Nie było mi wcześniej dane zetknąć się z krośnieńskim Dargorem, ale też widzę, że wielu okazji ku temu raczej nie przegapiłem – przed zeszłoroczną premierą albumu Ascend to Infinity grupa wydała dwie epki, nie ma w składzie muzyków z innych zespołów, których poczynania bym śledził, rezydujemy w zupełnie przeciwnych krańcach kraju. Ot, nie było nam po drodze. Tymczasem zespół na swoim pierwszym długograju zaprezentował naprawdę solidną muzykę, może jeszcze nie przekonującą mnie na 100%, ale na pewno nikt tu nie ma powodów do wstydu.
Dargor para się bardzo melodyjnym black metalem, okraszonym sporą ilością klawiszy, które – co rzadkie – nie przydają mu śmieszności, a rzeczywiście się przydają, w wielu momentach pełniąc zresztą rolę wiodącą, prowadząc słuchacza przez kolejne meandry albumu. Ale też black metal black metalowi nie równy. Dargorowi bliżej do tych bardziej przystępniejszych rejonów tejże szufladki. Na Ascend to Infinity nie znajdziecie ekstremy – żadnego gonienia w nieludzkich tempach, żadnej przesadnej plugawości czy też dzikości. Ot, jest to porządnie zrobiony metal osadzony raczej w klasycznych zimnych klimatach, czerpiący też ze współczesnej sceny – jeśli bardzo chcecie, znajdziecie tutaj jakieś podobieństwa choćby do Mgły (np. w Waste What Was Given czy Afterlife), z poszanowaniem proporcji oczywiście, bo liga nie ta. Jest to jednakże album na tyle dobry, że nie będziecie zgrzytali zębami przy jego lekturze a, jak sądzę, wielu z was doceni także bardzo melodyjny charakter tej muzyki.
No i właśnie, skupmy się przez moment na tym aspekcie, bo to Dargorowi trzeba oddać – gdzie się tylko da, gitary i klawisze robią swoją robotę. Z jednej strony odbiera to muzyce trochę brutalności, z drugiej jednak, ta potrzeba plecenia melodii posunięta jest tak daleko, że Ascend to Infinity brzmi jak black metal przeciśnięty przez praskę Children of Bodom. I nie jest to bynajmniej zarzut, wręcz przeciwnie – kwintet odważnie stawia na stworzenie własnego stylu, którym w naszym kraju para się niewielu. W ten sposób dodają trochę przyjemnej temperatury do zimnej skądinąd muzyki.
I jest to faktycznie element, który może Dargor wynieść na wysoki poziom, jeśli dodać mu trochę więcej odwagi. Bo choć te wszystkie chwytliwe pasaże na klawiszach i w gitarach dodają tej muzyce bardzo wyczuwalnego, tryumfalnego charakteru, to nie idzie za nimi odwaga kompozycyjna. Zespół trzyma się bezpiecznych, temp i w niewielu momentach wychodzi poza utarte ścieżki. Choć – przyznaję – przytrafiają się i takie fragmenty, niech wspomnę choćby Morals Redifined, chyba najfajniejszy moim zdaniem utwór na albumie, mocno nawiązujący do klasycznego heavy metalu. Niewykorzystany potencjał tkwi także w podwójnych wokalach – na Ascend to Infinity panowie po prostu wymieniają się miejscami, nie wykorzystując możliwości posiadania w swoich szrankach dwóch wokalistów o zupełnie odmiennych stylach.
A jednak Ascend to Infinity pozostawia po sobie bardzo przyjemne wrażenie. Jest to black metal raczej dla tych spod znaku płaszcza i szpady, niż tych spod znaku odwróconego krzyża i rozkopanego grobu, ale wszystko się w nim zgadza. Może i coś powinno dłużej poleżeć w piekarniku i troszeczkę się dopiec, ale nie ma zagrożenia niestrawnością czy zatruciem. Dargor trafia tym samym na moją listę kapel, które zamierzam śledzić, bo są bliskie popełnienia materiału, który może nie zmieni świata, ale do którego będę z chęcią wracał. Ba, kto wie, czy pomimo niewykorzystanego potencjału nie będę co jakiś czas zaglądał także do Ascend to Infinity, choćby po to, żeby przypomnieć sobie te obłędne melodie z Inner Distant Universes czy Afterlife. Czemu nie.
7/10
Dargor na Facebooku – tutaj
Sprawdź też: Three Eyes of the Void, Bohemyst, Kampfar, Ashes, Piołun
- Corruption – „Tequila Songs & Desert Winds” (2025) - 15 listopada 2025
- Leash Eye – „Destination:125” (2025) - 15 maja 2025
- Servitude – „The Origin” (2024) - 18 maja 2024






