Przekładany z powodu pandemii koronawirusa wrocławski występ legendarnej formacji The Sisters of Mercy odbył się (w końcu!) 14 maja 2022 roku w klubie A2. Wydarzenie przybrało nieco zmienioną formę, ponieważ Brytyjczycy zaprezentowali się bez supportu, co samo w sobie nie stanowiło dla mnie problemu (Machine Head pokazali kiedyś, że się da). Przed „sądnym dniem” słyszałem wiele opinii o obecnej formie Siostrzyczek Miłosierdzia i niestety żadna z nich nie była pochlebna, stąd też do klubu szedłem lekko zaniepokojony, ale też chętny sprawdzić, jak w rzeczywistości Siostrzyczki prezentują się na żywo. Na szczęście nie było aż tak źle, choć i tak opuszczałem Wrocław rozczarowany.
Dlaczego? Powodów jest kilka. Po pierwsze – bardzo zawiodła mnie setlista ułożona na sobotni wieczór. Połowę utworów stanowiły numery, skomponowane na potrzeby występów na żywo, już po wydaniu Vision Thing. Sam fakt prezentacji tego materiału nieszczególnie mnie boli, bo nie dość, że dla mnie to coś nowego (w A2 usłyszałem je po raz pierwszy), to jeszcze doszedłem do wniosku, iż gdyby Andrew Eldritch chciał, to mógłby w studio ułożyć z nich godnego następcę wydanego w 1990 roku ostatniego albumu Siostrzyczek. Boli mnie za to potraktowanie nieco po macoszemu studyjnych wydawnictw zespołu. Reprezentacja tamtego okresu działalności Eldritcha i jego kompanów okazała się po prostu biedna, zabrakło wielu hitów. Gdzie się podziało Dominion/Mother Russia? First and Last and Always? Walk Away? Flood II? Black Planet? Mało tego, petardy takie jak This Corrosion i Temple of Love zostały zagrane w krótkich, bardzo okrojonych wersjach. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zespół nie mógł zagrać absolutnie wszystkiego, czego bym chciał, ale jednak…
Setlista:
Don’t Drive on Ice
Ribbons
There’s a Door
I Will Call You
Alice
But Genevieve
Marian
Instrumental 86
Giving Ground
More
Show Me
Eyes of Caligula
Black Sail
I was Wrong
When I’m on Fire
Here
Never Land (fragment)
Lucretia My Reflection
Temple of Love
This Corrosion
Tutaj dochodzimy do drugiej rozczarowującej kwestii: czasu trwania całego występu. Jak wspomniałem na początku, Machine Head również potrafili dawać koncerty bez supportów, a ich około trzygodzinne występy dawały poczucie satysfakcji. Siostrzyczki zagrały jedynie 80 minut, przy czym skład dwukrotnie wychodził „bisować”. Grupa rozpoczęła „show” o 19:20 a zakończyła o 20:40, a zatem bardzo wcześnie, czasu na zagranie większej liczby kawałków i nieskracanie dwóch ostatnich utworów było aż nadto. Sądząc po zasłyszanych po koncercie opiniach części publiczności, nie tylko ja nastawiałem się na o wiele dłuższy wieczór z muzyką Brytyjczyków. Niestety opuszczałem A2 z wrażeniem, że koncert odwalono na pół gwizdka, i z poczuciem sporego niedosytu…
No i jeszcze mózg i motor napędowy tej legendarnej formacji. Bądźmy szczerzy – Andrew Eldritch to obok niepublikowanych nigdzie utworów Siostrzyczek jedyny aspekt, który może skłonić do wybrania się na ich koncert. Niestety frontman zespołu na obecnej trasie znajduje się w kiepskiej kondycji wokalnej, choć zaznaczę, że i tak jest w tej kwestii lepiej niż można wyczytać w sieci. Niestety jego ciche pomruki często ginęły za instrumentami, a bardziej energiczne partie często wypadały po prostu źle. Brakowało mi też większej interakcji z publicznością, Eldritch ograniczył się jedynie do kilku podziękowań oraz zachęcenia publiki do wspólnego śpiewania.
Żeby jednak nie ograniczyć się wyłącznie do narzekań, należy powiedzieć wprost, że muzyka Sisters of Mercy, mimo upływu lat, nadal się broni. Wprawdzie momentami odnosiłem wrażenie wspomagania playbackiem, nie zmienia to jednak faktu, że całkiem dobrze się tego słuchało, a „nowe” numery, takie jak But Genevieve czy I Will Call You, były bardzo miłym zaskoczeniem. Nieźle wypadła też minimalistyczna oprawa występu, którą stanowiły załamujące światło reflektorów lustrzane panele. Momentami naprawdę ciekawie to wyglądało.
Całościowo nie było więc katastrofy, jednak mogę ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że był to pierwszy i ostatni koncert The Sisters of Mercy, na jaki się wybrałem. Przykro mi to mówić, ale lepszą opcją jest sięgnięcie po płyty wydane przez zespół i zorganizowanie sobie własnego koncertu w domowym zaciszu. A już na pewno nie ma sensu przemierzanie Polski w celu zobaczenia obecnego wydania Siostrzyczek.
- Morpholith, Moonstone, Triangle Choice – Katowice (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- HellFuck – „9 Nails Hammered Into the Flesh of God” (2026) - 9 kwietnia 2026
- Pothamus – „Abur” (2025) - 31 marca 2026
Tagi: A2 - Centrum Koncertowe, Noise Annoys Booking Agency, relacja, report, The Sisters Of Mercy, wrockfest.pl, wrocław.







