Borknagar – „Fall” (2024)

Norwedzy z Borknagar milczeli pięć lat. Po dobrym True North nastąpiło delikatne przegrupowanie i miejsce na nabranie oddechu przed kolejnymi aktami tworzenia. Zawsze czekam na nową muzykę wielbicieli sił natury i nie inaczej było z nówką w postaci Fall, która będzie miała premierę pod koniec lutego za sprawą Century Media.

Nie jestem odosobniony w oczekiwaniach, grupa ma wielu fanów w naszym kraju, którzy praktycznie od debiutu jej dopingują. Borkanagar ma to do siebie, że pomimo bardzo odważnego rozwoju artystycznego nigdy jakoś przesadnie nie naraził się wielbicielom black metalu, dzięki czemu jest słuchany przez evil metalowców, jak i tych lubujących się w bardziej melodyjnej muzyce. Øystein G. Brun, lider zespołu, ma talent do tworzenia płyt zbalansowanych, z odpowiednią dawką agresji i melodii. Fall i jej dwie poprzedniczki są w moim uznaniu utrzymane w bardzo podobnym klimacie, eksplorując te same rejony w swoim nieco rozmarzonym spojrzeniu na epicki black metal (tak, nadal uważam, że można używać tego określenia odnośnie Norwegów).

Płytę zaczynają dwie bardzo potężne kompozycje, jakie znamy już z singli. Summits i Nordic Anthem to świetni przedstawiciele albumu, którzy zaostrzyli apetyty na całość. Utwory są totalnie inne, a jednak bardzo dobrze korespondują ze sobą i z całością płyty. Jak się generalnie okazało, wykręciły mój apetyt tak mocno, że pierwsze odsłuchy Fall wniosły rozczarowanie, spodziewałem się hitu za hitem, a płyta jednak taka nie jest. Daje wiele, oferuje całą gamę melodii, uczuć i emocji, ale jednak nie jest aż tak chwytliwa, jak wspomniane kompozycje. Trzeba tu się zmierzyć z dużą ilością muzyki zbitej w ten nieprzesadnie długi album. Żeby go poznać, musiałem wręcz rozłożyć go sobie na kompozycje i „zjadać” małymi porcjami, żeby się nie przeładować. Szczerze przyznaję, że uczucie zachwytu biło się tu z przesytem i tęsknotą za bardziej prostolinijną sztuką. Po tym rozbiciu na części pierwsze w końcu mogłem płytę w pełni docenić, a jest co. Przestrzeń i progresja stykają się tu z agresywnym krzykiem i podwójnymi stopami, a lekko melancholijne melodie Larsa zderzają się z wysoko śpiewanymi popisami Vortexa. Mam też wrażenie, że zespół na tej płycie poszedł silniej w partie śpiewane i nieco wolniejsze niż wcześniej, ustawiając Fall w miejscu najdelikatniejszej w dorobku.

Praca włożona w ten album jest przeogromna. Kiedy jej słucham, nieustannie kołacze się w mojej głowie pytanie, w jaki sposób buduje się tak rozbudowany materiał. Czy to całe uwarstwienie przychodzi muzykom naturalnie, czy siedzą nad tym miesiącami, by znaleźć ulotnego ducha progresji. Trzeba by o to zapytać, by mieć pewność, ale tak czy siak należy mierzyć się z faktem, że Fall to kolejne dzieło przez duże D. Nie jestem w stanie jednoznacznie napisać, że album porwał mnie kompletnie, ale jest to muzyka, którą trzeba docenić. Cały jej kunszt, dbałość i oryginalność. Jednocześnie mam uczucie, że jest to album, który wyczerpuje pewien etap rozwoju zespołu i jeżeli czegoś on nie zmieni, to we mnie może już poklasku nie zyskać. Odkładam ją na półkę z naklejką „dobra” i czekam na genialną.

Ocena: 7/10

Borknagar na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , .