnie uciekały z mojej głowy wraz z każdą zmianą muzycznej stylistyki. To nie wszystko, był jeszcze jeden duży minus — chodzi o wysoką cenę biletów. Gdybym musiał zapłacić za wejściówkę tak wysoką kwotę, czułbym się pewnie trochę rozczarowany, gdyż chcąc nie chcąc, Morello w wydaniu na żywo nie wypada aktualnie lepiej niż solidny, acz pozbawiony większej głębi cover band.
Setlista Tom Morello – Warszawa 2026
- Soldier in the Army of Love
- Adjourn It
- Testify / Take the Power Back / Freedom / Snakecharmer / Ghetto Blaster (instrumentalnie)
- Vigilante Nocturno
- Hold the Line
- Everything Burns
- One Man Revolution (cover Tom Morello: The Nightwatchman)
- For the Love of God (cover Steve Vai)
- Keep Going (akustycznie)
- House Gone Up in Flames (akustycznie)
- Bombtrack / Know Your Enemy / Bulls on Parade / Guerilla Radio / Sleep Now in the Fire / Bullet in the Head / Cochise (instrumental)
- Like a Stone (cover Audioslave)
- Mr. Crowley (cover Ozzy Osbourne)
- Secretariat
- The Ghost of Tom Joad (cover Bruce Springsteen)
- Killing in the Name (cover Rage Against the Machine)
- Power to the People (cover John Lennon)
- Rock and Roll All Nite (cover KISS)

- Klubowy koncert CAVALERA jeszcze w czerwcu w Warszawie - 13 czerwca 2026
- A Perfect Circle, Jehnny Beth — relacja z koncertu, Warszawa (10.06.2026) - 13 czerwca 2026
- Tom Morello – relacja z koncertu, Warszawa (09.06.2026) - 11 czerwca 2026






