Black Plague: Chapter III – Katowice (08.08.2020)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Z pojawiających się tu i ówdzie materiałów promujących trzeci rozdział Black Plague oraz wpisów organizatora w mediach społecznościowych wyczytać można było wyłącznie jedno – ta odsłona pokoronawirusowej serii koncertów dla metalowych fanatyków będzie najmocniejszym ciosem spośród czterech wyprowadzanych przez Black Silesia Productions. Trudno dziwić się takiej narracji, połączenie klasyków polskiej ekstremy w postaci zespołów Voidhanger i Anima Damnata z nieco mniej doświadczonymi, ale również pełnymi entuzjazmu Old Skull, Impure Declaration oraz Martwą Aurę, raczej nie miało prawa być słabe. A jeśli dodać do tego odbywającą się na dziedzińcu P23 kolejną odsłonę elektronicznej Drum’a’turgii08 sierpnia okazał się naprawdę ciekawym wieczorem.

Przy okazji poruszyłem temat największej zmiany dotyczącej trzeciej odsłony Czarnej Plagi. Za sprawą skarg z pleneru P23 koncert przeniósł się do wnętrza klubu, zaś jego miejsce zajęła wspomniana impreza techno, w której uczestnictwo metalowej braci było uzależnione wyłącznie od jej chęci – w drugą stronę już nie było tak różowo. Oczywistą konsekwencją zmiany otwartej przestrzeni na klubową salę była zmiana w nagłośnieniu koncertów – wcześniej było ono klarowniejsze i jak dla mnie po prostu wypadało lepiej. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – tym razem występujące kapele zabrzmiały znacznie masywniej i potężniej.

Na pierwszy ogień poszedł death metalowy Old Skull. Właściwie na nazwie zespołu mógłbym skończyć, gdyż doskonale oddaje ona to, co działo się na scenie. Pół godziny z death metalem budzącym skojarzenia z dokonaniami Bolt Thrower, zagranym solidnie, choć jak dla mnie niestety bez szczególnego błysku.

Było w porządku, ale przypuszczam, że tylko kilka dni dzieli mnie od tego, żebym na temat tego występu nie mógł powiedzieć kompletnie nic. Podobnie niestety wyglądają moje odczucia w kwestii występu death/doomowego Impure Declaration, którego występ może i był ciekawszy niż sesja z ich scenicznymi poprzednikami (to za sprawą mięsistych doomowych zwolnień), jednak jeśli ocenić go jako całokształt, to również i tutaj zabrakło mi jakiejś iskierki, dzięki której mógłbym określić koncert Poznaniaków jako godny polecenia. Szczerze mam nadzieję, że na nadchodzącej trasie u boku Deus Mortem wypadną po prostu lepiej.

W tym momencie poszedłem sprawdzić elektroniczną „imprezę towarzyszącą”, przez co dość solidnie spóźniłem się na drugie tego wieczoru starcie Grzegorza z Old Skull z katowicką publiką. Występ black metalowej Martwej Aury spodobał mi się zdecydowanie bardziej niż dwa wcześniejsze rozgrzewacze – o tyle bardziej, że nawet odrobinę pożałowałem mojego spóźnienia.

Jadowity blecior hołdujący skandynawskim klasykom w wykonaniu pięcioosobowej załogi z Poznania na żywo zdawał się brzmieć przynajmniej o klasę lepiej niż jego i tak solidne studyjne wersje. Przypuszczam, że z Martwą Aurą w przyszłości jeszcze się zobaczę – w końcu nowy album w drodze, więc może uda mi się zawitać na jakimś przystanku promującej go trasy? O ile oczywiście takowa będzie.

Niewiele wieści dobiega za to z obozu wrocławskiej Animy Damnaty, co biorąc pod uwagę ogólnie niewielką aktywność zespołu nie powinno raczej nikogo dziwić. Pojawienie się Duszy Potępionej na Black Plague było więc dla mnie ogromną niespodzianką, i to z kategorii tych mega pozytywnych. Myślę, że po tym występie nikt nie mógł czuć niedosytu. Tym razem nie zamierzam rzucać wytartymi frazesami o „nie braniu jeńców” i „zostawianiu zgliszczy”, a to dlatego, że zupełnie nie oddają one tego, co podczas nielicznych sesji „na żywo” z wrocławiakami się dzieje. To wszystko trzeba zobaczyć, tego wszystkkiego trzeba doświadczyć:

od znajdującego się w fenomenalnej dyspozycji (o czym zresztą wiadomo było od poprzedniej edycji imprezy) frontmana kapeli wypluwającego z siebie kolejne coraz bardziej obrzydliwe bluźnierstwa, aż po tradycyjnie przebranego za pokraka pałkera zespołu spuszczającego swojemu arsenałowi naprawdę sromotne wciry. I co z tego, że często potrafi się to zamienić w jedną wielką kakofoniczną ścianę dźwięku? Na koncerty Animy chodzi się po to, aby mieć jak najbardziej skopany zadek – i z tego obowiązku zespół za każdym razem wywiązuje się po mistrzowsku.

Zapewne nikomu nie trzeba szczególnie przedstawiać Warcrimera i jego Voidhanger. Następca Infernal War (bo myślę, że mogę ich tak nazwać, chociażby biorąc pod uwagę skład kapeli) nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu – czy to w studio, czy na scenie. Nie inaczej było w sobotni wieczór. Zespół zaprezentował setlistę złożoną w zasadzie głównie z największych petard z przekroju swojej dziesięcioletniej kariery. Nie zabrakło więc Dark Days of the Soul, Naprzód Donikąd!, zagranych

dwukrotnie Dni Szarańczy, starszych klasyków w postaci Wrathprayer i Working Class Misantrophy, czy nawet wydanego na EPce The Antagonist coveru Sacrifice oryginalnie autorstwa Bathory. Zgodnie z przewidywaniami było więc bardzo dobrze i brutalnie, zespół zarażał swoją energią – po prostu był czad. Naprawdę godne zwieńczenie wieczoru, choć przecież na podwórzu nadal trwała druga impreza. A może nawet powinienem powiedzieć: rozkręcała się. No cóż, to już materiał na inną opowieść.

Trzeci rozdział Black Plague rzeczywiście okazał się najcięższą z dotychczasowych odsłon tej rewelacyjnej inicjatywy. Czy najlepszą? To już kwestia indywidualna, jak dla mnie – z całym szacunkiem do dwóch głównych gwiazd sobotniego wieczoru – niewiele przedstawicieli polskiej ekstremy jest w stanie rywalizować poziomem z Deus Mortem, dlatego też uważam poprzedni rozdział za bardziej udany. Wszystkie trzy trzymały jednak wysoki standard, dlatego gorąco namawiam do wzięcia udziału w ostatnim z nich. Biorąc pod uwagę aktualną sytuację epidemiologiczną w naszym kraju, trudno powiedzieć, czy nadchodzący ostatni etap Black Plague nie będzie jedną z ostatnich okazji do koncertowania w tym roku. Dotychczasowe doświadczenia z tą serią koncertów pozwalają sądzić, że w przyszły piątek ponownie nikt nie opuści P23 niezadowolony.


Zdjęcia autorstwa Aggressive Photography. Po więcej zapraszamy do naszej galerii.

Łukasz W.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .