Zna ktoś taką kapelę jak Concubia Nocte? Głowę kładę, że pewnie nikt. Na sumieniu tylko jeden album długogrający w ciągu piętnastu lat istnienia i do tego w encyklopedii widnieje na czerwono oznaczenie “split-up”. Do tego to Słowacy z Bratysławy, a nie Norwegowie z Bergen. Kto przy zdrowych zmysłach wydałby więc ich kompilację? Ano Werewolf Promotion. A oni akurat mają nosa do odkryć, za które nikt nie dałby złamanego grosza. A jednak żre.
Godzina z dobrym okładem, wypełniona dziewiętnastoma numerami, przyprawia bogactwem o zawrót głowy. Skąd w tym nader ubogim repertuarze zespołu znalazło się aż tyle numerów? Na ten set składają się chyba całe dwie EPki, jeden split oraz demo z roku 2006. Choć nie, z demówki nic nie zostało tutaj wrzucone. Aha, no i ten pełnowymiarowy krążek z roku 2008, czyli ogólnie przekrój i cała muzyczna droga kwintetu. I byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie powiedział, że są także utwory, których nie uświadczysz na żadnym z powyższych wydawnictw. Tak więc jeśli jesteś fanem Concubia Nocte, to ta kompilacja jest absolutnym must have w twojej kolekcji. Wracając jednak do wstępu…. No właśnie.
Co rzuca się w uszy? Na pewno klarowna melodyka, bardzo wyraźne klawisze i ulotny, dość delikatny klimat, który burzy surowy i mocno wyeksponowany growl. Gdy go nie ma, muzyka jest wręcz idealna lub ideałowi bliska. Albo przynajmniej jest bardzo dobra. Gdy wchodzi frontman, cała reszta muzyków przestaje istnieć i trochę to psuje całość odbioru. Linie melodyczne, jak przystało na dość surowy black, są proste i rzekłbym nawet, że prymitywne, co nie oznacza, że nie mają w sobie tego uroku, który towarzyszy muzyce granej z serducha, z trzewi i całym sobą. Niestety wydawnictwo cierpi także na jakości. Kompilacja muzyki z różnych okresów i – delikatnie mówiąc – różnej jakości, nie spotyka się z moim postrzeganiem idei wydawania kompilacji. Zamiast wyczyszczonego i zremasterowanego dzieła słuchamy utworów wrzuconych na zasadzie copy/paste.
Z drugiej jednak strony chronologiczne ułożenie numerów pozwala wejść w szczegóły progresu kapeli – i ten jakościowy, i ten dźwiękowy, a także melodyjny. Tandetne i nieco nachalne klawisze w późniejszych numerach ustępują miejsca zgranej współpracy sekcji rytmicznej i gitar. Niewłaściwe wyeksponowanie partii wokalnych, na które narzekałem na początku, ustępują, i już w drugiej połowie płyty wszystko jest w tej kwestii w najlepszym porządku. A pięć ostatnich numerów (czyli cała wydana w 2021 EPka Mohyly) to już w ogóle muzyka dobrej, solidnej próby. Klawisze dają jedynie przyjemne tło, instrumentarium ułożone jest bez zarzutu, a wokal nie razi ani trochę. Tym razem jest wręcz nieco schowany za gitarę i perkusję, ale ze względu na ciekawe linie melodyczne bardzo mi taka konstrukcja pasuje.
Jeśli znajdzie się ktoś, kto jest fanem Concubia Nocte, to w sposób oczywisty ta kompilacja jest do niego zaadresowana. Natomiast dla wszystkich niewtajemniczonych w arkana słowackiego black metalu ten krążek to ciekawy zbiór całkiem zgrabnych i bardzo zróżnicowanych numerów. Na początku prostych i wręcz prostackich, na końcu naprawdę bardzo ciekawych, których słucha się z zaciekawieniem. I to ta druga część kompilacji ratuje ogólną jej ocenę.
Concubia Nocte na Facebooku
Concubia Nocte na Bandcamp
Concubia Nocte w Encyklopedii Metalu
Ocena: 6,5/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2021, black metal, Concubia Nocte, recenzja, review, słowacki black metal, Werewolf Promotion.






