W przypadku chilijskiej formacji Apostasy mamy do czynienia z rzadkim przypadkiem grupy, która tworząc metal w pionierskich czasach dla ekstremum, powróciła w zmienionym składzie po dziesięcioleciach, by nawiązać do retro brzmień z drugiej połowy lat 80. Zaczynali od demówek jeszcze pod nazwą Damn Soul. Potem już jako Apostasy nagrali brudny, thrashowy album Sunset of the End (1991). A w 2013 roku, po dwudziestu latach przerwy, kapela powróciła i ma się świetnie. Świadectwem tego są bardzo udany album „The Sign of Darkness” (2018) i premierowa płyta „Death Return”, nad którą przychodzi nam się tu pokłonić.
Jeśli są tu fani agresywnych, prostych (ale nie prostackich), szybkich thrashowych riffów, wyraźnie zatrutych trupim jadem proto-black metalowych brzmień, to niech od razu zerkają do sklepu Fallen Temple i kupują w ciemno. Death Return to rzecz, w której esencja starego Slayera i Kreatora miesza się z dzikością południowoamerykańskich kapel pokroju najwcześniejszej Sepultury i Sarcofago. Jednocześnie, choć możemy tutaj wymienić jeszcze parę kapel i próbować wskazać wpływy, to jednak siłą Apostasy jest własny styl. Chilijczycy swobodnie przemieszczają się od rejonów brudnego heavy metalu po bliskie już deathowym wyziewom rejony. A że oni sami pochodzą z tamtych czasów (a przynajmniej lider, Cristian Silva), Death Return wypada atrakcyjnie dzięki szczerości. Oczywiście nikt nie odkrywa tu nowych lądów, a jedynie penetruje porzucone nekropolie pradawnych kultów, których echa brzmią szalenie znajomo i kojąco dla oldschoolowych kręgów. Można to jednak robić z pasją bądź z użyciem tanich sztuczek. Apostasy z pewnością daje z siebie wszystko.
Mrok, diabeł, agresja, czarna magia, śmierć – nikomu nie trzeba chyba streszczać zawartych tu liryków. Muzycznie mamy zaś do czynienia z dobrze naoliwioną machiną rozpędzonych riffów, w których niepokorność ważniejsza jest od ciężaru. Nie oznacza to jednak, że Apostasy nie zwolni, gdy trzeba, i nie zaproponuje jakiejś małej odmiany, wciągającej zagrywki, skrzącego się od emocji gitarowego sola. Przenosimy się jakby do czasów, gdy death metal raczkował, black jeszcze nie był zdefiniowany, a tego typu granie, jakie prezentuje Apostasy, stanowiło forpocztę ekstremalnych odmian, które miały zawładnąć wkrótce światem. Udało się uchwycić ten moment w historii i zamknąć w atrakcyjnej, choć niepokornej formie. Z pewnością pomógł żar południowoamerykańskiej ziemi.
Materiał na Death Retun jest dojrzalszy i bogatszy od (tak czy inaczej znakomitego) poprzednika. Jednocześnie szerszy wachlarz pomysłów nie przygasił prymitywnej agresji. Do tego produkcja doskonale podkreśla staro-szkolną manierę, wyłuskując sedno dzikiej energii tamtych czasów, dalekiej od cyfrowej precyzji i czystości. Masteringiem zajęło się szwedzkie studio, i może by napisać – to słychać.
Nie ma co tu analizować poszczególnych numerów, w których dzieje się sporo, przy umiejętnym żonglowaniu pulą środków klasycznych dla diabolicznej thrashowej sceny środka i drugiej połowy lat 80. Niby niewiele dało się tu zrobić, bo wszystko zostało już powiedziane w innej epoce. Ale udało się dobrać te elementy z pasją i stworzyć coś, co przyciąga słuchacza. Solidna, a dla miłośników stylu, momentami wręcz porywająca propozycja.
Cieszę się, że polska wytwórnia wypuściła ten materiał. A samo wydanie niekoniecznie w typowych dla black/thrashowych dźwięków kolorach także na wysokim poziomie – wykorzystany na okładce obraz polskiego artysty, Arkadiusza Zająca, niby w kanonach tematycznych, a jednocześnie uciekający od stereotypów.
ocena: 8/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
Fallen Temple na Facebooku
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
- Slave Keeper – „Podwójna gra” (2025) - 19 listopada 2025
- Sothoris – „Domus Omnium Mortuorum” (2025) - 4 października 2025
Tagi: 2021, Apostasy, black metal, Chille, Death Return, Evil, Fallen Temple, haevy metal, metal z Ameryki Południowej, metalheads, raw metal, recenzja, review, thrash black metal, thrash metal, underground metal.






