Daturana – „Crossroad Man” (2011)

Płyta niemieckiej grupy Daturana jest różnorodna – do tańca, zabawy, ale i zadumy oraz refleksji. Muzycy z wielką gracją żonglują charakterystycznymi motywami w szeroko rozumianym rockowym graniu. Niezbyt długie piosenki przeplatają dziesięciominutowymi kompozycjami. Tworzą przeboje godne pierwszego miejsca na ambitnych listach przebojów (Crossroad Man). Bawią się efektami gitarowymi, aby wykreować psychodeliczny klimat (Secrets of Purple Sky). Każdy utwór jest dopracowany, ciekawy, wręcz intrygujący.

Frapujący Insane Pain rozpoczyna album Crossroad Man. Dlaczego jest taki fascynujący? Klimatem przypomina Joy Division, do którego bliżej mi niż do Doorsów. Poważny, rodem z lat 60. i 70. poprzedniego wieku głos świetnie współgra z muzyką. W ogóle, gdybym nie wiedziała, że Crossroad Man został wydany w 2011, postawiłabym na lata wyżej wymienione. Nie zgadzałaby się tylko czystość nagrania. Insane Pain cechuje pewna tajemnica, wpadający w ucho melodyjny motyw, których niestety nie usłyszymy w dalszej części płyty. Druga połowa utworu wypełniona jest za to charakterystyczną przestrzenią, typową dla space rocka, która będzie gościć w niemalże każdej następnej kompozycji. Tytułowy Crossroad Man to, jak wyżej wspomniałam, bezapelacyjny hit! Powala podniosłym, znakomicie wyśpiewanym refrenem i chwytliwą solówką. Przebój wzbogacają „doorsowe” klawisze. Utwór ma w sobie to „coś”, powodujące radość i chęć przenoszenia gór.

Następne – Melody sprowadza na ziemię swoim powolnym tempem i poważnym przekazem. Wokalista Gunar Mutzlitz śpiewa: When I look into the skies, I can freeze the time | And reflecting old pictures in my mansion, my mind. Mamy do czynienia więc z przystopowaniem i… rozlazłą grą gitary a’la floydową, świdrującą mózg przy końcówce. Down the Street jest najdłuższą kompozycją na płycie. Zaczyna się nieco infantylnie, co potwierdza tekst, brzmiący mniej więcej tak: „Szedłem sobie ulicą, zobaczyłem piękną dziewczynę i chciałem ją…”. I jakoś nie współgra mi to z dalszą pogmatwaną, psychodeliczną i instrumentalną częścią (niezwykle wciągającą mnie!), jak i zakończeniem przypominającym do bólu pewnie nie jeden utwór Pink Floydów. Być może to zamierzony efekt – chęć wywołania różnych emocji w celu niezaśnięcia słuchacza podczas słuchania ;).

Spanish Blues to propozycja dla luzaków. Prosty jest tu rytm, wokalista śpiewa od niechcenia, gitarki sobie brzdąkają, a klawisze marudzą. Słuchając tego, widzę oczami wyobraźni teksańską budę wypchaną po brzegi wesołymi farmerami. Tylko co wspólnego ma z tym klimatem hiszpański blues? Żartobliwy klimat przerywa Secrets of Purple Sky. W pierwszych sekundach czuję majestatyczność za sprawą gitarowej solówki utrzymanej w powolnym tempie, która z czasem przeradza się w konkretniejszą, ciekawą w formie grę romansującą z klawiszami. Później słychać śmiechy, jakieś głosy, które z pewnością miały za zadanie przestraszyć słuchacza, przykuć jego uwagę. Po czym, niespodziewanie wybrzmiewa niewinna melodyjka melancholijnie zagrana pewno na klawiszach. Podoba mi się taka różnorodność. Ostatnia kompozycja The Sea to typowa, ładnie zaśpiewana i zagrana balladka. Nie zaskakuje niczym, prócz efektu szumu morza umiejętnie wplecionego gdzieś między zwrotkę a refren.

Przypadła mi do gustu okładka płyty Crossroad Man. Naszkicowane jest na niej bujne drzewo, pod którym siedzi człowiek wpatrujący się w łagodną toń jeziora. Spokojny charakter tego rysunku można przyrównać do balladowych, ułożonych i zadumanych piosenek na albumie Daturana. Z kolei ten psychodeliczny, a chwilami też straszący, zestawiłabym z drugą stroną okładki. Przestawia ona grafitowe góry podmywane przez burzliwe fale, w których ukryta jest strasząca postać. Lubię, gdy muzyka pobudza wyobraźnię. Lubię, gdy zaskakuje. Nawet jeśli jej styl nie jest mi zbytnio bliski. Trudno bowiem przejść obojętnie obok tak dopieszczonego i pomyślanego zbioru siedmiu zgrabnych piosenek.

Ocena: 8/10

Emilia Sosińska
Latest posts by Emilia Sosińska (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , .