Corey Taylor – “CMFT”(2020)

Taylor Corey cmft solo album 2020

Poniższa teza u niektórych z pewnością spowoduje wytrysk piany z jam ustnych, a jednak powiedzieć na wstępie trzeba: Corey Taylor to obecnie jeden z najlepszych i na pewno najbardziej wszechstronnych wokalistów w muzyce gitarowej. Amerykanin swoje ponadprzeciętne umiejętności prezentuje na każdym wydawnictwie, czy to Slipknot, czy Stone Sour, udowadniając zdolności podczas występów na żywo. Jego pierwszy solowy album musiał więc wzbudzić moje zainteresowanie. Artysta rok 2020 miał spędzić promując ostatni album dziewiątki z Iowa, pandemia jednak zmieniła te plany i tak też w nasze ręce trafia CMFT. I właściwie trafia tylko tam.

O trafieniu w moje serce nie było niestety mowy. Po kolei – nowe dzieło Taylora to raczej nieznana do tej pory odsłona wokalisty. Radosny hard rock, w którym słychać naleciałości country, bluesa, punk rocka czy hip hopu, niemalże całkowicie pozbawiony tej bardziej zadziornej strony wokalu wokalisty Slipknot (tę, w mocno okrojonym wydaniu, słychać w zasadzie tylko w Stone-Sourowym Country Head). Słychać w tej muzyce, że jej autorzy po prostu dobrze się bawili, nagrywając ten krążek, nie można również niczego zarzucić Coreyowi, którego śpiew jak zwykle jest na wysokim poziomie. Problem z CMFT polega na tym, że radość w studio nie przekłada się na radość, jaką czerpałem ze słuchania tego krążka.

W teorii wszystko jest tu na swoim miejscu – nie brakuje chwytliwych i nośnych numerów (HWY 666, Meine Lux, Everybody Dies on My Birthday), nieźle wypada wspomniany Country Head, a ciekawie jest też w kontrowersyjnym singlu CMFT Must Be Stopped, który dla mnie jest najlepszym kawałkiem na albumie (mam pociąg do takich czarnych dźwięków, nie krzyżujcie mnie). Pozostała część utworów nie oferuje jednak niczego więcej niż ładny wokal i ten pozytywny klimat, którego na krążkach zespołów Taylora na ogół próżno było szukać. Reszta CMFT niestety zawodzi, nie doprowadzając wprawdzie do zgrzytania zębami, ale jednak ostatecznie odstraszając swoim przeciętniactwem i brakiem wyrazu. To w dużej mierze numery, do których po zakończeniu odsłuchu nie będziecie mieli szczególnej ochoty wracać i też wracanie do nich nie ma szczególnego sensu. Nie licząc tych wspomnianych, po prostu wieje nudą, co jest dla mnie o tyle zaskakujące, że Coreya Taylora o bycie nudnym nigdy bym nie posądził.

Czy CMFT to jedno z większych rozczarowań roku? Aż tak źle nie myślę, ale to głównie dlatego, że oczekiwania nie były zbyt wysokie. Osobiście sięgnąłem po ten krążek z ciekawości podsyconej singlem z gościnnym udziałem raperów Tech N9ne i Kid Bookie, i finalnie ten singiel był jedynym numerem, który w pełni mnie zadowolił. Polecać solowego debiutu Taylora specjalnie nie będę – fani artysty pewnie i tak po niego sięgną, a Ci, którzy do tej pory byli do Amerykanina nieprzekonani sięgać po niego pewnie nie mają zamiaru. Dopiszę za to ten album do listy przykrych rzeczy, które wydarzyły się z powodu pandemii i mam nadzieję, że to może taki kaprys.

Ocena: 5/10

Corey na Facebooku

Łukasz W.
Latest posts by Łukasz W. (see all)

Tagi: , , , , , , .