Osiem lat minęło między debiutancką EPką a pełnowymiarowym debiutem pochodzącego z Bydgoszczy zespołu Alhena. Zespół w tym czasie przeszedł kilka zmian kadrowych, jednak gdy w końcu jego skład się ustabilizował, światło dzienne ujrzała opisywana przeze mnie płyta Breaking the silence… by scream. Krążek na pewno oryginalny i różnorodny, a jakby tego było mało to całkiem dobrze wykonany. W teorii mamy więc przepis na sukces. W praktyce zaś stwierdzenie, że debiut bydgoskiej formacji skradł mi serce byłoby po prostu nadużyciem.
Na ponad godzinę (tak, Breaking the silence… by scream jest jak na współczesne standardy bardzo długi) materiału składa się naprawdę wiele bajerów. Elektroniczne wstawki, popisy klawiszowca, fantastyczne solówki (Breath, Trial, Better), gdzieniegdzie zespół gra bardziej rockowo, kiedy indziej zaś bardziej progresywnie, nie zabraknie również utworów balladowych (niestety nie wypadają zbyt dobrze)… dzieje się tu naprawdę mnóstwo, i aby w pełni to docenić trzeba zagłębić się w ten album, najlepiej kilkakrotnie. Do całości pasuje wokal Marty Bejmy, który jednak jest dla mnie najsłabszym punktem całości – już pomijając mylący tytuł (rzeczonego krzyku jest tu niewiele, przeważająca większość ścieżek wokalnych to melodyjny śpiew, wyjątkiem jest jedynie growl zaproszonego do studio Damiana Bednarskiego w Enough), kilkukrotnie wokalistce Alheny zdarzają się wpadki z dykcją (przysłuchajcie się szczególnie literze S w takim Like a Doll, przy okazji jest to najlepszy numer na krążku). Być może to wina produkcji, mam w sumie taką nadzieję, gdyż trzeba Bejmie oddać, że barwę głosu ma całkiem ładną i posługiwać się nim również potrafi. Nic właściwie nie można za to zarzucić poszczególnym instrumentalistom – Breaking the silence… by scream jest bardzo ładnie zagrany, a wsłuchiwanie się w grę czterech męskich towarzyszy wokalistki często sprawia niekłamaną przyjemność, ze szczególnym uwzględnieniem znakomitej pracy perkusji.
Jest jednak w tym krążku coś, co sprawia, że najprawdopodobniej niestety do niego nie wrócę. Trudno jest mi zdefiniować gdzie dokładnie tkwi problem. Być może dzieje się tu po prostu zbyt wiele, zespół często miesza stylami, przez co całość momentami wydaje się niespójna. Możliwe, że jest to kwestia jego długości – godzina z hakiem to naprawdę dużo, a utworów takich jak na przykład Lost czy Golden Lie nie tyle można – co wręcz należałoby się pozbyć, aby debiut Alheny stał się bardziej przyswajalny? Gdzieś tkwi problem, który sprawiał, że im dalej w las, tym bardziej ten album mnie po prostu męczył.
Szkoda, bo potencjał jest tu naprawdę spory. Poszczególnych utworów na ogół słucha się dobrze i nawet jeśli nie są wybitne, to w większości trzymają dobry poziom. Krążek odrobinę jednak zawodzi jako całość i najzwyczajniej w świecie męczy, biorąc pod uwagę fakt, ile czasu należy poświęcić na wyciągnięcie maksimum z tych utworów.
Ocena: 6.5/10
Alhena na Facebooku
- Morpholith, Moonstone, Triangle Choice – Katowice (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- HellFuck – „9 Nails Hammered Into the Flesh of God” (2026) - 9 kwietnia 2026
- Pothamus – „Abur” (2025) - 31 marca 2026
Tagi: 2019, Alhena, Around Music, art rock, Breaking the silence… …by Scream, progressive rock, recenzja, review.







