Blues Pills – „Lady In Gold” (2016)

Tysiąc słów zostało już wypowiedziane o tym zespole. Kiedy pojawił się debiut na horyzoncie, redaktorzy na całym świecie wpadli w niezłą ekstazę. Spektakularny powrót do korzeni. Granie z przełomu lat 60 i 70. Supergrupa, bo skład międzynarodowy. Zderzenie kultur miało ujście w muzyce, która zachwyciła niejednego malkontenta. No i oczywiście kobieta-wulkan na wokalu – Elin Larsson. Blues rock serwowany od nich, nie jest zbytni kombinowany. Prostota jest ich najważniejszą cechą i stosowanie starych patentów. Jak wiadomo w tych czasach, panuje wszechobecna moda na retro. Polecam zobaczyć Blues Pills na scenie, by zrozumieć, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Po dość długim koncertowaniu przyszedł wreszcie czas na drugi album. Fani nie musieli czekać zbyt długo, dwa lata oczekiwania jakoś dało się znieść. Lady In Gold już „śmiga” w sprzedaży i można wziąć ten krążek pod lupę.Jest pewne określenie zjawiska, jakim jest syndrom tzw. drugiej płyty. Ludzie dostają cudowny debiut i z niecierpliwością czekają na kolejne dziecko. Kiedy spojrzymy wstecz, różnie bywało z tymi drugimi płytami w historii rocka. Były udane krążki, jak i totalnie bez pomysłu. W przypadku Blues Pills podchodziłem bardzo ostrożnie do tego, co nagrają nowego. Dziesięć kompletnie nowych kompozycji i tytułowy singiel promujący. Puszczany dość masowo w różnych stacjach radiowych, dał sygnał, że może być bardzo melodyjnie. Kiedy odpaliłem ten krążek na sprzęcie, pierwsza rzecz uderzyła mnie od razu. Elin śpiewa w ten sam sposób co na debiucie, co dla mnie jest zbyt przewidywalne. Ok słucham dalej drugiego numeru Little Boy Preacher i jest to kalka pierwszego. Nie wiem, czy fani „łykną” tę przewidywalność. Muza na ogół jest stylizowana, tym co robiła Janis Joplin z małą domieszką Fleetwood Mac. Wzorce są najlepsze i są w pełni wykorzystywane.

Kiedy płyta wiruje dalej i zaczyna się Gone So Long, pojawiają się pierwsze emocje. Pierwsza myśl jest jedna, to będzie ich wielki numer. Klimat, jaki serwują nam muzycy w tym kawałki, jest po prostu niesamowity. Przywołuje najlepsze lata muzyki rockowej. Pasaż w tle i spokojny śpiew Elin tak mnie zachwycił, że musiałem powtórzyć ten numer kilka razy. Piękną rzeczą jest genialny tekst, który zgrywa się znakomicie. Nie może umknąć mojej uwadze,  świetna produkcja tego albumu. Lady In Gold jest nagrany fantastycznie. W każdym otoczeniu, sound tej płyty broni się dobrze. Kiedy spojrzymy na warsztat muzyków, cieszyć może dużo fajnych dodatków instrumentalnych w tle. Jest on nienaganny, jednak powinno być więcej samej gitary. Dorian Sorriaux to zdolny muzyk, jednak patrząc na całość, trochę mi go brakuje. Utwór, w którym pokazuje co w nim drzemie to Elements And Things.

I tak można słuchać tej płyty i słuchać a wnioski nasuwają mi się następujące. Mimo że jest to bardzo dobrych zespół, nie poraża ilością nowych pomysłów. Uważam, że cztery solidne numery na dziesięć to ciut za mało. Spodziewałem  krótszego a bardziej równego longplaya. Promowany teledyskiem I Felt A Change mi osobiście wygląda na wypełniacz. To samo dzieje się z Bad Talkers. Jeśli stworzyliby więcej utworów z taką energią jak Won’t Go Back, byłoby zdecydowanie lepiej. Płyta na pewno zyskałaby na jakości. Jestem świadom, że do każdego te nowe dźwięki Blues Pills mogą trafiać inaczej. Jednak siedem oczek na dziesięć daję z pełną odpowiedzialnością. Mam nadzieję, że kolejny album bardziej mnie zaskoczy, niż rozczaruje.

Ocena 7/10

Rafał Morsztyn
Latest posts by Rafał Morsztyn (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .