Nightrun87 – „Punch Pop” (2021)

William Malcolm, w niektórych muzycznych kręgach, szczególnie na północy naszego kraju, wyrobił sobie całkiem fajną markę jako Nightrun87. Zasłużenie, pozwolę sobie dodać. Na naszej scenie synthwave, która w ostatnich latach bardzo przyjemnie się rozrosła, wydaje się być cenionym zawodnikiem. Jest to też jednocześnie artysta, który lubi budować mosty, lubi na przykład łączyć nimi sceny elektroniczną i rockową – możecie go pamiętać z tras i współpracy z Octopussy czy Diuną. Otwartość na różne wpływy i inspiracje wydaje się być iskrą zapalną dla Punch Pop, albumu z remiksami, tudzież reinterpretacjami wybranych numerów z już dość sporej dyskografii artysty.

Punch Pop to muzyczny ekumenizm – poza tym, że bazą dla wszystkich wykonań były numery Nightrun87, nie ma tu żadnej myśli przewodniej, która miałaby łączyć ze sobą kolejne interpretacje. I powiedzmy sobie szczerze, to jest właśnie najlepsze. Ten zbiór prac pozwala jak w klaserze zebrać i podziwiać różne sposoby myślenia, różne estetyki, różne twórcze podejścia. Dzięki temu efekt końcowy to pełne spektrum barw. Ten wspomniany muzyczny ekumenizm sięga w wiele zakamarków. Rozpoczyna się od rewirów zarezerwowanych dla Kombi z czasów, kiedy Kombi miało sens i artystyczną rację bytu (choć z dzisiejszej perspektywy wydaje się to dziwne, były takie czasy), a korzysta z tego Michał Miegoń, który do How Many Times (nagranego w towarzystwie Aleksandry Kobieli) wcisnął taką partię basu, że Waldemar Tkaczyk w najlepszej formie by się nie powstydził. Drugi koniec tego stylistycznego spektrum sięga w smutne rejony z okolic późnego Woods of Ypres, a może po Katatonię czy bardziej depeszowe fragmenty Paradise Lost, tutaj zarezerwowane dla świetnych ROSK, którzy rozłożyli i złożyli na nowo utwór It’s Not My Party. Po drodze od jednego punktu do drugiego mogło zdarzyć się absolutnie wszystko i wszystko się zdarzyło. Diuna udowodniła, że Nightrun87 może mieć nawet sens w hałaśliwo-psychodelicznej odmianie opatrzonej wokalami budzącymi skojarzenia z Keithem Caputo. Nie było żadnych przeszkód, by zmysłowa wersja I Like You w wykonaniu Hani Woźniak i Piotra Gierszewskiego nie przeszła w artyficjalny Skybolt w wersji Bocumy. Zombie Commando przejął z kolei I Am My Enemy jak swoje i utoczył z niego absolutnego elektronicznego bangera.

Punch Pop to naprawdę przyjemny zestaw ciekawych muzycznych nowel na zadany temat. Jest to oczywiście pełen eklektyzm, a to zawsze ryzyko. Jednakże osiągnięcie pewnego poziomu wykonawczego oraz rozwinięcie wyobraźni muzycznej pozwala na spokojne bawienie się muzyką. Nightrun87 nie ryzykował zatem wiele – materiał wyjściowy był bardzo dobry, a zaproszeni do współpracy artyści gwarantowali końcową jakość i różnorodność. Efekt jest więcej niż przyjemny. Ten zestaw, uzupełniony zresztą adekwatną szatą graficzną, ekscytuje mnie i bawi. Odpalając kolejne numery rzeczywiście ciekawię się, jak do zadania podeszli kolejni wykonawcy, którymi drogami poprowadzi ich interpretacja, czy dadzą radę przepisać materiał Nightrun87 na siebie, czy może utwór przeciągnie ich na stronę Williama. Oczywiście jedni operują bliżej pierwotnej stylistyki (co nie oznacza, że bliżej oryginału, a mam tu na myśli przede wszystkim Toma Glassa i Favorit89), inni dalej (Diuna, ROSK), co za tym idzie ich wersje będą również bardziej odległe. Nie zmienia to jednak faktu, że mam wrażenie, że nikt nie odrabiał zadania na kolanie i wszyscy podeszli do sprawy z należytym poświęceniem. Rezultat jest frapujący i przyjemny dla słuchacza, ale pewnie także dla samych zaproszonych gości i gospodarza imprezy. W różnorodności siła.

Ocena: 9/10

Nightrun87 na Facebooku

nmtr
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , .