Craving – “By the Storm” (2016)

  •  
  •  
  •  
  •  

Craving? Co to takiego jest Craving? Że co? Zespół power black folkowy? Band jest z Niemiec, ale wokalista jest Słowianinem i śpiewa po rosyjsku. Nie no jaja, dawajcie mi tu ich nowy krążek. Aha, ostatnią płytę nagrali 3 lata temu? A to nieważne, dajcie co macie.

I tak oto w moje ręce trafił album, o którym wiedzą już wszyscy, którzy mieli się o tym dowiedzieć. Album wydany nakładem Apostasy Records (nie znam) i trwający prawie siedemdziesiąt minut! No ale co się dziwić, skoro znaleźć na nim można aż dwanaście kawałków. A to dopiero początek góry lodowej, o którą można się roztrzaskać, słuchając tego dziwadła.

No bo jak nazwać chóralne zaśpiewy rodem z Manowar w Penelopes Prayers na przykład? W numerze, który mógłby ujść za black metalowy! A jak nazwać folkowe intro na płycie, na której królują ostre utwory pokroju Spirits of the Dead? Już nie będę się powtarzał na temat języka rosyjskiego w utworze Newepa Cha czy power metalowego, skocznego jak diabli By the Storm, śpiewanego dla równowagi po angielsku.

Na płycie zauważyć można trzy zasadnicze części. Pierwsza, multiklimatyczna trwająca przez pierwsze cztery kawałki (z Intro włącznie). Druga to środek płyty, nieco miałki w porównaniu do tego początkowego tornada, można by rzec, że klasycznie blackowy. Niestety także bez żadnych wodotrysków, fajerwerków czy przykuwających uwagę momentów. Ta stagnacja trwa na szczęście tylko przez dwa numery. A potem znów zaczyna się jazda. Power metalowy One with Darkness, balladowy Eyes of Winter, najszybszy chyba na płycie i najostrzejszy Kemehb (znów śpiewany po rosyjsku), ponownie powerowy Wielder of Storms i zamykający album najdłuższy kawałek zatytułowany The Fountain of Memory. Utwór, który jest jednocześnie esencją ostrego black metalu i heavy metalowej ballady w jednym. Rozdwojenie jaźni murowane.

Ta mieszanka stylów, języków, kultur i klimatów powala niczym grypa żołądkowa. Nie przypadkiem użyłem takiego porównania, gdyż co bardziej purystyczni black metalowcy na takie dźwięki mogą dostać nagłych torsji przeplatanych ostrym rozwolnieniem. Mnie natomiast ta płyta ożywiła, rozbawiła i zaciekawiła. Bo jak można na jeden krążek narobić tyle wszystkiego? Ja nie wiem, jak się te numery trzymają kupy. Ale ostatecznie By the Storm jest albumem spójnym i z pewnością wartym przesłuchania.

Ocena 7,5/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , , , , , .