Site icon KVLT

Cult of Luna – „The Long Road North” (2022)

Na początku przyznam, że darzę Cult of Luna szczególną sympatią. Szwedzcy mistrzowie są obecni w moim życiu od dziesięciu lat i zawsze z niecierpliwością czekam na ich nowe wydawnictwo. Nie będę ukrywał również, że moimi ulubionymi albumami zespołu są Eternal Kingdom oraz Vertikal i tę poprzeczkę będzie bardzo trudno przeskoczyć. EP-ka z 2021 roku The Raging River była smacznym kąskiem, jednak pozostawiała pewien niedosyt. A jak jest z albumem The Long Road North?

Kiedy Cult of Luna zapowiedzieli nową, dużą płytę, byłem mocno zaskoczony, wszak od ostatniej publikacji minęły raptem dwa lata. Moją uwagę od razu przeciągnęła okładka przedstawiająca coś na kształt futurystycznego obrazu z którego emanuje zimno i wszechogarniający niepokój. A jak jest z muzyką? Ciężko, mroczno i pięknie. Otwierający Cold Burn dostarcza nam tego, co tygrysy lubią najbardziej: -surowe, organiczne brzmienie, transowy rytm i ciężar pomieszany z oniryczną lekkością. Później dostajemy The Silver Arc, który pulsuje niczym serce dzikiego zwierzęcia. Kolejne utwory, a wśród nich tytułowy The Long Road North to bardzo solidny budulec nowego krążka Cult of Luna. Moim zdaniem zespół tego kalibru nie traci na pierwotnej dzikości nawet kiedy tworzy pozornie lżejszy utwór. Rdzeniem jest tu przede wszystkim eklektyzm, który na całe szczęście nie powoduje, że otrzymujemy pomieszanie z poplątaniem, ale selektywną dawkę dobrej muzyki.

Johannes Persson, frontman zespołu jest świadomy swojej siły sprawczej i wraz z kolegami wykuł w szwedzkich kazamatach kolejny, dobry album. Głowa słuchacza automatycznie się buja do ciężkich riffów aby kilka chwil później w bezruchu i z zamkniętymi oczami kontemplować osobliwe dźwięki przeszywające każdą komórkę ciała. Muzyka zawarta na tym albumie tworzy w wyobraźni słuchacza tajemnicze obrazy, które zmieniając się jak w kalejdoskopie tworzą jedyny w swoim rodzaju kolaż artystyczny. Szwedzi zawsze byli w tym dobrzy, jednak tym razem zawędrowali  w swych poszukiwaniach w nowe, ciekawe rejony. I dobrze się stało, bo nowe dzieło zespołu na pewno będzie ważnym punktem w całej ich dyskografii. Podejrzewam, że pandemiczna izolacja miała równie duży wpływ na kształt tej płyty co również po wczytaniu się w teksty i wsłuchaniu w muzykę można wyczuć. Dodatkowo, moim zdaniem, całe dzieło Szwedów pomimo długości (70 minut!) broni się co do sekundy.

Cała płyta The Long Road North to wymagająca i długa wędrówka. Dla kogoś, kto nie wie z czym związane jest granie tego ważnego dla całego gatunku zespołu może być nie do przejścia. Trzeba to trochę potraktować jak wyprawę na Biegun bądź na jeden ze szczytów Himalajów. Na początku nie jest łatwo ani przyjemnie, ale istnieje prawdopodobieństwo, że „świeży” słuchacz dotrwa do końca i będzie usatysfakcjonowany. Natomiast fani grupy nie potrzebują rekomendacji. W wersji studyjnej płyta jest świetna i mam nadzieję, że na koncertach zespół odegra te utwory z podwójną mocą.

Cult of Luna na Facebooku

Ocena: 9/10

Exit mobile version