Album Blackhearth to debiut baskijskiej kapeli o tej samej nazwie, ale nie czuć na nim debiutanckiej tremy. Muzycy nastolatkami już nie są, a za ich propozycją idzie dojrzałość, zamiłowanie do bardziej skomplikowanych struktur i melodyjnego heavy metalu. Porównałbym ich do takich tuzów jak Savatage. Blackhearth to niewątpliwie zespół świadomy własnego stylu, nawet jeśli nie nazbyt oryginalnego, to realizowanego z pasją i pomysłem, opartego też na dobrym muzycznym warsztacie, a debiutancka płyta to całkiem udany przegląd nietuzinkowych możliwości.
Zespół stawia na rozbudowane kompozycje, dla których rdzeniem są heavy metalowe, choć pozbawione szorstkości riffy, a doskonałe uzupełnienie stanowią klawiszowe pasaże, ciekawe solówki, czasem wręcz popowe refreny, niby prosty, ale intrygujący, lekko przybrudzony wokal Alaina Concepcióna. Znajdziemy tu pewien rozmach i tendencję do komplikowania formy, często uciekanie od schematu zwrotka-refren. Nawet w krótkich numerach (Face the Enemy i Earls of Darknes) dzieje się całkiem sporo. Szczęśliwie tendencjom do mieszania różnych pomysłów i zmianom temp towarzyszy brak przeładowania – dość szlachetnie to wszystko zaaranżowane i poukładane, bo gdy Baskowie próbują zmieścić w danej kompozycji kilka pomysłów, to dają im przestrzeń, nie mieszają wszystkiego w jednej minucie.
Mocniejsze momenty świetnie tu koegzystują z fragmentami spokojniejszymi (przykładem może być The Truth You’ve Missed czy singlowy Tarker’s Mills), a zespół zdradza zdolności do budowania dźwiękami różnych nastrojów. Zwłaszcza finał płyty bardzo mi się podoba, z nastrojowym, na wpół balladowym, czasem trochę niepokojącym kawałkiem The Magician, gdzie odzywa się potężny riff, podsycony syntezatorowym sosem, a także prawdziwie epicki, wielowątkowy utwór Blackheart, z mocnym riffem otwierającym, z intrygującym motywem klawiszowym, szerokim wachlarzem pomysłów pod koniec.
Są oczywiście w metalowym świecie płyty, które wbijają w fotel z większą skutecznością, z muzycznymi tematami, które przyczepiają się do nas na lata, a często i na dziesięciolecia, ale nawet gdy porównujemy propozycję Basków do mistrzów wymagającego w końcu stylu, to konfrontacja ta wcale nie zawstydza debiutantów. Blackhearth to bardzo udana płyta w nurcie klasycznego progresywnie podanego heavy metalu – ani więcej, ani mniej.
Ocena: 7,5/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2019, art rock, band, Baskowie, Biscay, Blackhearth, debut album, Durango, Epic Metal, guitar music, Hard Rock, Heavy Metal, Hiszpania, kapela, Kraj Basków, Music, muzyka, prog rock, progressive heavy metal, Progressive Metal, recenzja, review.






