Cemetery Of Scream – „Oceans” (2023)

Zespół Cemetery Of Scream kojarzy mi się niezwykle ciepło – i to mimo chłodnej muzycznej oraz tekstowej aury, która mu zwykle towarzyszyła. Ten moment w pierwszej połowie lat 90., kiedy zmęczone pogonią za wyznaczaniem granic ekstremum kapele postanowiły poszukać klimatycznych rozwiązań, to dla mnie okres pierwszej, młodzieńczej fascynacji muzycznymi światami, utkanymi ze splotu potęgi riffów i atmosfery. Brytyjczycy na czele z My Dying Bride, Anathemą i Paradise Lost, szwedzki Tiamat i holenderski The Gathering, a na rodzimej ziemi krakowianie z Cemetery Of Scream – do dziś powracam do ich pierwszych albumów z nabożną czcią. Z czasem konwencja zaczęła się przeobrażać, kluczyć ścieżkami mniej oczywistymi. Wybrańcy nadal podążali przez krainy melancholii i mroku, ale otwierali się – jedni śmielej, drudzy bardziej zachowawczo – na nowofalowe, progrockowe, elektroniczne, ambientowe widoki. Cemetery Of Scream również zaczęli eksperymentować, poszukując nowej tożsamości, pozostając jednak wierni mglistej aurze. I Oceans jest podsumowaniem tych doświadczeń, a być może także nowym otwarciem.

Nie ukrywam, że bardzo ucieszył mnie powrót zespołu – obiektywny zatem nie będę. Śledzę, podążam, kibicuję zespołom eksplorującym te magiczne rewiry, ciesząc się z ich wzlotów, krzywiąc na mniej udolne próby, licząc na to, że nawiążą jeszcze do formy z czasów, gdy powstało kilka arcydzieł tzw. klimatycznego metalu. Od ostatniego albumu Cemetery Of Scream, Frozen Images, upłynęło kilkanaście lat, więc fani zdążyli się już porządnie stęsknić. Czy było na co czekać? Krakowianie uraczyli nas niedawno płytą różnorodną, eklektyczną (przynajmniej w kręgu własnych poszukiwań) i na swój sposób… przewidywalną. To jednak nie zarzut. Nie spodziewałem się jakichś rewolucji po zespole o ugruntowanej pozycji. Oczekiwałem jednak jakości. I nie zawiodłem się. Dostałem ją z bagażem stylistycznych nawiązań, pewnego dramatyzmu, smutku, lekkiej teatralności.

Potrzebowałem kilku odsłuchów, by przekonać się do nowego materiału. To właśnie album, który z czasem odkrywa więcej dobroci, niż pierwsze kontakty ujawniają. Trzeba jednak lubić i szanować tego typu zestawienia metalowych, gotyckich i elektronicznych środków. Mamy tu ciężkie, doomowe gitary, a nawet momenty, w których Olaf Różański w niezbyt ekstremalny sposób growluje, co przywołuje ducha starych czasów Melancholy. Nie brakuje jednak też momentów żwawszych, gdzie tempo jest podkręcane. Znalazło się na albumie też miejsce na akustyczne i spokojniejsze momenty (świetny It’s Full of Star). Fortepianowy temat stanowi pewną klamrę, rozbrzmiewając zarówno w numerze początkowym, jak i finale – co nie dziwi, biorąc pod uwagę zdjęcie na okładce, przywodzące na myśl niezapomniany film Jane Campion. Sporo rzewnych plam klawiszy serwowanych przez Katarzynę Rutkowską dodaje kompozycjom oddechu. Mocne dźwięki gitar przegryzają się elektroniką, bo sporo tu nawiązań do dark wave’owej stylistyki. Nad całością unosi się zaś gotycko-posępna aura, co odzwierciedlone jest też w lirykach, które jednak nie uciekają od ludzkich spraw. Gdy wokal Różańskiego zbliża się barwą do głosu Johana Edlunda, robi się nieco „tiamatowo” (bardzo spodobało mi się House of the Fading Sun), co dla mnie akurat jest zaletą. Ale Cemetery of Scream nie kopiuje nikogo wprost. Pewne nawiązania wychodzą naturalnie – w końcu zespół wyrasta z pewnej sceny, jej przyzwyczajeń, atmosfery, cytatów. Oceans nie jest dziełem osobnym, a rozdziałem melancholijnej opowieści, która snuje się – trochę dosłownie, a trochę w przenośni – od początku lat 90..

Oceany wciągnęły mnie i nie będę się przesadnie do niczego przyczepiać – choć godzina i dziesięć minut do dosyć długo i każdy mógłby subiektywnie wyciąć ten, czy inny numer. Wachlarz zastosowanych przez Cemetery Of Scream środków jest na najnowszymalbumie dość szeroki – podkreślam raz jeszcze: w ramach obranej konwencji – więc osoby, które nie poruszają się w gothic metalowych klimatach łamanych przez mroczną elektronikę, mogą bardziej wybrzydzać. Uważam jednak, że Oceans to powrót ważny i godny odnotowania. Spójna i klarowna produkcja uwypukla walory bogato zaaranżowanych kompozycji. Teksty łączą się dobrze z muzyką (złośliwi też powiedzą, że są przewidywalne), co podkreśla atmosferę – a ta jest przecież najistotniejsza w tego typu artystycznych wypowiedziach.

Cemetery Of Scream był kiedyś istotnym zespołem na doom/gotycko metalowej scenie. Mam nadzieję, że formacja powraca na dłużej.

Ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku
Sleaszy Rider na Bandcamp

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .