Cieszę się że nadal istnieje niewielka rzeczywistość, która nadaje nieco bardziej emocjonalny wydźwięk muzyce death metalowej. Albumy takich zespołów jak Diocletain, Horrendous, Morbus Chron czy Swallowed wytworzyły sobie osobny wymiar, gdzie śmierć nie jest przymiotem przemocy i obsceniczności. Każdy ze stwórców tej materii przyczynił się do powstania czegoś, jak mówią mądre pisma i broszury reklamowe, określanego mianem atmosferycznego/metafizycznego death metalu (bijcie w łeb za szuflady, ale tak jest napisane). Utwory mają raczej charakter wielkich hymnów ku chwale Kostuchy – decydującego sędziego naszego jestestwa. Moja radość tym bardziej rośnie, gdy słyszę debiutancki album Blood Incantation. Bo na taką modlitwę zawsze znajdę czas.
W momencie gdy pierwszy raz przesłuchałem Starspawn wiedziałem, że ten krążek zagości w moich uszach na dłużej. Zespół od pierwszego kawałka porywa nas swoim niebywałym stylem. Deathowcy z Denver prezentują nam bardzo wyrafinowane połączenie brzmienia grobowego i hołdującego starej szkole miażdżenia kości z niezwykle ujmującymi, a nawet i przenikającymi nasze wątłe ciała instrumentalnymi fragmentami. Weźmy przykładowo wspomnianą pierwszą część Vitrifikation Of Blood, która przez całe 13 minut ani razu nie daje nam odpędzić się od tego jak wiele się tu dzieje. Muzycy z łatwością bawią się swoimi instrumentami i pędząc w sam środek tej kosmicznej otchłani, pokazują prawdziwy muzyczny absolutus. Death metalowy wszechświat czy nawet uniwersum śmierci. Całości towarzyszy niebywale wisielczy klimat, rodem ze zbliżającej się apokalipsy. Niekiedy patetycznie, czasami i nostalgicznie. Co więcej, jest tu też smród siarki rodem z lat 90′, gdzie trup dopiero zaczął się rozkładać i śmierdzieć. W takich Chaoplasm czy numerze tytułowym, można z pewnością wrócić pamięcią do klasyków z tamtego okresu. Sam czasami mam wrażenie, że płyta mogłaby z powodzeniem wyjść w czasach początków Gorguts czy wczesnego Death. Inna sprawa, że zespół zdołał w raptem pięciu kompozycjach zawrzeć tak pełną rozmachu podróż po wielu różnych muzycznych światach. Chyba jedyne do czego mógłbym się przyczepić w tym albumie to właśnie to, że jest za krótki. Niewiele ponad 35 minut death metalu pozwala wybrać się na planetę, w której kvlt agonii stanowi główną religię. To zadziwiające w jak krótkim czasie można tak szybko dokonać prawdziwego, muzycznego tornada niezwykle przemyślanych dźwięków.
Niemniej zachęcam do sprawdzenia debiutanckiego albumu Amerykanów z Blood Incantation. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, ale to bardzo świeży powiew śmiercionośnej stęchlizny. Zatem wznieśmy w górę ręce i weselmy się, że death metal potrafi jeszcze naprawdę zaskoczyć!
Ocena: 9/10
- Już niedługo koncert IMPALED NAZARENE w Krakowie - 25 lutego 2026
- Już niedługo WOLVENNEST wystąpi w Krakowie - 6 października 2025
- METAL KOMMANDO FEST VIII: znamy datę i pierwsze zespoły - 18 lipca 2025
Tagi: 2016, american death metal, Blood Incantation, Dark Descent Records, death metal, debiut, debiutancka płyta, premier, premiera, recenzja, review, Starspawn.







