EP-ka Genesis Of Blasphemy to oficjalny debiut kapeli Atonement. Jednocześnie w tych trzech kawałkach słychać doświadczenie wyniesione z innych zespołów (i nie mówię tu o powielaniu wyniesionych z macierzystych kapel pomysłów). Szereg inspiracji zaprocentował materiałem o wysokiej zawartości siarki. Przy całej piwnicznej maestrii prostych, dosadnych, szczerych, bluźnierczych środków, udało się jednak zachować ducha spontaniczności. Muzyka nagrana dla chorej radości własnej i bez kalkulowania? Takie założenia zdaje się przyświecały Atonement. Zresztą biorąc pod uwagę limitowany nakład kasety magnetofonowej (70 sztuk), jest to propozycja dla wiernych starej szkole, z całą gamą jej mrocznych olśnień i ograniczeń, bo przecież znamy te zagrzybione kazamaty jak własną kieszeń. Znajdą się znudzeni przebywaniem w mrocznych, zalanych uryną lochach.
Bliżej chyba jednak tej muzyce do podanego w klasycznym, choć brudnym wydaniu smolistego death metalu, napuszczonego jednakże black metalowym jadem i cudowną brzydotą. Jest mocno, a do tego klarownie, oczywiście w demówkowych kanonach wziętych z zarania lat 90. I chociaż podobnych prób na rynku wiele, to jednak czasem czuć w nich pewną nijakość albo sztuczność. Na Genseis Of Blasphemy dość smoły, by zaklajstrować złamane serca miłośników łączenia death i black metalu w ich pierwotnej, wyzbytej ozdobników postaci. Oczywiście nie jest to jakaś nowa jakość, ale rzecz ponad zwyczajową solidność, a do tego z autorskim zacięciem. A że riffy meandrują i nie są monotonne, tempa zmieniają się, a Almighty Blasphemer korzysta z różnych środków wokalnych (od niskiego, charkotliwego growlu po blackowe wrzaski), dzieje się na tej EP-ce wbrew pozorom sporo i materiał nie traci w żadnym momencie na wyrazistości.
Łyka się to na raz i nawet wypada się otrzepać z obrzydzeniem. Ktoś będzie potrzebował jednak popitki, ktoś wykpi się niedzielną mszą. Trudno. Genesis Of Blasphemy nie jest propozycją dla wszystkich, ale to już wyjaśniliśmy sobie na początku – tak miało być: słabi i świątobliwi odpadną. Szczęśliwie Atonement nie sili się na sztuczną ekstremalność czy z rozmysłem „skopaną” produkcję, więc zadowoli ta EP-ka nie tylko poszukiwaczy muzycznych ekskrementów. Świadomy swych możliwości zespół nagrał szczerą muzykę, trafiającą bezpośrednio pod czaszkę, czyniąc tam bałagan, ale z czarcim wdziękiem. Wypada się cieszyć? Ależ tak! Co prawda poszukiwacze świeżych rozwiązań niekoniecznie się ucieszą, ale to ich problem. Czy wypadło by równie dosadnie w większej dawce? Może wkrótce się przekonamy. Życzyłbym sobie albumu również na kasecie, bo to nośnik stworzony dla takich dźwięków i klimatów.
ocena: 7,5/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2020, Atonement, black metal, black/death, death metal, ep, Genesis Of Blasphemy, kasety magnetofonowe, MC, metalheads, oldschool black metal, oldschool death metal, polski metal, polskie kapele metalowe, Putrid Cult, recenzja, review, stara szkoła, Strzelin, Wyszków, zielona góra.






